niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 30

-Co dziś mamy?-zapytałam Pauline
-Poniedziałek, wieczór-odpowiedziała. Trzymali mnie całą sobotę,neidzielę i trochę dzisiaj. Nadal nie wierze w to co się stało...
Wrócił George
-Wreszcie się obudziłaś! Chcesz coś jeść, pić, czy coś?
-Nie dziękuję. Wiesz kiedy wychodzę?
-A może wiem...
-To mów!-nie lubiłam gdy był tajemniczy. Humor miałam lepszy, o wiele.
-Nie powinienem ci mówić, ta informacja nie jest jeszcze sprawdzona, masz zwolnienie z pracy na tydzień.
-Noo, rozwiń tą myśl.-musi się wygadać
-Zaraz przyjdzie lekarz, masz się nie denerwować.
-Aż tak długo będę siedzieć?-powiedz, tak ciężko ci wymówić te jedno słowo?
-Nie martw się, będzie dobrze-pocieszył mnie. Jakoś dziwnie to mówił, ale co tam
Czyli jeszcze tutaj posiedzę. Przyszedł lekarz z policjantem. Super, już wiedzą,że się obudziłam i będa chcieli żebym gadała.
A co jeśli nie mam siły o tym mówić?
Jak się rozpłaczę, z braku sił? A na pewno to zrobie
Nie chce być sama...
Chcę żeby ktoś ze mną był, ktoś kto potrzyma za rękę.
-Proszę, żeby wszyscy opuścili pokój. Dziękuję-powiedział policjant, patrzył na mnie, nawet się nie odwrócił, żeby zobaczyć czy wyszli
Usiadł na krześle
-Wiem,że może nei chcesz o tym mówić, ale niestety musisz-zaczął. Pokiwałam głową
-Pamiętasz coś?
-Wracałam z pracy, zostałam po godzinach, bo ktoś jeszcze przyszedł...
-A pracujesz w tej wytwórni muzycznej-pokazał zdjęcie
-Tak
-Mów dalej, wracałaś. O której?
-Około 23, nie pamiętam już.
-Co się zdarzyło dalej
-No wracałam do domu, ale byłam gdzieś w połowie drogi, i sprawdzałam coś na telefonie, i upadłam
-Uderzyli cię?
-Tak, chyba w głowę i upadłam. Obudziłam się już tam, nawet nie wiem gdzie
-W piwnicy, w opuszczonym, starym domu.Na najbardziej niebezpiecznej ulicy Londynu, nawet policja boi się tam jeździć Nie powinienem ci mówic, ale uznałem że powinnaś wiedzieć.
-Dziękuję
***
Nadal mnie przesłuchiwał.
-A gdzie obecnie przebywasz, mieszkasz? Bo jestes zameldowana w Polsce
-U znajomego.
-Georga Sitcha? Znajomy czy coś więcej?-zaśmiał się
-Tak, u niego. To tylko znajomy, znamy się od dzieciństwa.-powiedziałam, bo przecież Geotge pewnie też tak by powiedział.
Nie sądzę, zeby czuł coś do mnie więcej niz przyjaźń. Na pewno nie, a ja nie chce jej zniszczyć.
Nie powiem mu tego.
-Zna pani tego Maxa i Nicka, byli głównymi hmm jak to nazwać? Organizatorami?
-Kiedyś z nim byłam?-zauważyłam zaskoczenie w jego oczach
-Z Nickiem?
-Nie, z Maxem
-A co z Nickiem?
-tez go znałam, poznałam go parę dni temu
-A w jakich okolicznościach?
Co ja mam mu powiedzieć, że pomógł mi sie oderwać od chłopaka-masochisty?
I do tego, kiedy był pijany, bił mnie?
-Nie chcę o tym mówić-powiedziałam, nie chcę mu tłumaczyć-Mam takie jedno pytanie?
-Mów
-Czy będę mogła zobaczyć Maxa?
-W sądzie
-A żeby tak porozmawiać? Żeby nikt nei słyszał
-Może ci zrobić krzywdę-powiedział, jakbym  była nienormalna
Czy on nie rozumie ze ja chce go zobaczyć.
Chce Maxa...
-Nie ma szansy?
-Raczej nie, dziękuję-powiedział i wyszedł
Wróciła Pauline
-Jak tam?-zapytała
-Nie wiem, jakieś kabelki mam i coś tak dziwnie-odpowiedziałam, plątał mi się język
-Bi jesteś wychudzona, a nie mogłaś jeść, masz mało krwi. Cudem cie odratowali
-Och, ok. jest George?
-tak, rozmawia z policjantem
***
Rozmawiałam z Pauline, potem zasnęłam.
Nie mogłam otworzyć oczu, a może nie chciałam.
Słyszałam Georga, szeptał do Pauline
Szeptał, ale wszystko słyszałam, każde słowo...
-I co powiedziałeś?
-Nie, nie powiedziałem. Sama jemu nie powiedziała, to ja też nic nie mówiłem
-A skąd wiesz, ze nie powiedziała, co jej zrobił wcześniej?
-Mówił, i on już wie...ale nie od niej
O co chodzi? Kto mówił?
-Co jest?
-Nic, śpij-powiedział George, chyba nie chciał, żebym to słyszała
Ale stało się
-Nie śpię już-powiedziałam-Co się stało?
-Może ciebie wypiszą jutro
-Super-powiedziałam
Zmienił temat, a ja udawałam że wszystko ok...

*Następnego dnia*
Zauważyłam że nie mam tych wszystkich rurek i jeszcze czegoś
-Jak tam?-zapytał
-Dobrze-odpowiedziałam
-Głodna?
-Nie-bo nie byłam
-Musisz coś zjeść, jesteś wychudzona. Mój mały kościotrupku.
-Co???-że ktoś może powtórzyć to co on powiedział.
-Nie nic-powiedział jakby nigdy nic-mówiłem tylko że musisz coś zjeść
-Ale nie jestem głodna
-To masz problem, musisz. Im szybciej zjesz, tym szybciej wyzdrowiejesz. Czyli tym szybciej wrócisz do mnie. Będę mógł cię w końcu przytulić-powiedział optymistycznie, wiem że udawał
-Taa, a teraz to nie możesz?
-Jak zjesz-hahaha no dobra, poddaje się. Ale jeszcze mu tego nie powiem
-To jest szantaż!
-No wiem-powiedział
-Ok, zjem-powiedziałam, zaraz chyba miała być kolacja, a może już była. Nie wiem
-Zaraz ci coś przyniosę
-Ok
***
Zjadłam, poleżałam. Pauline i Claudia pojechały. Zostałam z Georgem.
Zasnął na krześle, oparty o ścianę.
Też zaraz zasnęłam...
***
Było po południu.
Przyszedł lekarz od razu gdy się obudziłam.
-Jak tam zdrówko?-zapytał?
-Dobrze-odpowiedziałam
-Zaraz będzie obiad, potem jeszcze takie badania a jak dobrze pójdzie to może cię wypiszemy
-jeju na prawdę?
-Tak, a co nie podoba ci sie tutaj?-zaśmiał się-Ile ludzi do ciebie przychodzi!
-Tylko ci którzy wiedzą, co byli wczoraj
-Nie tylko, był też jakiś starszy pan z jakimś nie wiem 20 latkiem, mówili, że są z pracy
-ten starszy trochę taki...hmm... dziwny?
-tak, dokładnie. Zjedz obiad, potem przyjdę na badania i wychodzisz, chyba że chcesz zostać?
-Nie wolę jednak chyba wrócić-powiedziałam z uśmiechem
Był tutaj Kendall z Jusem. Widzieli jak wyglądam...
Sama nie wiem jak wyglądam,ale przeczuwam ze gorzej niż siedem nieszczęść
***
Po jakichś tam badaniach pojechałam z Georgem do domu.
Przez całą drogę siedzieliśmy cicho.
-Daj torbę-powiedział i mi ją zabrał. Fajnie teraz to się odezwał
-Oddaj, dam radę ją zanieść sama
-Nie marudź, chodź
Poszłam za nim.
Mam zwolnienie z pracy na 2 tygodnie. Nie wiem po co ale nie będę narzekać.
-Ej, co jest?-zapytałam Georga, nie chciałam się z nim kłócić.
-Nic, a co miało być?
-Cały dzień się nie odzywasz do mnie
-A co teraz robię?-fajnie kolejna odpowiedź, znów pytanie
Poszłam na górę.
Sprawdziłam pocztę. Poczytałam coś. Wzięłam prysznic i sie przebrałam


-Obiad-zawołał George. Zeszłam na dół
-Nie jestem głodna-powiedziałam. Założyłam kurtkę.
-Chodź, musisz jesć.
-Nie chce
-gdzie idziesz?-zapytał. Zechciało mu się rozmawiać... Zaczęłam sznurować trampki
-Nie wiem, na spacer
-Chodź najpierw zjedz.
-Nie jestem głodna-powtórzyłam znów i wyszłam.
Nie wiedziałam w która stronę mam iść.Wyłączyłam telefon. Założyłam słuchawki, włączyłam mp3 i poszłam.
Zaszłam do jakiegoś parku. Nie byłam tam jeszcze.
Było tam dużo ludzi. Prawie nie mogłam przejść. Głównie były tam dziewczyny, mniej chłopaków. Niektóre płakały, krzyczały, piszczały. Zrobiłam głośniej muzykę i poszłam dalej.
Nagle ktoś mnie stukął w plecy.
-hej, co jest obraziłaś sie?-usłyszałam Nialla
-Nie...
-Chodź, zanim sie skapną-przerwał mi, złapał za ręke i pobiegliśmy do autobusu
A w sumie tourbusu.
BYŁAM W ICH TOURBUSIE
 -Jak tam?-zapytał Nialler
-jakoś leci-powiedziałam-a u ciebie?
-Też, jesteś głodna?-Kolejna osoba, która mówi tylko o jedzeniu. Cudownie...
-Nie-odpowiedziałam, może trochę za chłodno
-Na pewno?
-tak na pewno-rozejrzałam sie
-Słyszałem co się stało-zaczął
Pokiwałam głową.
-Skąd wiesz?-zapytałam cicho
-Nie widziałaś?-podał mi gazetę.
A na okładce Maxa wyprowadza policja. Coś na mnie wrzeszczy, ja płaczę.
Nagłówek"Max Evans aresztowany za uprowadzenie byłej dziewczyny" "Tylko u nas wszystkie zdjęcia z tego zdarzenia"
Otworzyłam na tej stronie. połowa gazety o tym była
Moje zdjecia. Ja w porwanych ubraniach i we krwi. Nie chciałam na siebie patrzeć. Będę miała koszmary...
"Koniec kariery Maxa? Z pozoru niewinny chłopak. Czy był zdolny do czegoś takiego?"
Nie chciałam tego czytać, nie chciałam na to patrzeć.
Odłożyłam gazetę.
-Uciekłeś co?-zapytałam
-Huh?-nie wiedział o co chodzi
-Że od fanów, chłopaków-próbowałam tłumaczyć
-A...nomć, poradzą sobie beze mnie. Może nic im sie nie stanie.-był taki jakiś nieobecny
-Nialler!-zawołał ktoś.-Otwieraj! Proszę. Szybciej!



***
Dziwny rozdział, nei da sie czytać. Przepraszam.
Nie znoszę tego rozdziału
Akcja się rozkręci.
Przynajmniej są takie plany

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 29

"Nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że to już koniec. Nie ma drogi powrotnej. Zaczynasz rozumieć, że nic nie dzieje się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się tak samo. Nigdy nie wyniesiesz się trzy metry nad niebo."
tylko możesz spaść, trzy metry pod ziemię..


Obudziłam się. Było strasznie zimno. Leżałam na betonie, było ciemno.Ale wiedziałam, ze nie jestem w miejscu, które ostatnio pamiętałam, czyli właśnie gdzie?
Gdzie ja ostatnio byłam? Gdzie ja teraz jestem?
Usta miałam zaklejone. Nogi i ręce  miałam mocno związane. Cudownie...
Chciałam płakać...
Usłyszałam kroki i szepty
-Ej, i tak nikt nei uwierzy? Myślisz, ze taki chłopak jak ty zrobiłby coś takiego?
-No a robię-powiedział roześmiany...Max! Chciałam krzyczeć, żeby mi pomógł. Przecież jesteśmy razem.Ja go kocham, on mi na pewno pomoże!
Dopiero po paru chwilach dotarło do mnie, że on mnie nie kocha. Wróciły wszystkie wspomnienia...
Po paru minutach wróciłam do rzeczywistości(a może to był jeden wielki sen) i zaczęłam normalnie myśleć.
ON BYŁ W TO ZAMIESZANY, PORWALI MNIE
-No, ale podejrzewałbyś chłopaka z takim wyglądem na gangstera-znów zaczął Max
-hehs, nigdy-powiedział drugi
-No właśnie i dlatego jesteś nam potrzebny.
-Ok, cicho Nick, żeby nas nie usłyszała
Ups usłyszałam, udawałam, ze nadal jestem nieprzytomna
NICK??? George miał racje. Zawsze miał,a ja go nie słuchałam...
Ale czemu to zrobili? Po co?
-Nie usłyszy, gdyby się obudziła to by sie darła
-W sumie prawda, tak jak każdy
Czyli porywali już ludzi, fajnie...Auć, kopnął mnie. Ale nadal udawałam. Kurde i to jeszcze Nick, a ja myślałam że jest normalny
-No tylko ten chłopak jakiś udawał, ale dostał drgawek....sooo i tak nie da rady udawać. Tu jest za zimno, żeby normalna osoba...
-Cicho-przerwał Nickowi
Podeszli bliżej
-Obudź się księżniczko!-wrzasnął mi do ucha-powinna już się obudzić
-Nie, jak oberwie, zawsze na długo traci przytomność-powiedział Max, patrzcie jaki znawca się znalazł
Zaraz sie powinnam obudzić, bo będą podejrzewać coś
***
Wyszli jakieś 30 minut temu.  Jak ja mam krzyczeć jak mam zasłonięte usta....
Logika?
Próbowałam się uwolnić i krzyczeć.
Zauważyłam ich, szli...
-Obudziłaś się wreszcie-powiedział Max
-Wiesz kto się o ciebie martwił?Cały czas dzwoni... Powinniśmy odebrać. Zgadzasz się?-zapytał znów Max, Jakbym miała coś do powiedzenia...
-Ups, nie odzywa się, ma związane usta, to co Max robimy? Dzwonimy, czy czekamy, aż sam to zrobi?
-A poczekamy sobie.
Ciekawe ile mnie tutaj juź trzymają
-Pacz Max, jacy my niekulturalni. Ona leży na podłodze, pewnie jej zimno...
-No i?
-No i może posadzimy ją na krześle. Porozmawiamy z nią, bo jeszcze powie, że nie współczujemy-upss Nick powinam ciebie ostrzec że juz tak myśle
-Nie powie! A wiesz czemu? Ma zasłonięte usta!-zaśmiał się Max
-aha, wiesz, ze to nie było śmieszne-powiedział Nick
-No weź!...
-O patrz ktoś dzwoni...hmm kim jest Pauline? Nie zauważyłem że dzwoni
-Nie znam, może sprawdzimy?
-Przydałoby sie, ale nie, przecież po co ją... A dawaj
-Tak słucham-powiedział-ojej za późno, czekamy dalej c'nie?
-No pewnie. Ale Bello co tak cicho? Tak jak nigdy... Nie porozmawiasz z nami?
Tylko patrzyłam. Czułam złość i bezradność.                                    
Nie wiem co mam teraz zrobić

Czekali, cały czas ze mną. Dogryzali, gadali, ale ja ich już nie słuchałam nie chciałam
-Dzwoni George!
-To na co czekasz? Czekaliśmy z 15 minut, z nią
-Tak słucham-powiedział-Oj, przepraszam George. Nie powinienem odbierac jej telefonu. Lecz pozwoliła. Co nie Bello?
Próbowałam się uwolnic.
-No oczywiście że dam ją do telefonu. Przeciez to jej. Bello?
Tak, jak ja mam z nim gadać? Jak jestem związana i mam zaklejone usta.
I jestem głodna. Pić mi się chce...
Próbowałam krzyczeć. Nick ustawił na głośnomówiący, ojeju... -,-
-Bella? Co jest? Czemu nic nie mówisz-usłyszałam w telefonie
-Oj uwierz, nic nei mówi, ale chce. I to bardzo, ale to grzeczna dziewczynka i się nie odzywa. A nie sory ona nie może-wyłączył głośnomówiący, skierował się do wyjścia-... Czemu nie może? Hmm dobre pytanie.... Ja znam odpowiedź.... A kim jestem? Ojej zapomniałem!Tęsknisz za nią?
Szedł powoli, żebym jeszcze słyszała. Jaki miły...
Poczułam przeszywający ból w nodze, w tej co dostałam kopa od Nicka. Teraz też dostałam, ale od Maxa jaka odmiana...
Zaczęłam krzyczeć, opaska, czy cos innego, co tam miałam przyklejone na ustach spadło. Nick jeszcze nie
doszedł do wyścia, więc George mnie słyszał. Na pewno
-AAAAaaa...George! Pomóż!
-Zamknij się!-znów dostałam w to samo miejsce
Znów zaczęłam wrzeszczeć i płakać. Bolało jak cholera.
-Mówiłem cicho!
Nick się rozłączył. Raczej.

*George*
Nie wiem co robić. Belli nie ma. Nie wiem gdzie jest. Wiem tylko, ze potrzebuj pomocy. I to szybko.
To przeze mnie. Gdyby Nick mnie z nią nie zobaczył wszytko potoczyłobysię  inaczej.
Słyszę jeszcze jej krzyk i płacz.
Potem ten ktoś się rozłącza
Ale co mam zrobić.
Nic
Jestem bezradny
Ale będę o nią walczyć. Kocham ją...


***
-I co?-posadzili mnie na krześle, oczywiście związaną. Jeszcze sie pytają?
-Max,daj jej pić-nakazał Nick
-Nie, po co?
-Mamy ja przetrzymać żywą
Bez słowa podsunął mi ją. Fajnie...
-Max, jest związana
-To co? Niech sobie radzi w życiu.
-Max, ogarnij dupę i daj jej się napić!-wrzasnął. Dzięki.Może jeszcze mnie tak wypuścisz co?
Wreszcie się napiłam
-Ej, dość-powiedział i zabrał butelkę.
Postanowiłam skorzystać z okazji, że mogę rozmawiać, ale byłam już związana
-Co chcecie?-zapytałam, głos miałam gorszy niż się spodziewałam. Zachrypnięty, słaby.
Bo ja sama byłam słaba...
-Nie wiesz. George ci nie powiedział?
-Zamknij sie Max, idź, ja z nią pogadam.
Wyszedł, zostałam z Nickiem
-Mów-powiedział. Usiadł naprzeciwko mnie, zbliżył głowę, jakbym wiedziała co
-Co?
-To co masz mi do powiedzenia
-Wypuść mnie. Zimno jest
-Może jak powiesz?-przyłożył mi nóż do szyi i trochę podciął
-Ale co mam powiedzieć?
-Coś o Georgu o tobie? Jesteście razem? Od dawna?
ŻE CO??? PO CO TO CI???
chciałam mu to wykrzyczeć, ale nie miałam sił
-Mów czekam-powiedział-na razie mam cierpliwość. Max masz?
Ten pokiwał głową. przyniósł jakąś torebkę. Nie wiem co w nie było. jakieś dziwne opakowanie.położył je, wtedy zauważyłam napis "salt". Okey, ale po co im sól?!
-Ok, Max zajmij się nią. ja idę.
-Co tam skarbie? Tęskniłaś?-zapytał z ironią.
TAK IDIOTO TESKNIŁAM!
-Nie chcesz ze mną rozmawiać? okey, ale pożałujesz tego, tak jak wczorajszej rozmowy z jenną
***
Nie wiem co się działo, ale wiem że bolało.
Miałam rany na rękach, szyi i nogach od noża. Nie wiem ile krwi straciłam. Nie wiem ile tam byłam
Ale ja nie wytrzymam tego bólu...
Ktoś szedł. Przyłożył palec do ust.
Miał patelnie, jeżeli dobrze widziałam.
Miałam już omamy... Pewnie z zimna i głodu.
Rozległ się huk. Nick dostał patelnią. W głowę.
Leżał na podłodze.
Jednak dobrze widziałam. Nie myliłam się.
Patrzyłam ostatkami sił
Ale po co to zrobił???
Ta teraz martwie sie o osoby, które mnie zamknęły, związały i głodują.Wyczuwam, że coś jest nie tak.
Nie wiem ile tu siedzę, pewnie dwa dni, a oni dali mi tylko pić.
Zaraz weszło więcej ludzi, ale nie miałam siły spojrzeć. Głowa mi opadła, ktoś do mnie podbiegł...
***
Obudziłam się, kogoś wnosili do samochodu policyjnego.
-Ej, wszystko dobrze?-zapytał George
Pokiwałam głową
-Zimno-wychrypiałam.
-Jak tam?-zapytał lekarz. Podając koc Georgowi
Znów pokiwałam głową, a George przykrył mnie kocem.
-Zaraz pojedziemy do szpitala na obserwacje, jeszcze czekamy aż nam drogę odblokują
-Co się stało?-zapytałam Georga
-Nic skarbie. To wszystko to był zły sen. Zamknij oczy
Wiem,że to ni był sen...
-Źle sie czuję-powiedziałam.
Przytulił mnie

-Jedziemy-powiadomił lekarz
-George, ja nie chce. Chce do domu, do ciebie.
-Ciii, będe obok. Nie martw się-zamknęli drzwi karetki i pojechaliśmy.
Zasnęłam w którymś czasie
Obudziłam sie w szpitalu.
Obok była Claudia i Pauline
-Jeju, obudziła się!-wykrzyknęła Claudia
-Wszystko dobrze?-zapytała Pauline
Kiwnęłam lekko głową.
-George?-wychrypiałam
-Poszedł na dół, po kawę. Siedział tutaj z 12 godzin

niedziela, 22 grudnia 2013

WESOŁYCH ŚWIĄT

Co za widok!!!

Ja nie wierzę!!
Nasz Mikołaj na rowerze.
Oby się nam nie wywalił,
no bo chyba się nawalił.
Renifery też nie w formie,
ale sanie są już w normie.
No i już tak jak myślałem.
Nasz Mikołaj jest nad stawem.
Co tam Miki!
Ja Ci życzę,
Wesołych świąt

Wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających sie świąt Bożego Narodzenia. Bogatego Mikołaja, wszystkiego co sobie wymarzycie :)


Rozdział 28

To, ze się uśmiecham nie znaczy wcale że cię lubie. Mogę ma przykład wyobrażać sobie ze stoisz właśnei w płomieniach~Muminki


-Kogo?-zapytałam, chciało mi się śmiać, chociaż wiem,że w tej chwili to najbardziej nieodpowiednia reakcja. No coż...
-No siostry, ciebie-odpowiedziała jakby mi trzeba było przypominać
-wiesz, że on jest jedynakiem?-zapytałam
-Nie, nie jest. Jesteś jego siostrą-nadal była przekonana o swoim zdaniu, widać jak go dobrze zna...
-Nie nie jestem, tak jak ty niby jesteś tylko koleżanką z pracy
-No można powiedzieć, że jestem kimś więcej-powiedziała z uśmiechem, sądziła że jest lepsza ode mnie. Jak słodko.
"No, można tez wspomnieć", ze nie jestem jego soistrą
No dzięki, wiem już to.
Nie odzywałam się dalej.
Max wyszedł, a nadal nie było Kendalla... chciałam żeby wrócił
Zaczęłam się bać
-Masz to?-zapytał mnie
-Yhmm
-Możesz sie do mnie normalnie odezwać?!-zapytał
-Czego oczekujesz? Że po tym co mi zrobiłeś nadal będę normalnie cię traktować? Wiesz co? Nie
-Ej, no jesteś jego siostra-jeszcze jej mi brakowało
-nie wtrącaj się-powiedział do niej, cieszyłam się że na nią wrzanął
-Uuu siostrą? O jak słodko!-wykrzyknęłam, nie wiem czemu ale byłam zazdrosna. Cholernie zazdrosna
 -Przestań.
-Okłamujesz swoją dziewczynę. Skarbie to normalne-nie wiem skąd miałam ten przypływ odwagi. Nie bałam się go...
-Ze co?-zapytała Jenna
-Nie o ciebie mi chodzi, o tą drugą
Ok, nie wiedziałam czy ma inną, ale co mi tam. Jak szaleć to szaleć!
-Proszę cię przestań.Jena nie jest tak jak myślisz. Chodź na chwilkę

*Rozmowa*
-Co jest?Tłumacz!-jenna
-Mówiłem ci, ze jest stuknięta? Nie martw się, niedługo sie jej pozbędziemy

*Bella*
Poszli, ale zaraz wrócili. Jenna z taką jakoś przewagą, oj ciekawe co jej nagadał. Pewnie coś że ja kłamie itp. Skąd ja to znam?
Max wrócił do śpiewania, a ja byłam zadowolona że Jenna siedzi cicho, skupiłam sie na pracy
A Kendall gdzieś zniknął. Zaczęłam się o niego martwić, czemu go tak długo nie ma.
Ale to może mi się tak dłuży...
-Max często ciebie okłamywał?-zapytała mnie Jenna
-Dość.
-Aha, wiem, że z nim byłaś. Nawet wtedy kiedy ja z nim byłam-o czyli coś innego jej nagadał
-Byłam z nim prawie rok... A znamy się od późniejszego dzieciństwa
Nie wiem po co jej to powiedziałam.
-Och, a nie jesteś zła, ze teraz z nim jestem?
OJEJCIU tak bo ciebie obchodzi moje zdanie. I tak z nim będziesz.
Taa markowe ciuchy, perfekcyjny makijaż... Czemu ją wolał?
-Nie, ciesze się
-Yyy cieszysz się? jest twoim przyjacielem. A ty powinnaś być mu wdzięczna-nie dowierzała.Jak słodko, sądzi, że zwariowałam. Ups, nie ona jedna


-Oczywiście powinnam.
-Sarkazm? jesteście parą,najlepszymi przyjaciółmi...
-Nie nie jest.  Już nie jest "mój" Możesz z nim być. Gówno mnie to obchodzi. Mogę ci nawet powiedzieć jaki będzie wobec ciebie.Chcesz? Będzie niby kochał, zacznie kłamac i znajdzie inną. A nie sorka już to zrobił. Sama to odkryjesz. Powodzenia
Zatkało ją. Taa sama nie wiem jak to z siebie wycisnęłam. To zabrzmiało dziwnie..
-Yyy dziękuję-palnęła
Za co niby? Jaka idiotka...
-Nie no, nie. Tak mi się wymsknęło. Co ty sobie wyobrażasz?!-o teraz jest prawidłowa reakcje. Odwalało mi, jakbym coś brała. Chciałam się tylko śmiać
- Że był taki dla ciebie. On ciebie nie kochał. Jesteś psychiczna. jestem 1000 razy lepsza od ciebie
-Bo ja nie chodzę w markowych ciuchach, nie spędzam połowy dnia przed lustrem, Nie zapierdalam po mieście w metrowych obcasach. Ale ja nawet bez tego: Bez makijażu, w zwykłych jeansach i topie, w schodzonych trampkach jestem lepsza.
-Taa jasne
-Jeszcze jedna zasada
-jaka?-zapytała z pogardą
-Zajętych się nie tyka
Przyszedł kendall. Wreszcie.
-Cześć-powiedział do Jenny, ale ta wielka paniusia obrażona na cały świat nie odezwała sie do takiego zwykłego człowieka jakim był mój współpracownik
Jeszcze by oświetliła go blaskiem....swych żółtych od papierosów zębów, wielokrotnie próbowanych wybielać. Bezskutecznie...
Upss
Uśmiechnęłam się sama do siebie
-I jak idzie?
-Hmm dobrze
-To fajnie.
Zaczął mnie wypytywać czy zrobiłam to i tamto. czy to włączyłam, czy tamto wyłączyłam. tylko odpowiadała  tak.
-O cudownie. Nie wiem po co przyszedłem
Gościu jeżeli teraz wyjdziesz ja cie zatłukę. Osobiście. Przyjdę do ciebie do domu z kijem bejsbolowym...
Nie, no najpierw muszę go kupić...XD
-Hej Bella-zaglądnął Justin
-Cześć Jus-odpowiedziałam-jak tam po?
-A weź facetka okazała się totalną desperatką. Nie interesują mnie takie. Kendall dajesz radę?
-No, wiesz jak fajnie jest nic nie robić. Przejąłem to po tobie
-O jak słodko!-powiedział
-Jus...ona jest twoją żoną-powiedziałam
-A o nią ci chodzi. Taak jest cudowna... Nawet nie wiesz jak bardzo.A dzień dobry-powiedział do Jenny-nie zauważyłem cie
Odwróciła się i spojrzała na niego z pogardą.
A on...
Zrobił podobną minę do tej... :D
Zaczynam kochać tą pracę
Kendall spojrzał na niego z wyrzutami
-No, co ja już tutaj nie pracuje. Mam wolne. Przeszedłem na zasłużoną od lat emeryturę. I tak w późniejszym czasie
Max wyszedł.
-Dzień dobry-powiedział do niego Justin
-A dzień dobry-odpowiedział-Mamy wszystko?
Max jest genialnym aktorem, potrafi udawać, jakbyśmy się nigdy nie poznali...
-Bells?-zapytał Kendall.
-Tak-powiedziałam już z trudem
-Czyli już koniec?
-Tak- odpowiedział Jus-dla ciebie tak, ale Ken i Bella sobie jeszcze popracują. Przyjdzie jeszcze jeden zespół, czy osoba. Nie wiem , nie ogarniam. a potem wolność. Weenend ludzie!
Jenna i Max spojrzeli na Jusa jak na kosmite. Nie dziwię się im.
-Ok, Kendall chodź ze mną. Bella wydasz?
-Co? A tak-dałam coś tam im. Próbowałam nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z Maxem, ale nie dałam rady
Jego oczy... przepełnione bólem, zielone... takie jak zawsze... Piękne. Kiedyś były tylko moje.Nie ma nic bardziej idealnego od nich, od niego...
Miałam ochotę cofnąć czas, żeby to wszystko wróciło.
Może to głupie, ale tylko o tym teraz marzyłam
Serce mi zaczęło szybciej bić.

Mam ich jeszcze chyba odprowadzić. Upss nie zrobię tego. Nie dam rady
-Jak tam George?-zapytała Jenna
Uśmiechałam się tylko.
-Do widzenia-powiedziałam
-Oj, juz nas wyganiasz? Jaka szkoda
-Za kolejna godzinę, państwo będzie musiało dopłacić-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem
-Ups Max nie chcą nas tutaj. Pa! Do zobaczenie niedługo!
Wyszli. Niedługo???
***
-Ok, pa-powiedziałam do Kendalla, gdy wychodziliśmy.
Na dworze było już ciemno, bo pewna osoba strasznie wybrzydzała(czytaj: facetka(plastik) nie umiała śpiewać i nie podobała się jej wyczyszczona wersja piosenki, bo sądzi że w realu lepiej śpiewa)
I musieliśmy zostać dłużej
Skierowałam się w stronę domu Georga.

Byłam już w połowie drogi, nagle wszystko ucichło. Lub do mnie dotarło, ze jest już późno.
Spojrzałam na godzinę, było po 23.
Jej, aż tak długo siedziałam w pracy. Przynajmniej mi zapłacą za nadgodziny.
A dziś jest piątek! Nie ma się co martwić.
W sumie zaraz sobota, ale coś. Trzeba się cieszyć

Ktoś mnie złapał za ramię. Wystraszyłam się.
Poczułam ból w głowie. W coś się uderzyłam.
I...
____________________________________________________________________
Pamiętajcie, ze was kocham.
Jak ktoś umrze to nie moja wina...
Kocham was.
Czytacie dalej?
Nadal was kocham
I będę, nie przestane.
Nie obchodzi mnie kim jesteś, i tak cię kocham.
Pamiętaj o tym
Na zawsze....
Zawsze będę was kochać.
Wspominałam o tym, że was kocham?

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 27

*George*
Przebudziłem się, nie mogłem spać.
Myślałem o tym, czy ją zapytać, ale boje się że powie "nie"
Usłyszałem płacz, może znów się tnie.....
Poszedłem sprawdzić.
Leżała na łóżku i płakała
-Ej, co jest?
Nie odpowiedziała, przytuliłem się do niej
-Poleżeć z tobą?-pokiwała głową, położyłem się obok niej. Wtuliła się we mnie i zasnęła
***
-Hej-powiedział do mnie Goerge. Zerwałam się, a on się zaśmiał. Potarłam oczy
-Która godzina?-zapytałam półprzytomna
-Po 7
-Ile?
-Pięć
-O ok, dzięki-powiedziałam i wstałam
-Idziesz gdzieś?-zapytał
-Nom, do pracy
-A na którą masz?
-Na 9-wzięłam ubrania z szafy i poszłam sie przebrać

Georga w pokoju nie było, poszłam do kuchni, bo pewnie ta przesiadywał
-Hej, co robisz?-zapytałam i przytuliłam go
-Ej, a ja-odezwał się ktoś w kuchni, to był Niall
-Mamy gościa-powiedział George
-Widzę-powiedziałam-hej
-Mnie to nie przytuli-powiedział fochnięty
-Musisz zasłużyć-powiedział George-Chcesz jajecznice?
-A się jeszcze pytasz, no pewnie
-Nie ciebie pytałem-odpowiedział poważnie-Ale ok, niech ci będzie
Roześmiał się i podszedł do mnie
-Dzięki-powiedziałam, najpierw nałożył mi, buhahaha
-Jak tam?-zapytałam
-A wiesz, ze dobrze, zaraz idę do pracy, ale najpierw przyszedłem do was
-Nie oszukuj, wiemy, że przyszedłeś tylko na śniadanie-George
-No wiesz co? ja bym tak nie zrobił...
-Niall?-zapytałam
-No, ok, widziałem zapalone światło, więc wiedziałem, ze za chwilę bedziecie jeść. Logika
-Yyy ok. powiedzmy, że tak normalni ludzie robią
-Ok, dziękuję, ale już lecę-powiedział Niall-ale wrócę
-To była groźba?-zapytałam
Odwrócił się i wyszeptał
-Taaak
I wyszedł.Dziwne to było, ale ok.
-często tak przychodzi?-zapytałam Georga
-nom dość często, ale nie martw się niedługo wyjeżdża
-a czemu mam się martwic
-potrafi przyjść o 2 w nocy
-ou a an ile?-zaśmiał się tylko. No co pytam.
Spytac się nie można...
-Heh, idziesz?-spojrzałam na zegarek, powinnam zaraz sie wybierać
-Nomć, muszę
-Mogę iść z tobą? Idę w tym samym kierunku
-No i jeszcze sie pytasz
*George*
Szliśmy, gadaliśmy i się śmialiśmy, czyli tak jak zawsze.
Po drodze zauważyłem Nicka, można powiedzieć, że wroga nr jeden, nie chciałem, aby mnie zauważył
-Cześć Bella-powiedział, skąd ona go zna? on jest niebezpieczny...-O hej George, jak dawno się nie widzieliśmy. Brakowało mi tego
Zaśmiał się. Ha ha bardzo śmieszne
-Bells, chodż idziemy-pociągnąłem ją za ramię. Chciała z nim pogadać
-Ej, co jest? Czemu mnie odciągnąłeś od niego-powiedziała po chwili, gdy go mineliśmy
-Nie powinnaś się z nim zadawać-powiedziałem. I tak będę miał przesrane, oby Bella nie miała...
-Uratował mnie-Że jak? On? szybciej by skrzywdził
-Jasne-powiedziałem z sarkazmem
-Odciągnął wtedy maxa-powiedziała, byliśmy już przed wytwórnią.
Nie powiem byłem zaskoczony. nie spodziewałem sie tego od neigo
-nie wiem, co by mi max zrobił gdyby nie on-spouściła głowę, nie chciała o tym mówić.
Wiem, że wiele przeszła.
Nie mogłem słuchać tego, że ON wtedy tam był, pomógł jej, a nie ja.
-Uważaj na niego, proszę cię
Pokiwała głową
-Pa-powiedziałem i poszedłem dalej. Muszę wreszcie załatwić swoje sprawy do końca...
*Bella*
Czas w pracy bardzo szybko minął. Dopiero weszłam a już 2 godziny niby jestem. Nie no ok, nie będę się skarżyć
-Ej, zaraz przyjdzie nowy-poinformował mnie Kendall
-Czyli?-zaczęłam panikować. Nie wiem czy będzie trzeba go/ją wpisać na listę, których trzeba dokładnie wyczyścić czy...
-Nie martw się. Pomogę ci
-Nie masz wyjścia-podsumowałam
-No w sumie fakt. Udajemy zapracowanych 5...4...3
Ok, udawałam ze coś robię. Przeszukiwałam szufladę niby czegoś szukając
-Cześć-nagle usłyszałam znajomy głos
-Hej-powiedział Kendall-siadaj.Jestem Kendall tak jest Bella
Obejrzałam się. To był Max!
-Witaj Bello! Dawno się nie widzieliśmy!
-No powiedzmy-powiedziałam, czułam, ze jestem cała czerwona.
Mieliśmy tam lusterko, dyskretnie na nie spojrzałam.
Uff na szczęście nie.
Max nic mi nie zrobi dopóki jestem tu z Kendallem..
Obym sie nie pomyliła co do tego
***
Max śpiewał i co chwila na mnie zerkał Udawałam, że coś robię, ale myślałam tylko o nim. Czemu wybrał właśnie tą wytwórnię? Czemu ja musiałam sie dostać właśnie tutaj?
Weszła jego "menadżerka".
Nawet mnie nie zauważyła, ale odbijała się w lusterku.
-Zaraz wracam-powiedział Kendall
Że co? Ja nei chcę zostać sama z Maxem i jeszcze ta Jenna...
-Tylko szybko, ok. Nie wiem czy sobie poradzę
Skłamałam. Poradziłabym sobie, gdyby tutaj nie było Maxa i Jenny.
Nie przyznam się przecież, ze boję się tam z nimi sama siedzieć
Pokiwał głową i wyszedł.
Jenna podeszła
-O cześć!-powiedziała
-A hej-powiedziałam i zajęłam się pracą. Nie chciałam z nią gadać
-Jak tam? Genialnie śpiewa co nie?
-Yhmm-odpowiedziałam i udawałam bardziej zajętą niż normalnie
-Tylko ostatnio nie może pohamować emocji. Nawet do siostry
-Kogo?
To ona jest jego siostrą?!
On nie miał siostry, pamiętam jego rodzice zginęli, a rodzeństwa nie miał.
Może to kuzynka...


środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 26

-Weź śpiewaj normalnie ok?-zapytał ja, widocznie się znali
-Ok, widziałam że macie świeże mięsko i nie mogłam sie powstrzymać, musiałam.-zaśmiała się
-Weź. Justin ci kazał?-zapytał Kendall.
Siedziałam cicho i lekko się uśmiechałam.
Pewnie wyglądałam jak idiotka, taa chora umysłowo idiotka, ale nie przejmowałam się tym zbytnio
Słuchałam w ciszy ich konwersacji, mało z niej rozumiałam, ale cóż..
-Yhmm, zaczyna mnie denerwować. Ej, nie martw się idzie ci dobrze-zwróciła się do mnie-Pierwszy dzień?
-Tak-odpowiedziałam
-Nie martw się, Jus cię polubił, ale wracam do śpiewania. Sorry za tamto
-Ok-powiedziałam, bo co innego mogłam powiedzieć
-Nie gniewasz się-zapytała, pomyliłam się co do niej, ale wcześniej na serio była wredna
Już wszystko ogarnęłam
Justina niby nie obchodziło, kogo zatrudnił, ale jednak nasyłał na mnie ludzi
***
-Jak poszło-przyszedł Justin, na sam koniec. Było jeszcze parę osób, ale z nimi problemów nie było. Zaśpiewali, podziękowali i poszli.
-Ok-powiedziałam
-Ken, jak się spisała?-taa mi nie wierzy. Miły(oczywiście w tym miejscu znajduje się sarkazm, ironia, szyderstwo. Kto co woli)
-Miałeś nie mówić na mnie Ken
-Jakie problemy ma młodzież w XXI wieku!? Jak się spisała Bella Kendallu
Położył nacisk na słowo Kendall, jeju miałam dość Jusa, ale był spoko. Pomimo tego miałam go dość
-A bardzo dobrze-odpowiedział.
Nie ogarniałam całej tej szopki.
-Ok, to zostało wam iść do domu i odpocząć przed kolejnym pięknym dniu spędzonym w pracy
-Dzięki Jus potrafisz pocieszyć-Kendall
-Weź idź, Barbie czeka
-Hahaha nie.-powiedział poważnie
-Cześć wam, jak zadzwonię wam o 3 to odbierzcie,wtedy będę pijany i nie będzie mnie jutro bo będę miał kaca.-pożegnał się
Cudownie, ze ostrzega
-Fajne plany, wyciszę telefon-powiedziałam-dzięki za info. Cześć
-Narka szanownej młodzieży-pożegbnał się znów, nei wiadomo który już raz. Jak Kendall z nim wytrzymuje?
On coś bierze i to coś poważnego, twarde narkotyki się kłaniają...
Ten facet jest mega rąbnięty

-On tak zawsze?-zapytałam
-Nomć, niestety. Jus słyszałem!
Nie ogarniałam dziś już nic.
Kurde gościu, mówisz do mnie czy do niego?
Macie coś z głowami, czy to ja
-Podsłuchuje, stary, ale słuch ma dobry, jeszcze....
-A co powiedział?
-Nazwał mnie Ken
-Czemu?
-Tak mu się wymsknęło
-Nie, czemu nie lubisz jak mówią na ciebie Ken, jest krócej
-Uwerz mi, nie chcesz mieć imienia lalki dla dziewczyn rodzaju męskiego, bez...no wiesz
-Ahaa-doszliśmy do wyjścia-Pa
-Papa-powiedział i poszłam do domu.

-Hej, jak tam pierwszy raz?-zapytał George-wiesz no dzień w pracy-dodał po chwili
-Haha, nawet ok-powiedziałam spokojnie
-To zapraszam pewnie jesteś głodna, opowiedz mi wszystko-powiedział i przepuścił mnie w drzwiach do jadalni
Na stole były rozstawione przepyszne potrawy, pięknie zastawiony stół.
-Czekasz na kogoś? Mogę iść, lub siedzieć cicho w pokoju...
-tak, czekam-przerwał mi
Ten ktoś musi być wielkim szczęściarzem...Ktoś o niego dba, i do tego tym kimś jest George. Potrafi się zaoppiekować, więc będzie mieć cudowne życie... z Georgem...
-Aha, to idę-powiedziałam i odwróciłam się
-Nie, czekałem, na ciebie. Już jesteś, więc chodź
-Że ja?
-nie Kubuś Puchatek. No pewnie że ty. Myślisz, że dla kogoś innego bym się tak wysilił?
-Nie mam pojęcia
-To teraz już masz-odsunął mi krzesło.
***
Czyli to było dla mnie. Powiedział, ze dla nikogo innego by sie tak nie wysilił.
A naprawdę się wysilił. Tyle jedzenia przyrządzonego w najlepszy sposób. Jeszcze takiego nie jadłam
Zapalone świece, i George siedzący naprzeciwko mnie. Najpierw przepuścił mnie w drzwiach, później odsunął krzesło...
Atmosfera była cudowna, a zarazem swobodna.
Jeszcze nikt dla mnie czegoś takiego nie zrobił. Wcześniej martwił się o mnie. Jedno słowo wystarczyło, aby zły humor odszedł, przestałam sie ciąć, ale zaczęłam znów gdy mi go brakowało. Nie miał mi za złe tego, ze się pocięłam, ale w jego oczach widziałam smutek. I wtedy miałam ochotę pozbyć się przeszłości, żałowałam, ze go doprowadziłam do takiego stanu. Potrafił rozbawić nawet w najgorszym momencie. Można z nim pogadać o wszystkim, on pomoże, nawet jak nie wie jak to wysłucha. I tyle wystarczy.
Zawsze pomoże...
Ostatnio uśmiecha się inaczej do mnie. Nie wiem czemu, ale wiem, że jeszcze piękniej.Chociaż to niemożliwe tak jest.
Dba o mnie jak nikt inny. czuję ze mogę mu ufać, że się na nim nie zawiodę. Że zawsze będzie przy mnie, blisko.
Też ostatnio, i ja czułam do niego coś innego, przyjaźń, ale i coś też innego. Jestem do niego przywiązana, mocniej niż do kogokolwiek.
Zrozumiałam że go kocham....

*George*
Napracowałem, ale warto było. Dla niej.  Dla jej uśmiechu.
Zrobiłbym dla niej wszystko. Dosłownie.
Czuje się przy mnie bezpiecznie, ale nie mogę jej tego zapewnić...
Nie wiem czy odwzajemnia moje uczucia, ale chyba warto zaryzykować.
Nie chce stracić przyjaźni z nią. Ale chce czegoś więcej
Kocham ją...




                                                                                                               
Może być?
Wielce wyczekiwany rozdział. Zrobiłam to dla was <3
Dziękuję, ze jesteście i czytacie ten badziew
♥♥♥

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 25

-Już jedziesz?-zapytałam Georga, brał torbę
-Nom, tak, ale wrócę
-To miała być groźba?-zapytałam z uśmiechem
-Tak, zdecydowanie-powiedział poważnie
Pojechał, pomachałam mu jeszcze z okna.
Nie miałam co robić, położyłam się na chwilę


Wstałam w dennym humorze.smutna.
Przez Maxa, ale nie mogłam go obwiniać. Przecież tylko mi się śnił.
Lunatykowałam chyba,bo byłam do innego pokoju. Stało tam pianino. Nie byłam jeszcze tam
Dawno nie grałam...
Było nastrojone, postanowiłam spróbować,  i wykrzyczeć, wyśpiewać wszystko

*George*
Wróciłem od Johna szybko. Nie mogliśmy się dogadać i chciałem jak najszybciej być obok Belli.
Weszłem do domu, usłyszałem pianino, Bella grała
Chwilę później usłyszałem śpiew, to było piękne *-*

Spiewała z uczuciami...
Nie chciałem, aby zobaczyła mnie, że słyszałem jak gra i śpiewa. O NIM
Poszedłem cicho do pokoju, zamknąłem się i rysowałem, dawno tego nie robiłem...
Natchnęła mnie
NASTĘPNEGO DNIA
*Bella*
Nie słyszałam, żeby Gorge wrócił,
przebrałam się, zaraz miałam iść po pracy
-Hej jak tam-usłyszałam Georga
-Dobrze, coś przypaliłeś?-zapytałam
-Cholera, śniadanie!-podbiegł i próbował je ratować
-Fajnie, co tam u cb?
-Nic nowego-odpowiedział nadal próbując coś zrobić ze spalonego...czegoś
-Co na śniadanie?
-Nie wiem co to, ale na pewno nie jest surowe
-Czuć
***
-O Bella już jesteś, całe pięć minut przed czasem
-Nie chciałam się spóźnić
-To dobrze nawet bardzo, chodź oprowadzę cię, w sumie i tak muszę, ale chodź. A i mów mi Justin, nie per pan. Wiesz nadal czuję się młodo
-Widać-powiedziałam
-O, cześć Ken-powiedział-Witaj Jus-powiedział młody chłopak, nie powiem przystojny-To jest Bella, zastąpi mnie, no wiesz kiedy-hej, mam nadzieję że będzie się nam fajnie współpracowało. Jestem Kendall-Miło mi-Nomć mi też-powiedział
-Ok, dosyć romansowania. Bella idziemy!-powiedział Justin, a ja tylko się uśmiechnęłam, weszliśmy do studia
-To tak przychodzą do nas ludzie i nagrywają. My mamy robić tak, aby głos był czysty i takie tam. Jak ktoś fałszuje i jest na tej liście-wyjął kartkę z biurka na którym było paręnaście nazwisk, niektóre kojarzyłam, ale większości i tak nie zobaczyłam-to wtedy tuszujemy. Ogarniasz?
-Czyli te osoby śpiewają z playbacku?
-Dokładnie. Brawo załapałaś. Dużo płacą, dużo wymagają. No i załóżmy, że przychodzi ktoś kogo nie ma tutaj-pomachał listą-i fałszuje, co robisz?
-Pokazuje mu jak wyszedł i się pytam czy zatuszować?
-Nie do końca, ale blisko,bo on sam ma ci powiedzieć
-A ok.
-Sprzęt ogarniasz?
-No tak-był taki sam jak u brata, więc wystarczy tylko przypomnieć
-Fajnie, to ja spadam, mam randkę. Wiem, że w moim wieku nie wypada, no wiedz ma się te 70 lat
-Nie wygląda pan na tyle-powiedziałam zgodnie z prawdą
-Miałaś mówić mi Justin
-Ok, sorry Justin
-No to pa, zaraz przyjdzie Ken i ci powie jeszcze czy coś. Nara roboto, witaj fajna laseczko
-Z kim się ty umawiasz?-zapytałam
-Z żoną. Jest ode mnie młodsza, skubana, całe pół roku. I jeszcze nazywa mnie starym. Och, czasem jest nie do zniesienia
Zaśmiałam się. Co za człowiek tu pracuje, i czy jest normalny? Nie chyba nie...
Wszedł Kendall.
-Ajajaj rozgadałem się. Siemka-pobiegł. Jak na swoją siedemdziesiątkę na karku to szybko
-hej-powiedziałam dziwnie
-Hehs, zostawił ciebie samą i jeszcze obgaduje żone
-Yhmm dokładnie
-Tylko ciebie sprawdza nie martw się
-Ta, teraz jeszcze bardziej. Dzięki
Wszedł szef do sali i przyprowadził kogoś
-Okey, idziemy im szybciej nagramy tym szybciej stąd wyjdziemy i mniej zapłacimy-powiedział jakiś facet
-Płacą tu za godziny-szepął Kendall, pokiwałam głową
-A gdzie Justin-zapytał szef
-na randce-odpowiedziałam, bo chyba miałam nie wiedzieć o tym, że mnie sprawdza
-aha-powiedział, ale wyczułam, ze wie o co chodzi
***
-I co teraz?-zapytałam nie mając pojęcia
-No nic-odpowiedział Kendall
-No to mówiłam
-No to cię nie słuchałem-odpowiedział, wydawał się miły, miał poczucie humoru. Był ogólnie spoko, polubiłam go
-Fajnie wiedzieć
-Hehs, sorry, odbiorę, jak będą się czepiać to...nie... musisz  sobie poradzić sama
Zaraz miał ktoś inny przyjść
-Ok, trzeba mieć nadzieję, że będą spiewać
Przyszła, dziewczyna. Ładna
Poszedł, długo już coś go nei było. Na razie nic nei chciała.Oby było tak dalej
Ale niestety nie...
Usłyszałam wołanie w słuchawce
-Tak?-zapytałam
-Chciałam wodę mineralną a tutaj jest źródlana-o matko, jaki problemy mają ludzie...
-I?-zapytałam, wiedziałam co będzie dalej...
-Proszę mi przynieść?!
-Nie mogę opuścić stanowiska, jestem sama i na dodatek czyszczę
-Nie obchodzi mnie to chce wodę! Co sprzątaczką jesteś?
-Jesteśmy na ty? hmm ok. Nie czyszczę głos, tyle ludzi am talent ale nic nie osiąga. Przychodzi taka jedna i śpiewa z playbacku i co? sława
-Wodę! Czekam!
-Proszę iść do automatu, ja za panią płacić nie będę
-Bo zgłoszę skargę!
-hej co jest?-zapytał Kendall
-babce nie podoba się woda źródlana
-10...9-zaczęła odliczać, odwróciła głowę
-Tylko wody źródlane są sponsorowane przez te  wytwórnie, jak nie to proszę przynosić swoje-powiedziałam. Miałam jej dosyć
-Weź coś jej powiedz, ja do niej nei mam siły, zawsze tak jest. Możesz nawet obrazić, szef nic nie powie. Jus też nic.
-Masz zastępstwo to leć po wodę-rozkazała.
-Leć po talent-powiedział wnerwiony Kendall-znów ty? Zmieniłaś wytwórnie wczoraj
-Przedwczoraj-odpowiedziała z uśmiechem-a co?
była ładna, brunetka, ciemne oczy, szczupła
Pięknie się uśmiechała, każdy chłopak by na nią leciał
-Weź zaśpiewaj normalnie, ok?-teraz już nie wiem o co chodzi
Nie ogarniam tej roboty...

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 24

Nie wierze, dostałam się!
Zauważyłam po drodze Pauline
-Hej-powiedziałam cała w skowronkach-Jak tam?
-jakoś idzie, a tam?-uśmiechnęła się
-Dobrze, dostałam się do pracy!-pochwaliłam się Paulinie
-Uuu Gratulacje, a gdzie?
-Wytwórnia, niedaleko, ta najbliższa-powiedziałam, sama nawet nazwy nie znałam
-hehs, rodzinna praca?
-Huh?-nie rozumiałam
-No a gdzie pracuje twój brat? Też w wytwórni c'nie
-A o to ci chodziło. Wiesz, ze się dopiero teraz skapnęłam-powiedziałam szczerze
-Fajnie, muszę lecieć, jestem juz spóźniona, wpadnij do nas później ok? pa
-Może.... Pa-powiedziałam i poszłam do domu
W drodze zauważyłam kartkę

Odczepiłam Love i Faith, schowałam do torebki i się uśmiechnęłam
Wszystko zaczynało się wtedy układać...
***
George był, samochód jego stał
-Witam jak poszła rozmowa-otworzył mi drzwi, ciekawe skąd wiedział, że idę...
-Hmmm wiesz.... Mam pracę!
-Aww gratuluję!-wykrzyknął i mnie przytulił-a teraz gorsza część rozmowy
-Okey, mam się bać?-zapytałam z uśmiechem
-W pewnym sensie tak. Był tu ten Max i powiedział, że cytuję "masz wpierdol" i że nie chce cię więcej widzieć-uśmiech zniknął, ale na chwilę, zaraz znów się uśmiechnęłam. Nie chce aby George się martwił
-To jak mam mieć wpierdol jak już go nie zobaczę? hehs, gdzie jest logika
-czemu taka jesteś?
-jaka?-udawałam, ze nie wiem o co mu chodzi, nie chciałam o tym rozmawiać
-Udajesz przed wszystkimi twardą i szczęśliwa ale tak na prawdę nie dajesz sobie rady z tym wszystkim i płaczesz
-Bo ja na prawdę nie daję rady! Wszystko mnie przerasta!-już prawie krzyczałam
-Kochasz go?
-Nie spierdoliłam sobie psychikę, ot tak dla zabawy
-Ej, usiądź
-Po co?-zapytałam
-Usiądź-fajna odpowiedź, ale po co nie mogę postać sobie?
-No już i co?
-Odetchnij-po chwili dodał-A teraz pomyśl po co żyjesz
-Nie mam po co
-Nawet tak nie myśl. No to po co?
-Aby iść jutro do pracy
-Tylko to cię trzyma?-zapytał z niedowierzaniem. Tak tylko to. Zadowolony? Nie może się odczepić, nagle zachciało się pogadać
-Już nic więcej
-A Claudia? Jake? A ja? Nic dla ciebie nie znaczę?!
-Nic sie nie stanie jak będzie o osobę mniej
-Myślisz, ze nie będę się o ciebie martwił?
-A kto by sie o mnie martwił?-chwila milczenia-widzisz ten las rąk?
-Ja, może to nie duża liczba, ale bym sie o ciebie martwił za 10000001 osób. nawet teraz się martwię
-Nie masz czym-powiedziałam i odwróciłam wzrok
-Nie mam?-złapał mnie za rękę i podwinął mi rękaw, chciałam zabrać rękę, ale nic to nie dało. Nadal próbowałam-teraz mi szczerze powiedz że nie mam
Milczę, bo co niby mam powiedzieć
-Myśliałaś, że sie nie dowiem? Widziałem, przed twoim pójściem do pracy, ale nie chciałem ci psuć humoru
-Brawo, ale teraz zepsułeś
-Mam prawo mieć swoje zdanie
-Tak masz, a ja mam prawo mieć je gdzieś
-Miłe na prawdę. I jeszcze te kłamstwa...-poszedł na górę i zamknął się w pokoju. Poszłam za nim. Pożałowałam swoich słów, żałowałam wszystkiego. nie wiem czemu mu to powiedziałam
-Przepraszam!-krzyknęłam
Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać.

-Przepraszam-powiedziałam już ciszej i zakryłam twarz dłońmi
-Płaczesz?-zapytał,jakby nie widział
Milczałam
-Ej, płaczesz-zapytał znów, po jakimś czasie
-Nie kroję cebulę-odpowiedziałam z sarkazmem, nie wiem jak udało mi się cos powiedzieć
-Dzwinie bo nie widzę żadnej
-ma czapkę niewidke. Przepraszam, naprawdę, powinnam była sie zamknąć i siedzieć cicho
-Nie, nie powinnaś sie ciąć
-A co miałam zrobić?
-Zadzwonić
-Łatwo mówić.
-Nie rób tego, ok? I nie okłamuj mnie więcej-pokiwałam głową i przytuliłam sie do niego
-Olej to-powiedział nagle
-Co?
-Olej to idziemy do kawiarni
-Po co?-jeszcze mi brakowało kawiarni...
-na ciastko, ja stawiam-podał mi moja torbę-idziesz?no chodź
-już, chwila
***
-I jak tam?Lepiej?-zapytał mnie George gdy zjedliśmy
-Wiesz, że chyba tak-powiedziałam z uśmiechem
-to powiedz, że dasz radę dziś sama
-a co jest?
-wyjeżdżam, wrócę w nocy, nie wystrasz sie jak w nocy ktoś będzie łaził po domu. I obiecaj mi że nei będziesz już tego robić-wskazał wzrokiem na moje ręce
-spróbuję
-jak będziesz chciała to dzwoń, jasne?
-ok, a gdzie jedziesz
-do kolegi..przyjaciela
-czy kogoś więcej?-zapytałam i się zaśmiałam, wszystko było jak dawniej
-może...
Nie no chyba nie mówi poważnie.Mam taką nadzieję

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 23

-Nie masz o co. Wszystko w porządku
-Dlaczego kłamiesz? Ja wiem-zatkało mnie... SKĄD??!
-hej, jesteś tam? Za 10 minut będę.-powiedział.
Poleciałam jak najszybciej ubrać się, aby zasłonic rany, bo spałam w topie i krótkich spodenkach, więc wszystko było widać, wszystke rany
Pięć minut później byłam już na dole...
Bałam się, ale nie pracy tylko Georga...
Poszłam do lustra, policzek był tylko czerwony. Przypudrowałam go, ale nadal było widac.
Nałożyłam grubsza warstwę makijażu. I ukryło sie. Sukces!
Usłyszałam trzask drzwi samochodu. Przyjechał. Poleciałam na dół.
Zadzwonił dzwonkiem. Jeszcze tego brakowało,zeby dzwonił do swojego domu
Otworzyłam drzwi, ujrzałam za nimi Maxa. Nie chciałam go wpuścić, nei po tym co zrobił
-Chce pogadać-powiedział
-Wyjdź-wyszeptałam
-Wytłumaczę ci!
-Nic nie musisz. Wyjdź!-podniosłam głos, przyjechał George
-Co jest? Bells?-powiedział stojąc za nim-Cześć-powiedział do niego
Poszedł po torbę, zostawił mnie z nim
-Mogę wejść-zpytał mnie Max, milczałam. Posłał pytające spojrzenie. Pokiwałam przecząco głową
-Hej Bells, co stęskniłaś się-powiedział George przechodząc koło mnie, i dając buziaka w policzek, na szczęście nie w ten, w który oberwałam.
-Pa Max-powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
-Jak tam było-zapytałam Georga
-Nudno, uwierz mi-powiedział i wszedł na górę, szłam w tym samym kierunku
-Dobra wierze
-A co u ciebie-zapytał wchodząc do jednego z pokoju
-Nic, takiego tylko kłótnia z Maxem-powiedziałam
-Bells eni okłamuj mnie. Wiem co zaszło
-To dobrze, bo nei potrafiłabym tego powtórzyć-przytuliłam sie do niego
-Jeśli ktoś ci złamie serce, daj mu z liścia.Serio mówię. A potem idź na lody
-Ta od razu...-powiedziałam
-No chodź nie ugryzę-powiedział zapraszając mnie do pokoju.-Nie byłaś tu jeszcze
-Nie-odpowiedziałam i rozejrzałam się
-Co to-zapytałam pokazując na siatkę w rogu pokoju
-Łóżko, fajnie się po nim skacze-haha trzeba będzie  wypróbować, mógł nie mówić :)
-Mogę spróbować?-zapytałam
-Nie spodziewałem się ze zapytasz. No pewnie
Weszłam na to "łóżo" spojrzałam w dół i pisnęłam, na dole, pod siaką była tylko podłoga i stolik
-haha co?
-Jak ty na tym śpisz?!
-Kwestia przyzwyczajenie-powiedział jakby to było normalne. Dla niego może było
-A wiesz że nawet fajne
-Super, podzielam twą radość--zabrał sie za rozpakowywanie.
Zauważyłam obok jakiąś teczkę, na jej wierzchu widać było rysunek.

-OMG co to? To ty?
-Co?Weź ja mam lepszą fryzurę
-Nie o to mi chodziło. Ty to namalowałeś?
-Amatorszczyzna-odpowiedział jakby to było łatwe
-Co? To są lepsze?!
-Nie, ja ja poprostu tak szkicuje. Ludzi mówią że to "amartorszczyzna"
-Kurde, to neich się cieszą że moich nie wdzieli
-A co? tez rysujesz
-Nie, jestem na etapie uczenia się rysowanie prostych serduszek i ptaków wąsów
-Woww-powiedział-po prostu rysuje kiedy mam czas
-Masz sporo tego czasu..
-Dawno to już rysowałem-powiedział i się dosiadł
-To sie nie zawali?
-Nie, a przynajmniej nie powinno-powiedział niepewnie,spojrzał na mnie poważnie, i się nagle śmiechnął-żartowałem. Wystraszona?
-Nie wiesz co wcale?
-Byłaś na tej rozmowie?
-Cholera, która jest?
-Wpółdo-powiedział i poleciałem się przebrać. Usłyszałam za sobą tylko śmiech, przystanęłam i sie uśmiechnęłam.
Szybko wzięłam prysznic i przebrałam się w coś, jak to Claudia określiła "profesjonalnego"
Czlyli znów musiałam iśc w sukience i jeszcze znależć taką z długimi rękawami...
Nie miałam takiej. Doszłam do wniosku, że nei przyjmą mnei ze względu jak wyglądam, ale jakie mam kwalifikacje. W sumie nie miałam ich, ale pomagałam bratu w tym, czasem go zastępowałam. Byłam na stażu, nic więcej. Czyli pewnie nie mam na co liczyć.. Zaplotłam jeszcze warkocza
-I co?-zpaytał George, gdy szukałam telefonu
-Zgubiłam telefon-powiedziałam
-Nie denerwuj się, na blacie w kuchni. Podwieźć cię?
-Nie, Dziękuję!-poleciałam na dół
-Idziesz już?
-Nom, bo się jeszcze spóźnię. Pa
-Niepowodzenia-powiedział, chciałam zamknąć drzwi, lecz zrobił to za mnie
W bramie odwróciłam się i spojrzałam na dom Georga. Był ogromny. Jeszcze nie zwiedziłam 2 piętra.
W oknie stał George. pomachał do mnie i przesłał buziaka. Odwzajemniłam mu się tym samym.
Udawał że go złapał...
Poszłam. Miałam nadzieję, że się dostanę. A jeżeli nie, to będę musiała szukać dalej
***
-Pracowała kiedyś pani w tej branży?-padło kolejne pytanie, przesłuchiwał mnie jakiś gościu w garniaku. Chyba szef...
-Nie do końca, pomagałam bratu w poprzednie wakacje.
-A sama? Bez pomocy?
-Gdy zachorował to tak, z półtora tygodnia
***
-Dziękuję. Może pani zaczynać od jutra. Od 9
-Naprawdę? Zostałam przyjęta?
-tak, jutro jeszcze podpiszesz jakieś papiery i będzie ok. Miesiąc okresu próbnego. A w sumie półtora, do zakończenia wakacji, a potem już normalnie. Będziesz przychodziła po szkole.Jeżeli oczywiście sie sprawdzisz. Pan Turner ci wszystko wytłumaczy.
-Fajnie, dziękuję. Do widzenia
-Do widzenia