-Poniedziałek, wieczór-odpowiedziała. Trzymali mnie całą sobotę,neidzielę i trochę dzisiaj. Nadal nie wierze w to co się stało...
Wrócił George
-Wreszcie się obudziłaś! Chcesz coś jeść, pić, czy coś?
-Nie dziękuję. Wiesz kiedy wychodzę?
-A może wiem...
-To mów!-nie lubiłam gdy był tajemniczy. Humor miałam lepszy, o wiele.
-Nie powinienem ci mówić, ta informacja nie jest jeszcze sprawdzona, masz zwolnienie z pracy na tydzień.
-Noo, rozwiń tą myśl.-musi się wygadać
-Zaraz przyjdzie lekarz, masz się nie denerwować.
-Aż tak długo będę siedzieć?-powiedz, tak ciężko ci wymówić te jedno słowo?
-Nie martw się, będzie dobrze-pocieszył mnie. Jakoś dziwnie to mówił, ale co tam
Czyli jeszcze tutaj posiedzę. Przyszedł lekarz z policjantem. Super, już wiedzą,że się obudziłam i będa chcieli żebym gadała.
A co jeśli nie mam siły o tym mówić?
Jak się rozpłaczę, z braku sił? A na pewno to zrobie
Nie chce być sama...
Chcę żeby ktoś ze mną był, ktoś kto potrzyma za rękę.
-Proszę, żeby wszyscy opuścili pokój. Dziękuję-powiedział policjant, patrzył na mnie, nawet się nie odwrócił, żeby zobaczyć czy wyszli
Usiadł na krześle
-Wiem,że może nei chcesz o tym mówić, ale niestety musisz-zaczął. Pokiwałam głową
-Pamiętasz coś?
-Wracałam z pracy, zostałam po godzinach, bo ktoś jeszcze przyszedł...
-A pracujesz w tej wytwórni muzycznej-pokazał zdjęcie
-Tak
-Mów dalej, wracałaś. O której?
-Około 23, nie pamiętam już.
-Co się zdarzyło dalej
-No wracałam do domu, ale byłam gdzieś w połowie drogi, i sprawdzałam coś na telefonie, i upadłam
-Uderzyli cię?
-Tak, chyba w głowę i upadłam. Obudziłam się już tam, nawet nie wiem gdzie
-W piwnicy, w opuszczonym, starym domu.Na najbardziej niebezpiecznej ulicy Londynu, nawet policja boi się tam jeździć Nie powinienem ci mówic, ale uznałem że powinnaś wiedzieć.
-Dziękuję
***
Nadal mnie przesłuchiwał.
-A gdzie obecnie przebywasz, mieszkasz? Bo jestes zameldowana w Polsce
-U znajomego.
-Georga Sitcha? Znajomy czy coś więcej?-zaśmiał się
-Tak, u niego. To tylko znajomy, znamy się od dzieciństwa.-powiedziałam, bo przecież Geotge pewnie też tak by powiedział.
Nie sądzę, zeby czuł coś do mnie więcej niz przyjaźń. Na pewno nie, a ja nie chce jej zniszczyć.
Nie powiem mu tego.
-Zna pani tego Maxa i Nicka, byli głównymi hmm jak to nazwać? Organizatorami?
-Kiedyś z nim byłam?-zauważyłam zaskoczenie w jego oczach
-Z Nickiem?
-Nie, z Maxem
-A co z Nickiem?
-tez go znałam, poznałam go parę dni temu
-A w jakich okolicznościach?
Co ja mam mu powiedzieć, że pomógł mi sie oderwać od chłopaka-masochisty?
I do tego, kiedy był pijany, bił mnie?
-Nie chcę o tym mówić-powiedziałam, nie chcę mu tłumaczyć-Mam takie jedno pytanie?
-Mów
-Czy będę mogła zobaczyć Maxa?
-W sądzie
-A żeby tak porozmawiać? Żeby nikt nei słyszał
-Może ci zrobić krzywdę-powiedział, jakbym była nienormalna
Czy on nie rozumie ze ja chce go zobaczyć.
Chce Maxa...
-Nie ma szansy?
-Raczej nie, dziękuję-powiedział i wyszedł
Wróciła Pauline
-Jak tam?-zapytała
-Nie wiem, jakieś kabelki mam i coś tak dziwnie-odpowiedziałam, plątał mi się język
-Bi jesteś wychudzona, a nie mogłaś jeść, masz mało krwi. Cudem cie odratowali
-Och, ok. jest George?
-tak, rozmawia z policjantem
***
Rozmawiałam z Pauline, potem zasnęłam.
Nie mogłam otworzyć oczu, a może nie chciałam.
Słyszałam Georga, szeptał do Pauline
Szeptał, ale wszystko słyszałam, każde słowo...
-I co powiedziałeś?
-Nie, nie powiedziałem. Sama jemu nie powiedziała, to ja też nic nie mówiłem
-A skąd wiesz, ze nie powiedziała, co jej zrobił wcześniej?
-Mówił, i on już wie...ale nie od niej
O co chodzi? Kto mówił?
-Co jest?
-Nic, śpij-powiedział George, chyba nie chciał, żebym to słyszała
Ale stało się
-Nie śpię już-powiedziałam-Co się stało?
-Może ciebie wypiszą jutro
-Super-powiedziałam
Zmienił temat, a ja udawałam że wszystko ok...
*Następnego dnia*
Zauważyłam że nie mam tych wszystkich rurek i jeszcze czegoś
-Jak tam?-zapytał
-Dobrze-odpowiedziałam
-Głodna?
-Nie-bo nie byłam
-Musisz coś zjeść, jesteś wychudzona. Mój mały kościotrupku.
-Co???-że ktoś może powtórzyć to co on powiedział.
-Nie nic-powiedział jakby nigdy nic-mówiłem tylko że musisz coś zjeść
-Ale nie jestem głodna
-To masz problem, musisz. Im szybciej zjesz, tym szybciej wyzdrowiejesz. Czyli tym szybciej wrócisz do mnie. Będę mógł cię w końcu przytulić-powiedział optymistycznie, wiem że udawał
-Taa, a teraz to nie możesz?
-Jak zjesz-hahaha no dobra, poddaje się. Ale jeszcze mu tego nie powiem
-To jest szantaż!
-No wiem-powiedział
-Ok, zjem-powiedziałam, zaraz chyba miała być kolacja, a może już była. Nie wiem
-Zaraz ci coś przyniosę
-Ok
***
Zjadłam, poleżałam. Pauline i Claudia pojechały. Zostałam z Georgem.
Zasnął na krześle, oparty o ścianę.
Też zaraz zasnęłam...
***
Było po południu.
Przyszedł lekarz od razu gdy się obudziłam.
-Jak tam zdrówko?-zapytał?
-Dobrze-odpowiedziałam
-Zaraz będzie obiad, potem jeszcze takie badania a jak dobrze pójdzie to może cię wypiszemy
-jeju na prawdę?
-Tak, a co nie podoba ci sie tutaj?-zaśmiał się-Ile ludzi do ciebie przychodzi!
-Tylko ci którzy wiedzą, co byli wczoraj
-Nie tylko, był też jakiś starszy pan z jakimś nie wiem 20 latkiem, mówili, że są z pracy
-ten starszy trochę taki...hmm... dziwny?
-tak, dokładnie. Zjedz obiad, potem przyjdę na badania i wychodzisz, chyba że chcesz zostać?
-Nie wolę jednak chyba wrócić-powiedziałam z uśmiechem
Był tutaj Kendall z Jusem. Widzieli jak wyglądam...
Sama nie wiem jak wyglądam,ale przeczuwam ze gorzej niż siedem nieszczęść
***
Po jakichś tam badaniach pojechałam z Georgem do domu.
Przez całą drogę siedzieliśmy cicho.
-Daj torbę-powiedział i mi ją zabrał. Fajnie teraz to się odezwał
-Oddaj, dam radę ją zanieść sama
-Nie marudź, chodź
Poszłam za nim.
Mam zwolnienie z pracy na 2 tygodnie. Nie wiem po co ale nie będę narzekać.
-Ej, co jest?-zapytałam Georga, nie chciałam się z nim kłócić.
-Nic, a co miało być?
-Cały dzień się nie odzywasz do mnie
-A co teraz robię?-fajnie kolejna odpowiedź, znów pytanie
Poszłam na górę.
Sprawdziłam pocztę. Poczytałam coś. Wzięłam prysznic i sie przebrałam
-Obiad-zawołał George. Zeszłam na dół
-Nie jestem głodna-powiedziałam. Założyłam kurtkę.
-Chodź, musisz jesć.
-Nie chce
-gdzie idziesz?-zapytał. Zechciało mu się rozmawiać... Zaczęłam sznurować trampki
-Nie wiem, na spacer
-Nie jestem głodna-powtórzyłam znów i wyszłam.
Nie wiedziałam w która stronę mam iść.Wyłączyłam telefon. Założyłam słuchawki, włączyłam mp3 i poszłam.
Zaszłam do jakiegoś parku. Nie byłam tam jeszcze.
Było tam dużo ludzi. Prawie nie mogłam przejść. Głównie były tam dziewczyny, mniej chłopaków. Niektóre płakały, krzyczały, piszczały. Zrobiłam głośniej muzykę i poszłam dalej.
Nagle ktoś mnie stukął w plecy.
-hej, co jest obraziłaś sie?-usłyszałam Nialla
-Nie...
-Chodź, zanim sie skapną-przerwał mi, złapał za ręke i pobiegliśmy do autobusu
A w sumie tourbusu.
BYŁAM W ICH TOURBUSIE
-Jak tam?-zapytał Nialler
-jakoś leci-powiedziałam-a u ciebie?
-Też, jesteś głodna?-Kolejna osoba, która mówi tylko o jedzeniu. Cudownie...
-Nie-odpowiedziałam, może trochę za chłodno
-Na pewno?
-tak na pewno-rozejrzałam sie
-Słyszałem co się stało-zaczął
Pokiwałam głową.
-Skąd wiesz?-zapytałam cicho
-Nie widziałaś?-podał mi gazetę.
A na okładce Maxa wyprowadza policja. Coś na mnie wrzeszczy, ja płaczę.
Nagłówek"Max Evans aresztowany za uprowadzenie byłej dziewczyny" "Tylko u nas wszystkie zdjęcia z tego zdarzenia"
Otworzyłam na tej stronie. połowa gazety o tym była
Moje zdjecia. Ja w porwanych ubraniach i we krwi. Nie chciałam na siebie patrzeć. Będę miała koszmary...
"Koniec kariery Maxa? Z pozoru niewinny chłopak. Czy był zdolny do czegoś takiego?"
Nie chciałam tego czytać, nie chciałam na to patrzeć.
Odłożyłam gazetę.
-Uciekłeś co?-zapytałam
-Huh?-nie wiedział o co chodzi
-Że od fanów, chłopaków-próbowałam tłumaczyć
-A...nomć, poradzą sobie beze mnie. Może nic im sie nie stanie.-był taki jakiś nieobecny
-Nialler!-zawołał ktoś.-Otwieraj! Proszę. Szybciej!
***
Dziwny rozdział, nei da sie czytać. Przepraszam.
Nie znoszę tego rozdziału
Akcja się rozkręci.
Przynajmniej są takie plany






