To, że się uśmiecham wcale nie znaczy, że jestem szczęśliwy.
Wpatrując się w lustro zauważyłam plamę na koszulce, ktoś zapukał do drzwi. Poleciałam się ogarnąć i przebrać
Założyłam bluzkę z długim rękawem.
Poszłam do drzwi. wiem że nie zdążyłam sie ogarnąć,ale to nie było możliwe w moim stanie. Dobrze że w ogóle podeszłam do drzwi.
Gdy byłam przed drzwi same sie otworzyły. Po drugiej stronie stała Pauline
-Hej-powiedziałam
-OMG co ci się stało?!-zapytała i zamknęła drzwi
-Max...
-Chodź pogadamy
Powiedziałam jej, ale nie wszystko, nic nie wspomniałam o pocięciu sie i o Nicku
-Jak?! MAX??!!-nie dowierzała, a ja nie miałam siły tłumaczyć, ale próbowałam
-Yhmmm-powiedziałam, miałam łzy w oczach
-I że co dalej?!
-Nic
-Uciekłaś? Uwolniłaś się od niego?
-Yhmmm
-Sama?-takie mini-przesłuchanie.
-Nie do końca
-Nooo mów dalej-zachęcała, wie że sama jej nie powiem
-Jenny, ta jego menadżerka widziała
-I pomogła ci? Jego dziewczyna?-zapytała z niedowierzaniem
-Nie, stała tak abym jej nie widziała
-Widzę że sie jej udało-powiedziała z sarkazmem-Ok no to kto?
-Nick-powiedziałam tylko to, ne chciałam się rozgadać
-Jaki Nick?
***
-Telefon twój dzwoni-powiedziała Pauline
-Czasem tak się zdarza. Taka psota.-odpowiedziałam
-Odbierz
-Po co?-zapytałam. A jak to George? Skapnie się, ze coś nie tak. A jak to Max?!
-Jak to coś ważnego?-zapytała
-I do mnie?-powiedziałam szukając telefonu w torebce.
-Isabella Black?-odezwał sie pierwszy
-Tak, to ja. Słucham
-dzwonię z wytwórni muzycznej. Mogłaby pani sie stawić jutro o 13 na rozmowę kwalifikacyjną?
-Tak oczywiście
-Dziękuje, do wiedzenia
-Do widzenia
Humor mi sie trochę poprawił: rozmowa (w sumie przesłuchanie) z Pauline, a teraz jeszcze telefon z wytwórni. Chociaż w głowie nadal miałam 'rozmowę' z Maxem. Nie chciałam go tracić, ale po tym co zrobił, chyba nei będę w stanei mu wybaczyć. A przecież i tak mnei nie chce. Fajne pocieszenie...
-Ej, pokaż się!-krzyknęła Pauline, bałam się że zauważyła szramy, bo zahaczyłam o rękaw i było trochę widać.
-Hm?
-Weź szybko przyłóż lód! Choć i pociągnęła mnie za rękę do kuchni
-Co jest?-zapytałam i spojrzałam w łyżkę. Miałam cały spuchnięty policzek-Nie no jutro mam rozmowę kwalifikacyjną!
-Dlatego trzymaj, a za 5 minut zmieniasz na drugi. potem zimny prysznic i znów
-Ej zimne. Chcesz mnie zamrozić?
-A jakie ma być, na którą idziesz?
-nie wiem czy pójdę
-Musisz iść, wymyślisz coś. Albo przejdzie ci. Dasz radę. Przyjdę do ciebie o 12, ok?
-No. Dziękuje-powiedziałam
-Zostań tam. Chcesz aby ci przeszło? Ja lecę. Papa trzymaj się. Jak coś to dzwoń!
Poszła. Chciałam od razu odłożyć to coś, ale jednak mam jutro wyglądać normalnie.
Poszłam wziąć prysznic, potem znów poprzykładam i pójdę spać.
***
RANO
Poszłam coś zjeść. Po drodze zauważyłam odbicie w lustrze i odechciało mi się wszystkiego.
Zadzwonił telefon, spojrzałam na wyświetlacz-George. Nie chciałam odebrać, ale by dzwonił cały czas, dopytywał się, jak nie do mnie to do Claudii, a może by sie od niej jeszcze czegoś dowiedział.
Muszę odebrać, żeby niczego nie podejrzewał. Aby nie wiedział co sie zdarzyło, żeby myślał, że to kolejny nudny dzień, a moim jedynym problemem jest rozmowa kwalifikacyjna. Właśnie, jest już 10, o 12 przyjdzie Pauline.
Odebrałam
-tak słucham-powiedziałam słabo
-Hej, co słychać? Czemu taka smutna
-Po prostu niewyspana, zmęczona. Wszytko ok
-Balowało się?
-Nie, nie mogłam spać-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. W nocy, gdy już zasnęłam prześladowały mnie koszmary z Maxem w roli głównej
-Co się stało?
-Mam rozmowę w wytwórni dziś na 13. Czekaj chwilę-przyszedł sms, odczytałam od Pauline, nei przyjdzie dziś. Ma wezwanie do pracy
-Ahm ok-powiedział jakoś dziwnie. mam nadzieję że nie wyczuł, ze kłamałam
-A co u ciebie też jakiś dziwny głos masz
-Nic, wnerwiłem się
-O co chodzi?
-Ludzie mnie tutaj denerwują. Na pewno wszystko ok?
-A co miało być nie ok?
-Martwie się.
-Nie masz o co. Wszystko w porządku?-odpowiedziałam, ciężko było, ale powiedziałam to. Chociaż wcale tak nei było. Ani trochę.
Do czego doszłam!? Okłamuję Georga i wszystkich! Powinnam im zaufać, ale nie potrafię. boję się, ze się ode mnie odwrócą.
-Dlaczego kłamiesz? Ja wiem...
środa, 27 listopada 2013
niedziela, 24 listopada 2013
Rozdział 21
Gdybym wiedziała, jak bardzo mnie zniszczysz, w chwili gdy podałeś swoje imię, nie starałabym się go nawet zapamiętać.
Miał mnie kochać i być, ale przy mnie a nie przy innych zaliczając każdą po kolei
-Jesteś pijany?-zapytałam
Wiedziałam, że jest, ale chciałam to od niego usłyszeć. Czułam woń alkocholu, śmierdziało strasznie
Poszedł w stronę jego domu, poszłam za min
Weszedł na podwórko, weszłam za nim
-Czego chesz?!-krzyknął
Pierwszy raz krzyknął na mnie, jeszcze takim tonem
-Chcę z tobą porozmawiać-oczy mi się zaszkliły,chciałam płakać
-Nie rozumiesz ze ciebie nei chce?! Mam kogos innego! Od dawna
-Ostatnio mówiłeś, ze mnei kochasz
-Upss, kłamałem-powiedział-bywa
W domu wyszła jedo menadżerka, nei wiem czy nie lepiej nazwać ją jego dziewczyną
Kłamał, a ja mu uwierzyłąm. Kłamał ostatnio, gdy rozmawialiśmy, wtedy gdy byłam w szkoel jeszcze, co mnie opiekun złapał po ciszy nocnej
To wszystko było kłamstwo, jedna wielka iluzja. Po co to robił? Nie mógł podejść i powiedzieć, ze z nami koniec wcześniej
"Wszyscy popełniemy błędy" on był moim największym błędem, który popelniłam dotychczas
Zaczęłam żałowac tych wszystkich dni, nieprzespanych nocy, bo rozmyślałam o naszej przyszłości.
Ale wyedy byłam szczęśliwa, tak prawdziwie szczęśliwa.
-Czemu mnei okłamywałeś?!-krzyknęłam
Miałam nagły przypływ odwagi. Zachciało mi się śmiać, ale tylko się uśmiechnęłam
-Prawda boli
-Och tak?
-Czego się uśmiechasz?-powiedział, był wnerwiony
-Uwolniłam się od idioty, czy to nie wystarczający powód do uśmiechu-nie wiem czemu, ale nadal miałąm dobry humor
Cieszyłam się że z nim koniec, z jego kłamstwami,licznymi dziewczynami, o którórych nawet nie miałąm pojęcia. Nie wiedziałam o tym, do dziś...
-Słodkie, ja się od ciebie uwolniłem dawno, uciekłem. I wiesz co? Było cudownie, bez takiej jednej dziewczyny... Zgadniesz kogo tam nie było?
Czaar prysł. Powróciłam do zwykłego nastroju (czytaj:czułam sie okropnie), miałam ochotę mu dać z liścia, by sie ogarnął, już się zamachnęłam
Złapał mnie, moją rękę
-Co? Co ty chciałaś mi zrobić?!
Miał mnie kochać i być, ale przy mnie a nie przy innych zaliczając każdą po kolei
-Jesteś pijany?-zapytałam
Wiedziałam, że jest, ale chciałam to od niego usłyszeć. Czułam woń alkocholu, śmierdziało strasznie
Poszedł w stronę jego domu, poszłam za min
Weszedł na podwórko, weszłam za nim
-Czego chesz?!-krzyknął
Pierwszy raz krzyknął na mnie, jeszcze takim tonem
-Chcę z tobą porozmawiać-oczy mi się zaszkliły,chciałam płakać
-Nie rozumiesz ze ciebie nei chce?! Mam kogos innego! Od dawna
-Ostatnio mówiłeś, ze mnei kochasz
-Upss, kłamałem-powiedział-bywa
W domu wyszła jedo menadżerka, nei wiem czy nie lepiej nazwać ją jego dziewczyną
Kłamał, a ja mu uwierzyłąm. Kłamał ostatnio, gdy rozmawialiśmy, wtedy gdy byłam w szkoel jeszcze, co mnie opiekun złapał po ciszy nocnej
To wszystko było kłamstwo, jedna wielka iluzja. Po co to robił? Nie mógł podejść i powiedzieć, ze z nami koniec wcześniej
"Wszyscy popełniemy błędy" on był moim największym błędem, który popelniłam dotychczas
Zaczęłam żałowac tych wszystkich dni, nieprzespanych nocy, bo rozmyślałam o naszej przyszłości.
Ale wyedy byłam szczęśliwa, tak prawdziwie szczęśliwa.
-Czemu mnei okłamywałeś?!-krzyknęłam
Miałam nagły przypływ odwagi. Zachciało mi się śmiać, ale tylko się uśmiechnęłam
-Prawda boli
-Och tak?
-Czego się uśmiechasz?-powiedział, był wnerwiony
-Uwolniłam się od idioty, czy to nie wystarczający powód do uśmiechu-nie wiem czemu, ale nadal miałąm dobry humor
Cieszyłam się że z nim koniec, z jego kłamstwami,licznymi dziewczynami, o którórych nawet nie miałąm pojęcia. Nie wiedziałam o tym, do dziś...
-Słodkie, ja się od ciebie uwolniłem dawno, uciekłem. I wiesz co? Było cudownie, bez takiej jednej dziewczyny... Zgadniesz kogo tam nie było?
Czaar prysł. Powróciłam do zwykłego nastroju (czytaj:czułam sie okropnie), miałam ochotę mu dać z liścia, by sie ogarnął, już się zamachnęłam
Złapał mnie, moją rękę
-Co? Co ty chciałaś mi zrobić?!
Nie wiedziałąm już co robić. Chciałam uciec, ale mnie trzymał. Trzymał mnei mocno, próbowałam się uwolnić, ale nie dałąm rady. Byłam słaba. jestem słaba
Na początku nic nie czułam... potem dopiero
Poczułam ból w policzku
Spoliczkował mnie...
Chłopak, a w sumie już były
Bolało jak cholera
Jak mógł mi to zrobić?!
Rozpłakałam się, próbowałam uwolnić moją rękę, ale nadal mocno ją trzymał. Ludzie za często wykorzystują to, że jestem słaba. teraz i w kawiarni, obydwoje złapali mnie za nadgarstek, gdy chciałam uciec....
-Ej, zostaw ją!-krzyknął ktoś
Przypomniałam sobie o obecności Jenny, to nie ona krzyczała. Próbowała się schować, abym jej nie zobaczyła. Aby Max jej nie zobaczył.
W tym czasie ktoś podbiegł i próbował uwolnić mnie od uścisku Maxa
Znałam skądś te blond włosy, stał do mnie tyłem
-Ej, Max uspokój się!-krzyczał
Wreszcie się uwolniłam.
-Muszę z pogadać!-wrzasnął, ja oddaliłam się i patrzyłam z daleka
-To mów, ale nie wrzeszcz
-Nie chcę z tobą idioto. Chcę gadać z ta suką!
Blondyn się odwrócił, to był Nick. On mi pomógł... A uważałam go za.... właśnie? Za kogo go uważałam? Sądziłam że jest podobny do Maxa, ale nie do tego dawniejszego, uśmiechniętego, spokojnego. Uważałam go za takiego jak dzisiaj był max. Przeciwieństwo
Pomyliłam się do obu z nich. To Max był tym złym...
Odwrócił się i wyszeptał "uciekaj" nei usłyszałam tego lecz zrozumiałam. max był od niego silniejszy...
Uciekłam, biegłam ile sił w nogach. Nie wsiadłam do autobusu, nie złapałam taksówki. Nie chciałam się w takim stanie pokazać ludziom...
Po prostu biegłam prosto do domu.
***
Otworzyłam drzwi,weszłam i znów pobiegłam prosto do łazienki.
Puściłam wodę, aby nic nie było słychać
Dopiero po zrozumiałam że jestem sama, ze nie muszę uważać, aby nikt nic nie słyszał.
Jedyną osobą, z która mogłam szczerze pogadać była Claudia, ale ja jej obiecałam że nie będę się ciąć.
A George wyjechał...
Pamiętam jak mówił, że żeby było lżej mam komuś powiedzieć, nawet do lustra. Postanowiłam spróbować.
Podeszłam do lustra. Nie poznałam dziewczyny, która pojawiła się w odbiciu, Nie poznaje swych oczu, kiedyś zawsze roześmiane, patrzyły na świat z radością, ciekawością. Nie ma uśmiechu, który kiedyś był codziennością. Policzki i oczy były czerwone od płaczu, głowa spuszczona. Wszystko się zmieniło. W jeden dzień... To nie byłam ja
tłumaczenie tu
Spoliczkował mnie...
Chłopak, a w sumie już były
Bolało jak cholera
Jak mógł mi to zrobić?!
Rozpłakałam się, próbowałam uwolnić moją rękę, ale nadal mocno ją trzymał. Ludzie za często wykorzystują to, że jestem słaba. teraz i w kawiarni, obydwoje złapali mnie za nadgarstek, gdy chciałam uciec....
-Ej, zostaw ją!-krzyknął ktoś
Przypomniałam sobie o obecności Jenny, to nie ona krzyczała. Próbowała się schować, abym jej nie zobaczyła. Aby Max jej nie zobaczył.
W tym czasie ktoś podbiegł i próbował uwolnić mnie od uścisku Maxa
Znałam skądś te blond włosy, stał do mnie tyłem
-Ej, Max uspokój się!-krzyczał
Wreszcie się uwolniłam.
-Muszę z pogadać!-wrzasnął, ja oddaliłam się i patrzyłam z daleka
-To mów, ale nie wrzeszcz
-Nie chcę z tobą idioto. Chcę gadać z ta suką!
Blondyn się odwrócił, to był Nick. On mi pomógł... A uważałam go za.... właśnie? Za kogo go uważałam? Sądziłam że jest podobny do Maxa, ale nie do tego dawniejszego, uśmiechniętego, spokojnego. Uważałam go za takiego jak dzisiaj był max. Przeciwieństwo
Pomyliłam się do obu z nich. To Max był tym złym...
Odwrócił się i wyszeptał "uciekaj" nei usłyszałam tego lecz zrozumiałam. max był od niego silniejszy...
Uciekłam, biegłam ile sił w nogach. Nie wsiadłam do autobusu, nie złapałam taksówki. Nie chciałam się w takim stanie pokazać ludziom...
Po prostu biegłam prosto do domu.
***
Otworzyłam drzwi,weszłam i znów pobiegłam prosto do łazienki.
Puściłam wodę, aby nic nie było słychać
Dopiero po zrozumiałam że jestem sama, ze nie muszę uważać, aby nikt nic nie słyszał.
Jedyną osobą, z która mogłam szczerze pogadać była Claudia, ale ja jej obiecałam że nie będę się ciąć.
A George wyjechał...
Pamiętam jak mówił, że żeby było lżej mam komuś powiedzieć, nawet do lustra. Postanowiłam spróbować.
Podeszłam do lustra. Nie poznałam dziewczyny, która pojawiła się w odbiciu, Nie poznaje swych oczu, kiedyś zawsze roześmiane, patrzyły na świat z radością, ciekawością. Nie ma uśmiechu, który kiedyś był codziennością. Policzki i oczy były czerwone od płaczu, głowa spuszczona. Wszystko się zmieniło. W jeden dzień... To nie byłam ja
tłumaczenie tu
środa, 20 listopada 2013
Rozdział 20
*George*
Ktoś zapukał, pewnie Nialler, albo Claudia. Nikt inny stąd nie wie gdzie mieszkam
-Hej Bella-usłyszałem męski głos. Nie wiem co mu zrobie jeśli to ten jej "chłopak".
-Tak-otworzyłem drzwi
-Tu mieszka Bella, nie przepraszam koleżanka pomyliła pewnie adresy, i dała zły
-Do Bells? Kto?
-Max, mieszka tu?-zapytał zdwziwiony
I jeszcze ma czelność tu przychodzić???
-yhm-odpowiedziałem spokojnie
-powiesz jej.-poprosił mnie
-Max? Hmm jej..?
-Chłopak
-fascynujące.Bella ma chłopaka? Ciebie-próbowałem się nie zdenerwować. Tylko nie wyjść z równowagi.
-Chce z nią pogadać, wytłumaczyc. A kim ty jesteś?
-Yyy przyjacielem?
-A możne chłopakiem co?
-No chłopakiem to ja jestem. A co baba ze mnie-próbowałem z nim normalnie pogadać
-Ale suka
-Kto?
-Twoja dziewczyna-odpowiedział. Moja??? Nie Bells nie jest moja...
-No nie wcale, chodzi i zwala winę na mnie, a sama ma kogoś innego-narzekał, a mnie już rozsadzało od środka
*Bella*
Usłyszałam krzyki na dole poszłam sprawdzić co to.
-A ja sądzę ze ma na imię Bella.Nie jest moją dziewczyną-usłyszałam Georga, a wcześniej jeszcze Maxa, ale chyba źle zrozumiałam co mówił
...
-Bella?-Max mnie zauważył
-Bells, nie podchodź, idź do pokoju, zjmę sie nim.-George był ostatnio nadopiekuńczy, było to słodkie
-Mogę z nim pogadać?-spytałam Georga
-Na pewno chcesz?-spytał, pokiwałam głową, wyszłam na dwór-Jak coś to krzycz okey?
***
-Jak tam Jenna,kolejna już randka co?
-O czym ty mówisz? Nie, nie przyszedłem cię przepraszać, nei mam za co, ale chce ci cos wytłumaczyć.
-No już wymyśliłeś wszystko i teraz przyszedłeś
-Nie, proszę, zależy mi na tobie. Bardzo. Jenna jest moją menadżerką, chcę z nia normalnie gadać tak jak z kumpelą. Nie chce żeby stosunki były biurowe. Rozumiesz? Wolę do niej mówić jenna niż pani, ona woli do mnei mówić Max niż panie Evans. Byłem z nią na kolacji, gadaliśmy o pracy. Byłem z nią w knajpce, chłopak z nią zerwał pocieszałem ją.
-Ciekawe jkie są stosunki wasze poza "biurowe"
-Nic nie ma!
-Nie wierzę ci.
-Proszę uwerz
-Nie rozumiesz, że ja już nie potrafię!Każdy dzień bez ciebie dłużył się, każdego dnia cierpiałam. Nie mogłam bez ciebie wytrzymać. Ja już nie daje rady, nie mam siły nawet czekać i tęsknić. Ale ciagle czekałam. Nie wiem po co? Nei wiem po co na ciebie czekałam. Nie wróciłeś. Przyszedłeś dopiero wtedy kiedy ktos ci łaskawie przypomniał ze jeszcze masz dziewczynę, której na tobie zależy. Cały czas planowałam nasze wspólne życie razem, zawsze był happy end, byliśmy razem szczęśliwi. Kochałam cie z całego serca, ale ty potrafisz ranić i ranisz mnie do krwi. Czekam zawsze na nowy dzień, walczę co chwila z sobą, zeby przestać o tobie myśleć. I ciężko jest! Nawet nie wiesz jak bardzo!
-Przepraszam, skarbie tak mocno przepraszam. To wszystko moja wina. Dasz mi szansę? Proszę
-Nie wiem czy dam radę..
-Proszę przemyśl to.
*George*
Jak on mógł ją tak nazwać? Nie wie że jest cudowna, i kocha go. tak ona go kocha... tylko jego
Długo już gadają. Poszedłem na dół sprawdzić
-Ej, wszystko dobrze?
-Chyba tak-wróciła i zamknęła drzwi. Płakała...
-Jak chcesz pogadać, jestem, mam ramię, na którym zawsze mozesz sie wypłakac. Nie zapominaj o tym ok?
-Dziękuję. Za wszytsko. Jesteś cudowny.
Przytuliłem ją. Miałem nadzieję ze zerwali, że skończyli wreszcie za sobą. Że skończy się nim martwić. Nie jest jej wart.
***
NASTĘPNEGO DNIA
Zeszłam do kuchni naśniadanie
-Ej, co tam-zapytałam georga
-Nic, jadę dziś załatwić swoje sprawy, wrócę jutro, może pojutrze. Nie wiem.
-A co jest?
-Muszę załatwić pewną sprawę.-chciał ominąć temat
-A, okey.-zrozumiałam że nie chce o tym gadać i nie miałam mu tego za złe
-Jak coś to dzwoń, odbiorę zawsze. Nie bedziesz mi przeszkadzać. Poproś, a przyjadę. Zawsze.
-Kiedy jedziesz?-spytałam się
-Za dwie godziny mam być, a droga sama tyle trwa, więc juz jestem spóźniony. Pa
-Pa-patrzyłam w oknie jak odjeżdżał.
Martwił się o mnie...
Zadzwonił telefon, spojrzałam na wyświetlacz Ed
-Hej, co się stało?-spytałam
-Proszę pomóż mi-usłyszałam jego załamany głos
-Co sie stało?zapytałam
-Zerwała ze mną.-powiedział smutnym głosem. Teraz to dzwoni...
-Alice?
-Tak, przyjdziesz?
-Ed, jestem w Londynie-fajnie, że się mną interesuje...
-Po co pojechałaś? Ja tutaj nie wytrzymuję!
-Wcześniej ciebie nie obchodziłam, a teraz nagle, gdy Alice z tobą zerwała chcesz się spotkac? Myslisz, ze po co ja przyjechałam do Londynu? Do Maxa, tęsknie za nim, cierpiałam tam bez niego, ale ty nie widziałeś tego-rozłączyłam się.
Byłam w okropnym nastroju, dostałam sms-a od Claudii,ze zaraz będzie.
-Heej-usłyszałam jej radosny głos w domu
-No cześć-odpowiedziałam słabo
-Co jest gadaj! Max?
-Ed
-Co jest?
-Pokłóciliśmy się. chyba. Nawrzeszczałam na niego, miałąm do wszystkiego pretensje
-Ze mną nie rozmawiał od momentu kiedy ostatnio gadaliśmy, wtedy z tobą przez telefon
-Nie wiem co z nim się stało, ale teraz to ja na niego naskoczyłam. Nie wiem co ze mna jest..
-Ej, nic z tobą nie jest, nawet tak nie myśl. Czekaj ktoś dzwoni, tak słucham powiedziała
Zrobiłam sobie tosty, i nie tylko sobie.
Wróciła Claudia, była zdenerwowana
-Odezwał się-powiedziała i usiadła
-Kto? Chcesz tosta?
-o pewnie. Ed...-podałam jej talerz
Jedliśmy w ciszy, ale nie była krępująca. To było normalne
-Co dziś robisz?-zapytałam gdy skończyliśmy jeść
-Idę do pracy.. a ty?
-Idę szukać pracy-odpowiedziałam z uśmiechem. Claudia też się uśmeichnęła
-Wiesz, jest wytwórnia muzyczna...
-Szukają kogos?-zapytałam, taka praca byłaby wprost idealna dla mnie
-Blisko jest, idź sie spytaj. Wczoraj jeszcze szukali.
-Dziękuję-powiedziałam
-Ale przebierz sie, oni poszukują "profesjonalistów"-powiedziała zaznaczając palcami cudzysłów
-Aha, spodnie czy spódnica?
-Spódnica, ale nie na galowo
-Okey, dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła
-No lec już się przebierac. Deszcz pada i chłopno jest. Niepowiedzenia. Idę papa
-Pa-powiedziałam i poszłam się wyszykować
Chyba nie przesadziłam, włosy zostawiłam rozpuszczone, lekko się pomalowałam. Złapałam jeszcze świeżo wydrukowane CV i telefon. Na szczęście George miał tutaj drukarkę
-Tak, tutaj-podałam mu. Wydawał się być miły
-Okey, wezmę. Zadzwonimy do ciebie.
-Dziękuję. Do widzenia-powiedziałaam. Nie wiem czego się bałam, ale już przestałam. Krótko jakoś było
Mają zadzwonić? Może zadzwonią, a może nie. Nie wiadomo, nic nie powiedział. Mam zająć jego miejsce, bo odchodzi na emeryturę, a jeszcze mnie ma poduczyć. Oczywiście jeżeli mnie przyjmą...
Nie wróciłam do domu, poszłam do kawiarni, i zamówiłam latte macchiato.
Kelnerka przyniosła, upiłam łyk. Ktoś się do mnie dosiadł. Chłopak, nieznajomy, blondyn, dziwny
-Witaj-powiedział z przeraźliwym uśmiechem, bałam się
-Cześć
-Jak tam?-zapytał jakbyśmy sie znali od dawna
-Kim jesteś?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Oj, przepraszam gdzie moje maniery? Jestem Nick,ale ty nie musisz mi się przedstawiać Bello-zaczęłam się już bać nie na żarty
-Skąd mnie znasz?
-Porozmawiajmuy może o czymś przyjemniejszym? Jak tam ci minął dzień? Jak podróż? Wiem, ze troche za późno pytam, ale coż... Nie miałem okazji. Rozumeisz co nie?-uśmiechnął się, znów tak samo przeraźliwie i się zaśmiał
-Kim ty w ogóle jesteś?
-jestem Nick
-To już wiem-powiedziałam, a on złapał mnie za rękę i zbliżył twarz, jakby chciał coś szepnąć. Chciałam wyrwać mu rękę, ale nie udało mi się. Był zbyt silny.
-Ojej wszystko?, to tak zacznijmy od...-przerwano mu, jakaś dziewczyna podeszła do stolika i krzyknęła
-Jak mogłeś? Od dawna?
-Ale co?-spytał
-Ej... Nick o co tutaj chodzi?-zapytałam, dziwnie się czułam mówiąc mu po imieniu. Ogólnei dziwnie się czułam siedząc obok niego, jeszcze zbyt blisko...
-Nick? To teraz tak się na ciebie mówi. Wiem, ze masz skłonność do flirtowania z innymi dziewczynami, ale to już przesada. jeszcze zbliżeni, szepczący coś, no i ta ręka. Nigdy tak nie przesadzałeś!
-Może już zostawię was samych-chciałam się stamtąd jak najszybciej ulotnić. Chciałam uciec od Nicka, jak najdalej,wstałam
-Nie, byłaś z nim to i mi może się wytłumaczysz?! Co z nim robiłaś?! OD jak dawna???!!!
-Ej, jej w to nie wplątuj-złapał mnie za ramię i pociągnął w dół, abym usiadła, podszedł do niej i wyszeptał coś.
-Och, przepraszam.-powiedziała i wyszła
-Co to było?-zapytałam
-Moja dziewczyna, nie martw się nią. Ma lekką paranoję-no ja jej się nie dziwie, mieć takiego chłopaka... i jeszcze zastać go z inna dziewczyną
-Ciekawe czemu-powiedziałam z sarkazmem
-Nie dziwisz sie jej?-zapytał
-nie-powiedziałam i upiłam łyk kawy-
-Dlaczegóżto?
-Sorry, ale przyszedłeś do mnie ot tak usiadłeś, przedstawiłeś sie i jak nigdy-nic i gadałeś. Jeszcze złapałeś meni za rękę!-upiłam kolejny łyk i odłożyłam kawę. Znów meni złapał za rękę
-Ja ciebie znam, nie wiem jak ty. Chciałaś żebym nie puszczał co nie?-zapytał,puścił oczko nie o to mi chodziło...
-Nie znam cię. Puść!
-Oj, kobieta zmienną jest.-powiedział,wypuścił, dokończyłam kawę i wstałam
-Już idziesz? Myślałem ze dłużej pogadamy?
"Pogadamy" to nazywasz gadaniem?! Czemu ja spotykam takich ludzi -,-
-Ej, fochnęłaś się? Odprowadzę cie-zaproponował
-Zostaw mnie w spokoju!-powiedziałam, wzięłam torbę i wyszłam.
Oglądnęłam się do tyłu, chciałam wiedzieć,ze za mną nie idzie. Bałam sie go, jeszcze gorzej od Drake'a... Drake był nieszkodliwy i ZNAŁAM GO, a nie tak jak co niektórzy...
Nie szedł za mną, odetchnęłam z ulgą.
-Oj przepraszam-powiedziałam, zagapiłam się i wpadłam na kogoś
-...hej-powiedział MAX, to na jego wpadłam, ale on na mnie też
-Cześć-powiedziałam, nie wiedziałam co mu mam powiedzieć.
-Chodź musimy pogadać-poczułam woń alkoholu
-Jesteś pijany?-zapytałam
Ktoś zapukał, pewnie Nialler, albo Claudia. Nikt inny stąd nie wie gdzie mieszkam
-Hej Bella-usłyszałem męski głos. Nie wiem co mu zrobie jeśli to ten jej "chłopak".
-Tak-otworzyłem drzwi
-Tu mieszka Bella, nie przepraszam koleżanka pomyliła pewnie adresy, i dała zły
-Do Bells? Kto?
-Max, mieszka tu?-zapytał zdwziwiony
I jeszcze ma czelność tu przychodzić???
-yhm-odpowiedziałem spokojnie
-powiesz jej.-poprosił mnie
-Max? Hmm jej..?
-Chłopak
-fascynujące.Bella ma chłopaka? Ciebie-próbowałem się nie zdenerwować. Tylko nie wyjść z równowagi.
-Chce z nią pogadać, wytłumaczyc. A kim ty jesteś?
-Yyy przyjacielem?
-A możne chłopakiem co?
-No chłopakiem to ja jestem. A co baba ze mnie-próbowałem z nim normalnie pogadać
-Ale suka
-Kto?
-Twoja dziewczyna-odpowiedział. Moja??? Nie Bells nie jest moja...
-No nie wcale, chodzi i zwala winę na mnie, a sama ma kogoś innego-narzekał, a mnie już rozsadzało od środka
*Bella*
Usłyszałam krzyki na dole poszłam sprawdzić co to.
-A ja sądzę ze ma na imię Bella.Nie jest moją dziewczyną-usłyszałam Georga, a wcześniej jeszcze Maxa, ale chyba źle zrozumiałam co mówił
...
-Bella?-Max mnie zauważył
-Bells, nie podchodź, idź do pokoju, zjmę sie nim.-George był ostatnio nadopiekuńczy, było to słodkie
-Mogę z nim pogadać?-spytałam Georga
-Na pewno chcesz?-spytał, pokiwałam głową, wyszłam na dwór-Jak coś to krzycz okey?
***
-Jak tam Jenna,kolejna już randka co?
-O czym ty mówisz? Nie, nie przyszedłem cię przepraszać, nei mam za co, ale chce ci cos wytłumaczyć.
-No już wymyśliłeś wszystko i teraz przyszedłeś
-Nie, proszę, zależy mi na tobie. Bardzo. Jenna jest moją menadżerką, chcę z nia normalnie gadać tak jak z kumpelą. Nie chce żeby stosunki były biurowe. Rozumiesz? Wolę do niej mówić jenna niż pani, ona woli do mnei mówić Max niż panie Evans. Byłem z nią na kolacji, gadaliśmy o pracy. Byłem z nią w knajpce, chłopak z nią zerwał pocieszałem ją.
-Ciekawe jkie są stosunki wasze poza "biurowe"
-Nic nie ma!
-Nie wierzę ci.
-Proszę uwerz
-Nie rozumiesz, że ja już nie potrafię!Każdy dzień bez ciebie dłużył się, każdego dnia cierpiałam. Nie mogłam bez ciebie wytrzymać. Ja już nie daje rady, nie mam siły nawet czekać i tęsknić. Ale ciagle czekałam. Nie wiem po co? Nei wiem po co na ciebie czekałam. Nie wróciłeś. Przyszedłeś dopiero wtedy kiedy ktos ci łaskawie przypomniał ze jeszcze masz dziewczynę, której na tobie zależy. Cały czas planowałam nasze wspólne życie razem, zawsze był happy end, byliśmy razem szczęśliwi. Kochałam cie z całego serca, ale ty potrafisz ranić i ranisz mnie do krwi. Czekam zawsze na nowy dzień, walczę co chwila z sobą, zeby przestać o tobie myśleć. I ciężko jest! Nawet nie wiesz jak bardzo!
-Przepraszam, skarbie tak mocno przepraszam. To wszystko moja wina. Dasz mi szansę? Proszę
-Nie wiem czy dam radę..
-Proszę przemyśl to.
*George*
Jak on mógł ją tak nazwać? Nie wie że jest cudowna, i kocha go. tak ona go kocha... tylko jego
Długo już gadają. Poszedłem na dół sprawdzić
-Ej, wszystko dobrze?
-Chyba tak-wróciła i zamknęła drzwi. Płakała...
-Jak chcesz pogadać, jestem, mam ramię, na którym zawsze mozesz sie wypłakac. Nie zapominaj o tym ok?
-Dziękuję. Za wszytsko. Jesteś cudowny.
Przytuliłem ją. Miałem nadzieję ze zerwali, że skończyli wreszcie za sobą. Że skończy się nim martwić. Nie jest jej wart.
***
NASTĘPNEGO DNIA
-Ej, co tam-zapytałam georga
-Nic, jadę dziś załatwić swoje sprawy, wrócę jutro, może pojutrze. Nie wiem.
-A co jest?
-Muszę załatwić pewną sprawę.-chciał ominąć temat
-A, okey.-zrozumiałam że nie chce o tym gadać i nie miałam mu tego za złe
-Jak coś to dzwoń, odbiorę zawsze. Nie bedziesz mi przeszkadzać. Poproś, a przyjadę. Zawsze.
-Kiedy jedziesz?-spytałam się
-Za dwie godziny mam być, a droga sama tyle trwa, więc juz jestem spóźniony. Pa
-Pa-patrzyłam w oknie jak odjeżdżał.
Martwił się o mnie...
Zadzwonił telefon, spojrzałam na wyświetlacz Ed
-Hej, co się stało?-spytałam
-Proszę pomóż mi-usłyszałam jego załamany głos
-Co sie stało?zapytałam
-Zerwała ze mną.-powiedział smutnym głosem. Teraz to dzwoni...
-Alice?
-Tak, przyjdziesz?
-Ed, jestem w Londynie-fajnie, że się mną interesuje...
-Po co pojechałaś? Ja tutaj nie wytrzymuję!
-Wcześniej ciebie nie obchodziłam, a teraz nagle, gdy Alice z tobą zerwała chcesz się spotkac? Myslisz, ze po co ja przyjechałam do Londynu? Do Maxa, tęsknie za nim, cierpiałam tam bez niego, ale ty nie widziałeś tego-rozłączyłam się.
Byłam w okropnym nastroju, dostałam sms-a od Claudii,ze zaraz będzie.
-Heej-usłyszałam jej radosny głos w domu
-No cześć-odpowiedziałam słabo
-Co jest gadaj! Max?
-Ed
-Co jest?
-Pokłóciliśmy się. chyba. Nawrzeszczałam na niego, miałąm do wszystkiego pretensje
-Ze mną nie rozmawiał od momentu kiedy ostatnio gadaliśmy, wtedy z tobą przez telefon
-Nie wiem co z nim się stało, ale teraz to ja na niego naskoczyłam. Nie wiem co ze mna jest..
-Ej, nic z tobą nie jest, nawet tak nie myśl. Czekaj ktoś dzwoni, tak słucham powiedziała
Zrobiłam sobie tosty, i nie tylko sobie.
Wróciła Claudia, była zdenerwowana
-Odezwał się-powiedziała i usiadła
-Kto? Chcesz tosta?
-o pewnie. Ed...-podałam jej talerz
Jedliśmy w ciszy, ale nie była krępująca. To było normalne
-Co dziś robisz?-zapytałam gdy skończyliśmy jeść
-Idę do pracy.. a ty?
-Idę szukać pracy-odpowiedziałam z uśmiechem. Claudia też się uśmeichnęła
-Wiesz, jest wytwórnia muzyczna...
-Szukają kogos?-zapytałam, taka praca byłaby wprost idealna dla mnie
-Blisko jest, idź sie spytaj. Wczoraj jeszcze szukali.
-Dziękuję-powiedziałam
-Ale przebierz sie, oni poszukują "profesjonalistów"-powiedziała zaznaczając palcami cudzysłów
-Aha, spodnie czy spódnica?
-Spódnica, ale nie na galowo
-Okey, dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła
-No lec już się przebierac. Deszcz pada i chłopno jest. Niepowiedzenia. Idę papa
-Pa-powiedziałam i poszłam się wyszykować
Chyba nie przesadziłam, włosy zostawiłam rozpuszczone, lekko się pomalowałam. Złapałam jeszcze świeżo wydrukowane CV i telefon. Na szczęście George miał tutaj drukarkę
Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi na klucz i schowałam je do torebki.
Poszłam w stronę wytwórni. Bałam się, pierwszy raz idę do pracy, aby mnie przyjęli.
***
-Dobrze trafiłaś. Masz CV-powiedział miły starszy pan.-Tak, tutaj-podałam mu. Wydawał się być miły
-Okey, wezmę. Zadzwonimy do ciebie.
-Dziękuję. Do widzenia-powiedziałaam. Nie wiem czego się bałam, ale już przestałam. Krótko jakoś było
Mają zadzwonić? Może zadzwonią, a może nie. Nie wiadomo, nic nie powiedział. Mam zająć jego miejsce, bo odchodzi na emeryturę, a jeszcze mnie ma poduczyć. Oczywiście jeżeli mnie przyjmą...
Nie wróciłam do domu, poszłam do kawiarni, i zamówiłam latte macchiato.
Kelnerka przyniosła, upiłam łyk. Ktoś się do mnie dosiadł. Chłopak, nieznajomy, blondyn, dziwny
-Witaj-powiedział z przeraźliwym uśmiechem, bałam się
-Cześć
-Jak tam?-zapytał jakbyśmy sie znali od dawna
-Kim jesteś?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Oj, przepraszam gdzie moje maniery? Jestem Nick,ale ty nie musisz mi się przedstawiać Bello-zaczęłam się już bać nie na żarty
-Skąd mnie znasz?
-Porozmawiajmuy może o czymś przyjemniejszym? Jak tam ci minął dzień? Jak podróż? Wiem, ze troche za późno pytam, ale coż... Nie miałem okazji. Rozumeisz co nie?-uśmiechnął się, znów tak samo przeraźliwie i się zaśmiał
-Kim ty w ogóle jesteś?
-jestem Nick
-To już wiem-powiedziałam, a on złapał mnie za rękę i zbliżył twarz, jakby chciał coś szepnąć. Chciałam wyrwać mu rękę, ale nie udało mi się. Był zbyt silny.
-Ojej wszystko?, to tak zacznijmy od...-przerwano mu, jakaś dziewczyna podeszła do stolika i krzyknęła
-Jak mogłeś? Od dawna?
-Ale co?-spytał
-Ej... Nick o co tutaj chodzi?-zapytałam, dziwnie się czułam mówiąc mu po imieniu. Ogólnei dziwnie się czułam siedząc obok niego, jeszcze zbyt blisko...
-Nick? To teraz tak się na ciebie mówi. Wiem, ze masz skłonność do flirtowania z innymi dziewczynami, ale to już przesada. jeszcze zbliżeni, szepczący coś, no i ta ręka. Nigdy tak nie przesadzałeś!
-Może już zostawię was samych-chciałam się stamtąd jak najszybciej ulotnić. Chciałam uciec od Nicka, jak najdalej,wstałam
-Nie, byłaś z nim to i mi może się wytłumaczysz?! Co z nim robiłaś?! OD jak dawna???!!!
-Ej, jej w to nie wplątuj-złapał mnie za ramię i pociągnął w dół, abym usiadła, podszedł do niej i wyszeptał coś.
-Och, przepraszam.-powiedziała i wyszła
-Co to było?-zapytałam
-Moja dziewczyna, nie martw się nią. Ma lekką paranoję-no ja jej się nie dziwie, mieć takiego chłopaka... i jeszcze zastać go z inna dziewczyną
-Ciekawe czemu-powiedziałam z sarkazmem
-Nie dziwisz sie jej?-zapytał
-nie-powiedziałam i upiłam łyk kawy-
-Dlaczegóżto?
-Sorry, ale przyszedłeś do mnie ot tak usiadłeś, przedstawiłeś sie i jak nigdy-nic i gadałeś. Jeszcze złapałeś meni za rękę!-upiłam kolejny łyk i odłożyłam kawę. Znów meni złapał za rękę
-Ja ciebie znam, nie wiem jak ty. Chciałaś żebym nie puszczał co nie?-zapytał,puścił oczko nie o to mi chodziło...
-Nie znam cię. Puść!
-Oj, kobieta zmienną jest.-powiedział,wypuścił, dokończyłam kawę i wstałam
-Już idziesz? Myślałem ze dłużej pogadamy?
"Pogadamy" to nazywasz gadaniem?! Czemu ja spotykam takich ludzi -,-
-Ej, fochnęłaś się? Odprowadzę cie-zaproponował
-Zostaw mnie w spokoju!-powiedziałam, wzięłam torbę i wyszłam.
Oglądnęłam się do tyłu, chciałam wiedzieć,ze za mną nie idzie. Bałam sie go, jeszcze gorzej od Drake'a... Drake był nieszkodliwy i ZNAŁAM GO, a nie tak jak co niektórzy...
Nie szedł za mną, odetchnęłam z ulgą.
-Oj przepraszam-powiedziałam, zagapiłam się i wpadłam na kogoś
-...hej-powiedział MAX, to na jego wpadłam, ale on na mnie też
-Cześć-powiedziałam, nie wiedziałam co mu mam powiedzieć.
-Chodź musimy pogadać-poczułam woń alkoholu
-Jesteś pijany?-zapytałam
niedziela, 17 listopada 2013
Rozdział 19
Byłam przed tym budynkiem, który wcale nie przypominał knajpy. Może się ta pani pomyliła. Przecież sama mówiła że nie jest tutejsza. Ale weszłam.
Był tłok, ale zauważyłam Maxa, chciałam do niego podejść, przytulić sie jak dawniej...
Zauważyłam że nie był sam, siedział przy stoliku tyłem do mnie z dziewczyną. Trzymał ja za ręcę. Zostałam przy drzwiach. Zadzwoniłam do niego, chce się upewnić, ze to on, bo na 100% pewna nie byłam. W głębi serca chciałabym aby nie odebrał. Jednak wyjął z marynarki telefon i coś tłumaczył tej dziewczynie, ta pokiwała głową i uśmiechnęła sie słabo.
-Max Evans słucham?
-Hej, mówiłeś że mamy spotkać się o 12, gdzie jesteś?-spytałam już po polsku
-Przepraszam nie dam rady, zrozum to wreszcie! Jestem w wytwórni, nagrywam piosenkę!Jestem zmęczony Ja pracuję! A ty?-powiedział juz spokojniej. W wytworni?! Fajnie i jaki jest zajęty....
-Stoję za tobą-powiedziałam tylko
-Co?-odwrócił głowę i napotkał moje spojrzenie.
Nie odpowiadałam, rozpłakałam się. Podszedł do mnie.
-fajną masz prace, nie powiem!-prawie krzyczałam, ale nikt nie zwracał na nas uwagi
Wytarł moją łzę swoim rękawem, przytulił mnie, ale go odepchnęłam
-Ej, nie przy ludziach, chodź odwiozę cię. Pogadamy
-Jenna poczekasz?-spytał się tej dziewczyny. Jenna, czyli to ona. Oczko w głowie MOJEGO Maxa, mojego chłopaka...
Pokiwała głową.
-Jak się tu znalazłaś?-zapytał, nagle chciało mu się ze mną gadać...
-Przyleciałam-nie chciałam z nim gadać, ale musiał mi wytłumaczyć parę rzeczy
-Gdzie tak w ogóle mieszkasz?
-Sama dam radę dojść-odepchnęłam go w poszłam dalej
-To nie jest tak jak wygląda-krzyknął za mną
-Tak-podeszłam-więc jak to wygląda?
-Nie jestem z nią. Jest moją menadżerką
-Oczywiście, każda menadżerkę trzyma sie za ręce, umawia w knajpce i u ciebie na kolację!
-Skąd wiesz? Pracuję z nią i musiałem coś obgadać!
-Nie wierze ci.
-Proszę, pogadajmy!
Poszłam, uciekłam zapłakana. Jednak myliłam się Jenna nie jest tylko menadżerką. A Max niech się przynajmniej przyzna... Byłoby mi lżej. Może...
*Max*
-Hej, przepraszam za nią-powiedziałem, musiałem jej coś wymyślić
-Kto to był?-jednak to pytanie padło, wiedziałem że czy prędzej czy później zapyta, ale miałem nadzieję ze później
-Siostra
-Woow, ciekawe bo z tobą nie mieszka. Nic o niej nie wspominałeś. Jedynak, tak masz zapisane
-Przyrodnia, wiesz, ze moi rodzice się rozeszli.-mogłem ten fakt wykorzystać i zrobię to, przecież potrafię
-No i?
-Ona jest chora.
-No oczywiście, źle się poczuła i przyszła zapłakana do braciszka
-nie chcę o tym tutaj gadać
-Nie no powiedz, już się zagubiłeś w kłamstwach co?
-jest moją siostrą, przyrodnią, kocham ją, jest chora, chora psychicznie. Ma schizofrenie, leczy się od paru lat. Ma urojenia
-Max ja-była zakłopotana, ale uwierzyła.
-Nie mówmy juz o tym, ok?-przerwałem jej, nie chciałem o tym gadać.
-Ale co jest?
-Proszę cię nie-powiedziałem, nie chciałem dalej gadać.-możemy dokończyć jeść?
-Jasne-odpowiedziała, chyba sie nabrała...
***
Wróciłam do domu, było otwarte, ale pamiętam jak zamykałam. Jestem pewna.
-Bella?-spytał George, nic nie mówił, że przyjedzie
Nie chciałam odpowiadać, nie chciałam żeby widział mnie w takim stanie
-Hej, czekaj! Co się stało?
-Nic-odpowiedziałam, nie chciałam tłumaczyć
-Powiedz, wiesz że nikomu nie wygadam. Mów-powiedział i uśmiechnął się
-Potem-wykrztusiłam
-Okey. Ale powiesz, będzie ci lżej.-pokiwałam głową i poszłam na górę wziąć kąpiel. musiałam się uspokoić
Byłam załamana, od dawna pewnie ma inną, może od zawsze kiedy byliśmy razem, już ona była.
Połowę czasu spędziłam w łazience siedząc w kącie i płacząc, puściłam wodę, aby nie było słychać . I po raz pierwszy od dawna wzięłam do ręki moją przyjaciółkę, psycholog sądziła że fałszywa, krzywdząca mnie. Mówiła żebym sie z nią na zawsze rozstała, ale to ona mnie pociesza, zawsze. Wiem ze obiecałam Claudii tego nie robić, ale po prostu nie mogłam, nie dałam rady...
***
-Chcesz herbatę?
-jak robisz sobie to zrób i mi.
-Przepraszam ze tak przyjechałem i wszedłem do domu
-Nie no weź, to jest twój dom-odpowiedziałam z naciskiem na twój.
-Taak, ale ty w nim teraz mieszkasz.
-I?
-Stęskniłem sie za tobą i przyjechałem. -uśmiechnęłam się, żartował-Słyszałaś o bracie tej koleżanki mojego brata dziewczynie?
-Co?
-Drake Morgan, mówi ci to coś?
-Brat Megan-odpowiedziałam
-No wiesz może coś jeszcze?
-Yyy niezbyt
-O to ja ci powiem, taak po pierwsze jest gejem, po drugie jest zakochany w tej samej osobie co jego siostra. A po 3 jest nieziemsko przystojny
-Gejem?-zdziwiłam sie, podał mi herbatę-Nie jest tak strasznie przystojny
-Nie? To co? Jest o wiele bardziej przystojny niż ja-stwierdził
-Yyy nie, nieprawda. Uwierz mi.
-Uuu pochlebiasz mi.To co takiego mam ja czego on nie ma?
-Uwierz mi, po prostu tak. Co ty też się zakochałeś
-Taak-powiedział chyba szczerze
-W nim?-nie chciałam aby zakochał sie w nim...
-Weź przestań, ja gejem nie jestem. Wiem w kim jest zakochany on i ta Megan
-Noo mów...
-W takim mega przystojnym według pewnej Belli, Georgu
-Że w tobie?-nie uwierzyłam
-Nie w Kubusiu Puchatku
-Fajnie.
-Na serio, wtedy będzie ci lżej, jeśli nie chcesz powiedzieć mi powiedz komuś innemu, nawet do lustra. Uwierz mi.-powiedział już na poważnie
-Nie dam rady powiedzieć tego
-Chociaż spróbuj, proszę
-Chcesz wiedzieć?
***
Powiedziałam mu, i na prawdę było mi po tym lżej. Mogłam powiedzieć mu przed kolejnym pocięciem się, wtedy bym tego pewnie nie zrobiła. Pewnie...
-Jak go spotkam to nie wiem co mu zrobię
-Zostaw go, moze na prawdę to tylko menadżerka
-Nie sądzę, uważaj na siebie proszę.
Pokiwałam głową.
-Dziękuję-powiedziałam i przytuliłam go.-Wiesz co jest najgorsze? Dałabym za niego ręke uciąć!
-I co teraz?
-teraz bym sobie ręki nie miała.
-Nie przejmuj się nim, on nie jest ciebie wart!
Był tłok, ale zauważyłam Maxa, chciałam do niego podejść, przytulić sie jak dawniej...
Zauważyłam że nie był sam, siedział przy stoliku tyłem do mnie z dziewczyną. Trzymał ja za ręcę. Zostałam przy drzwiach. Zadzwoniłam do niego, chce się upewnić, ze to on, bo na 100% pewna nie byłam. W głębi serca chciałabym aby nie odebrał. Jednak wyjął z marynarki telefon i coś tłumaczył tej dziewczynie, ta pokiwała głową i uśmiechnęła sie słabo.
-Max Evans słucham?
-Hej, mówiłeś że mamy spotkać się o 12, gdzie jesteś?-spytałam już po polsku
-Przepraszam nie dam rady, zrozum to wreszcie! Jestem w wytwórni, nagrywam piosenkę!Jestem zmęczony Ja pracuję! A ty?-powiedział juz spokojniej. W wytworni?! Fajnie i jaki jest zajęty....
-Stoję za tobą-powiedziałam tylko
-Co?-odwrócił głowę i napotkał moje spojrzenie.
Nie odpowiadałam, rozpłakałam się. Podszedł do mnie.
-fajną masz prace, nie powiem!-prawie krzyczałam, ale nikt nie zwracał na nas uwagi
Wytarł moją łzę swoim rękawem, przytulił mnie, ale go odepchnęłam
-Jenna poczekasz?-spytał się tej dziewczyny. Jenna, czyli to ona. Oczko w głowie MOJEGO Maxa, mojego chłopaka...
Pokiwała głową.
-Jak się tu znalazłaś?-zapytał, nagle chciało mu się ze mną gadać...
-Przyleciałam-nie chciałam z nim gadać, ale musiał mi wytłumaczyć parę rzeczy
-Gdzie tak w ogóle mieszkasz?
-Sama dam radę dojść-odepchnęłam go w poszłam dalej
-To nie jest tak jak wygląda-krzyknął za mną
-Tak-podeszłam-więc jak to wygląda?
-Nie jestem z nią. Jest moją menadżerką
-Oczywiście, każda menadżerkę trzyma sie za ręce, umawia w knajpce i u ciebie na kolację!
-Skąd wiesz? Pracuję z nią i musiałem coś obgadać!
-Nie wierze ci.
-Proszę, pogadajmy!
Poszłam, uciekłam zapłakana. Jednak myliłam się Jenna nie jest tylko menadżerką. A Max niech się przynajmniej przyzna... Byłoby mi lżej. Może...
*Max*
-Hej, przepraszam za nią-powiedziałem, musiałem jej coś wymyślić
-Kto to był?-jednak to pytanie padło, wiedziałem że czy prędzej czy później zapyta, ale miałem nadzieję ze później
-Siostra
-Woow, ciekawe bo z tobą nie mieszka. Nic o niej nie wspominałeś. Jedynak, tak masz zapisane
-Przyrodnia, wiesz, ze moi rodzice się rozeszli.-mogłem ten fakt wykorzystać i zrobię to, przecież potrafię
-No i?
-Ona jest chora.
-No oczywiście, źle się poczuła i przyszła zapłakana do braciszka
-nie chcę o tym tutaj gadać
-Nie no powiedz, już się zagubiłeś w kłamstwach co?
-jest moją siostrą, przyrodnią, kocham ją, jest chora, chora psychicznie. Ma schizofrenie, leczy się od paru lat. Ma urojenia
-Max ja-była zakłopotana, ale uwierzyła.
-Nie mówmy juz o tym, ok?-przerwałem jej, nie chciałem o tym gadać.
-Ale co jest?
-Proszę cię nie-powiedziałem, nie chciałem dalej gadać.-możemy dokończyć jeść?
-Jasne-odpowiedziała, chyba sie nabrała...
***
Wróciłam do domu, było otwarte, ale pamiętam jak zamykałam. Jestem pewna.
-Bella?-spytał George, nic nie mówił, że przyjedzie
Nie chciałam odpowiadać, nie chciałam żeby widział mnie w takim stanie
-Hej, czekaj! Co się stało?
-Nic-odpowiedziałam, nie chciałam tłumaczyć
-Powiedz, wiesz że nikomu nie wygadam. Mów-powiedział i uśmiechnął się
-Potem-wykrztusiłam
-Okey. Ale powiesz, będzie ci lżej.-pokiwałam głową i poszłam na górę wziąć kąpiel. musiałam się uspokoić
Byłam załamana, od dawna pewnie ma inną, może od zawsze kiedy byliśmy razem, już ona była.
Połowę czasu spędziłam w łazience siedząc w kącie i płacząc, puściłam wodę, aby nie było słychać . I po raz pierwszy od dawna wzięłam do ręki moją przyjaciółkę, psycholog sądziła że fałszywa, krzywdząca mnie. Mówiła żebym sie z nią na zawsze rozstała, ale to ona mnie pociesza, zawsze. Wiem ze obiecałam Claudii tego nie robić, ale po prostu nie mogłam, nie dałam rady...
***
-Chcesz herbatę?
-jak robisz sobie to zrób i mi.
-Przepraszam ze tak przyjechałem i wszedłem do domu
-Nie no weź, to jest twój dom-odpowiedziałam z naciskiem na twój.
-Taak, ale ty w nim teraz mieszkasz.
-I?
-Stęskniłem sie za tobą i przyjechałem. -uśmiechnęłam się, żartował-Słyszałaś o bracie tej koleżanki mojego brata dziewczynie?
-Co?
-Drake Morgan, mówi ci to coś?
-Brat Megan-odpowiedziałam
-No wiesz może coś jeszcze?
-Yyy niezbyt
-O to ja ci powiem, taak po pierwsze jest gejem, po drugie jest zakochany w tej samej osobie co jego siostra. A po 3 jest nieziemsko przystojny
-Gejem?-zdziwiłam sie, podał mi herbatę-Nie jest tak strasznie przystojny
-Nie? To co? Jest o wiele bardziej przystojny niż ja-stwierdził
-Yyy nie, nieprawda. Uwierz mi.
-Uuu pochlebiasz mi.To co takiego mam ja czego on nie ma?
-Uwierz mi, po prostu tak. Co ty też się zakochałeś
-Taak-powiedział chyba szczerze
-W nim?-nie chciałam aby zakochał sie w nim...
-Weź przestań, ja gejem nie jestem. Wiem w kim jest zakochany on i ta Megan
-Noo mów...
-W takim mega przystojnym według pewnej Belli, Georgu
-Że w tobie?-nie uwierzyłam
-Nie w Kubusiu Puchatku
-Fajnie.
-Na serio, wtedy będzie ci lżej, jeśli nie chcesz powiedzieć mi powiedz komuś innemu, nawet do lustra. Uwierz mi.-powiedział już na poważnie
-Nie dam rady powiedzieć tego
-Chociaż spróbuj, proszę
-Chcesz wiedzieć?
***
Powiedziałam mu, i na prawdę było mi po tym lżej. Mogłam powiedzieć mu przed kolejnym pocięciem się, wtedy bym tego pewnie nie zrobiła. Pewnie...
-Jak go spotkam to nie wiem co mu zrobię
-Zostaw go, moze na prawdę to tylko menadżerka
-Nie sądzę, uważaj na siebie proszę.
Pokiwałam głową.
-Dziękuję-powiedziałam i przytuliłam go.-Wiesz co jest najgorsze? Dałabym za niego ręke uciąć!
-I co teraz?
-teraz bym sobie ręki nie miała.
-Nie przejmuj się nim, on nie jest ciebie wart!
środa, 13 listopada 2013
Rozdział 18
Postanowiłam zadzwonić do Claudii i Maxa, jednak najpierw zadzwoniłam do przyjaciółki
-tak słucham-powiedział damski głos, ale nie Caludii
-Kto mówi?-spytałam
-Jestem współlokatorką Claudii, zaraz przyjdzie. Bella?
-Taak-zaczęłam się bać. Ostatnio żyje strachem o wszystko... Przez Drake
-Claudia o tobie wiele mówiła. A tak w ogóle jestem Pauline-wydawała sie być sympatyczna
-Miło cię poznać. Jak tam się z nią wytrzymuje?-spytałam
-A wiesz ze nawet dobrze? Daje Claudię
-Tak?-powiedziała
-Claudia!-krzyknęłam
-Bells! Co tam?
-Nic, jestem w Londynie.
-Już?!-spytała-Gdzie?!
-W meszkaniu Georga
-W sensie źe dom? Brudno. wszystko położone w jednym, ledwo znalazłaś łóżko c'nie?
-Właśnie nie, jest porządek, nie znajdziesz anie milimetra kurzu.
-Widzę że przeszedł już test białej rękawiczki-gdzie jesteś przyjadę do ciebie. jestem ciekawa. mogę wziać ze sobą Pauline? wiele przeszła..
-No pewnie, wydaje sie być miła.
Podałam adres i powiedziała, ze będą za jakieś 20 minut. Zdąze zadzwonić do Maxa.
-Max Evans, słucham?-usłyszałam jego głos, nic sie nie zmienił
-hej, tu Bella. Kojarzysz mnie może jeszcze?-przypomniałam sobie jak do niego dzwoniłam, w sumie nie ja tylko Jenna...-jestem w Londynie, spotkamy się?
-Nie mam teraz czasu.-rozłączył sie, ale rozumiałam go. praca...
Poszłam wziąć krótki prysznic, który zauważyłam w łazience jednego z pokoi.
przebrałam się
Usłyszałam pukanie.pewnie Caludia i Pauline, poleciałam ptworzyć drzwi. Dziwne, że same nie weszły.
-Bella? To jest mieszkanie Georga?! Too nie jest w ogóle nawet mieszkanie!
-Taa, moja reakcja była taka sama, nie wystraszcie się...-otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam je.
-tak słucham-powiedział damski głos, ale nie Caludii
-Kto mówi?-spytałam
-Jestem współlokatorką Claudii, zaraz przyjdzie. Bella?
-Taak-zaczęłam się bać. Ostatnio żyje strachem o wszystko... Przez Drake
-Claudia o tobie wiele mówiła. A tak w ogóle jestem Pauline-wydawała sie być sympatyczna
-Miło cię poznać. Jak tam się z nią wytrzymuje?-spytałam
-A wiesz ze nawet dobrze? Daje Claudię
-Tak?-powiedziała
-Claudia!-krzyknęłam
-Bells! Co tam?
-Nic, jestem w Londynie.
-Już?!-spytała-Gdzie?!
-W meszkaniu Georga
-W sensie źe dom? Brudno. wszystko położone w jednym, ledwo znalazłaś łóżko c'nie?
-Właśnie nie, jest porządek, nie znajdziesz anie milimetra kurzu.
-Widzę że przeszedł już test białej rękawiczki-gdzie jesteś przyjadę do ciebie. jestem ciekawa. mogę wziać ze sobą Pauline? wiele przeszła..
-No pewnie, wydaje sie być miła.
Podałam adres i powiedziała, ze będą za jakieś 20 minut. Zdąze zadzwonić do Maxa.
-Max Evans, słucham?-usłyszałam jego głos, nic sie nie zmienił
-hej, tu Bella. Kojarzysz mnie może jeszcze?-przypomniałam sobie jak do niego dzwoniłam, w sumie nie ja tylko Jenna...-jestem w Londynie, spotkamy się?
-Nie mam teraz czasu.-rozłączył sie, ale rozumiałam go. praca...
Poszłam wziąć krótki prysznic, który zauważyłam w łazience jednego z pokoi.
przebrałam się
Usłyszałam pukanie.pewnie Caludia i Pauline, poleciałam ptworzyć drzwi. Dziwne, że same nie weszły.
-Bella? To jest mieszkanie Georga?! Too nie jest w ogóle nawet mieszkanie!
-Taa, moja reakcja była taka sama, nie wystraszcie się...-otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam je.
-Cześć-powiedziałam do Pauline. Nie spodziewałam się. Była prześliczna. Dla takiej urody można zabić.
-No hej, ten dom jest piękny, ale mnie trochę przeraża
-Nie tylko ciebie-powiedziała Claudia
-Nie tylko was-dodałam
-A powiedzieć, że nie mogłam z tobą wytrzymać w szkole
-Nie martw się, ja z tobą też. widziałaś Maxa?
-W telewizji, ale nie sądzę żeby nadal był grzecznym miłym chłopcem-powiedziała z powagą. Tym razem nie żartowała.
-Że jak to?
-Daj laptopa
***
-Po prostu zmienił wygląd, nic wielkiego-odpowiedziałam, ale w głębi mojego serca coś pękło.
-Miejmy nadzieję. Jakie masz plany na dziś?-zapytały. Ale w głowie miałam nadal jego obraz...
-Brak, może potem pójdę pogadać z Maxem, adres mam, więc...
-To potem, ale na zakupy zdążysz c;nie-zapytała Pauline
-Wiecie co, pewnie że nie. lecę po torebkę
Zdążyłam wypakować i położyć najpotrzebniejsze rzeczy do niej, więc teraz tylko ja wzięłam
-Już? Idziemy?
-Yeep. A jeszcze takie pytanie, potem chcesz sama iść do Maxa?-zaniepokoiła się
-Nomć, ale najpierw do niego zadzwonię. Znów, może odbierze...
-A co?
-No odbierał,ale się zaraz rozłączał-odpowiedziałam
***
Wrócilśmy, odprowadziliśmy Pauline, a teraz siedzieliśmy razem
-Zadzwoń do Maxa, teraz-powiedziała. Ale ja nie byłam pewna
-no dobra-wybrałam numer i czekałam...
-Max Evans, słucham?
-Max? Masz chwilę?
-Niezbyt, a co?-odpowiedział chłodno
-Chce pogadać?
-Jutro o 12, mam 10 minut wolne. Czesć.-Rozłączył sie.
Jak ja niby mam z nim pogadać w 10 minut?!
-I co?-spaytała
-Jutro o 12. 10 minut...
-A gdzie?
-Nie mam pojęcia....
***
NASTĘPNEGO DNIA
Zamknęłam drzwi, miałam zamiar isć do domu Maxa, bo niby gdzie indziej mielibyśmy się spotkać. Nie wie, gdzie mieszkam, nawet pewnie nie wie kto to George, pewnie tylko kojarzy Eda. Ed, dawno z nim nie miałam kontaktu, zawsze co najmniej raz w tygodniu dzwonił, ale zazwyczaj codziennie.Teraz Alice jest, a przyjaciółka go nie obchodzi. Pewnie nawet nie wie gdzie jestem, jeżeli George mu nie powiedział.
Zauważyłam dom, w którym mieszka Max, słychać było muzykę. Zazdzwoniłam do bramki
-Taak?-zapytał ktoś
-Jest Max?
-Nie
-A gdzie jest?
-A kto mówi?-jak ja nie lubie gdy ktoś odpowiada na pytanie pytaniem. Postanowiłam mu się odwdzięczyć tym samym
-A kto jest w jego domu?
-Okey, jest w knajpce "U Josha"
Poszłam, nie widziałam gdzie. Postanowiłam się kogoś spytać. Pewnie to nie daleko. Była za 10 12.
-Przepraszam wie pan gdzie jest knajpka "U Josha"?
Nawet nie odpowiedział.jacy mili mieszkańcy. Próbowałam dalej
-Przepraszam?
-tak słonko-odpowiedziała starsza pani
-Może pani wie gdzie jest knajpka "U Josha"
-Wiem, ale nie potrafię wytłumaczyć, zaprowadziłabym cię. Mieszkam niedaleko, pomogłabyś mi z zakupami co?
-Oczywiście. dziękuję pani.
Wzięłam od niej torbę, była cięższa niż mi się zdawało
-Mój wnuk miał tutaj 15 urodziny-zwierzyła mi się
-A to daleko?-zapytałam, jeśłi mam ciągnąć tą torbę przez pół Londynu to nie wiem co zrobię. Ale jej nie pozwolę nieść tego ciężaru...
-Nie, nie opłacałoby się jechać autobusem lub taksówką. Spacer jest zdrowszy. Nie jesteś stąd-To nie było pytanie,stwierdziła
-Tak, wczoraj przyjechałam, jestem pierwszy raz
-Ja też nie stąd przyleciałam do wnuka, bo syn zachorował, a matki już nie ma.
-A co sie stało?-zapytałam, miałam nadzieję ze nic złego
-Odeszła, bez słowa. Zostawiła mojego syna z dzieckiem 2-letnim. Wychowywał się bez matki. Jest nieufny, dużo przeszedł, ale to dobry dzieciak.
-Rozumiem-powiedziałam, rodzice Maxa...
-Skąd jesteś, masz dziwny akcent, taki znajomy, ale pewnie nikt z Anglików by nie rozpoznał
-Z Polski
-O, dużo Polaków w tej Angli, głównie za pracą. Ty też?
-Nie, przyjechałam tu się uczyć
-Tak, tutaj jest wyższy poziom niż w Polsce
-Skąd pani wie?
-Dziecko, ja też jestem z Polski
-Ale ciężko poznać, dobrze pani mówi po angielsku-zdziwiłam się ze nie zaczęła mówić po polsku
-uczyłam się, aby kontaktować się z wnukiem, umie po polsku, ale nie płynnie. A rozmawiać z nim trzeba. O popatrz, ja już idę w swoją stronę. ta knajpka jest tam, widzisz pomarańczowy budynek-wskazała palcem
-Może pomogę jeszcze?
-Nie, dziecko już dużo mi pomogłaś, powiedzmy że mój syn nie jest ufny i nawet taka niewinna dziewczyna pomagająca mi jak ty wzbudziłaby jego podejrzenia. Po stracie żony stał się taki. Ufał jej, wszystko jej mówił, a ona odeszła, tak po prostu-byłam zdziwiona jej, że aż tyle mi powiedziałą, ale rozumiałam ją, chciała się komuś zwierzyć.
Oddałam jej torbę i pożegnałam się z nią.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Rozdział 17
-Dobry wieczór, mógłby mnie an zawieżć pod ten numer-zapytałam gościa w taksówce. Doszłam do wniosku, że taksówkarz powinien wiedzieć gdzie jest dana ulica,dom
-Tak, znam te okolice.
Jechaliśmy sporo czasu, odlądałam okolicę. Pięknie tam było
Włączył radio, zapowiadali piosenkę Maxa. Znów ją słyszę w radiu. Jest sławny, ale to mnie nie obchodzi, chce być przy nim. Sława była jego marzeniem.
-Co tu robisz?-usłyszałam znajomy głos, gdy wkładałam klucz do zamka, aż podskoczyłam. Gdzieś go już słyszałam-Bella? Wiedziałem ze przyjedziesz, George mi powiedział
-Hej, co tutaj robisz?-Niall, znów go widzę. Uśmiechnęłam się
-Yyy mieszkam?
-Tutaj?! Czyli jednak pomyliłam domy. Przepraszam...
-Nie, jestem, no będę twoim sąsiadem. Fajnie co? Mieszkam pod 39
-Och, czyli to jest dom Georga-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
-Tak, a co nie spodziewałaś się takiego budynku?
-Szczerze mówiąc nie.-odpowiedziałam
-Okey, zostawię ciebie samą, nie boisz się c'nie?
-No niezbyt-powiedziałam, chociaż bałam się. Nawet nie wiem czego, ale byłam przerażona
-Nikogo nie ma, jak coś to dzwoń, albo wpadaj-podał mi karteczkę z numerem.Muszę iść pa
-Dzięki, cześć-przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi.
Weszłam, zapaliłam światło. Było tam przepięknie *_*
ogrzewanie chyba było zawsze włączone, bo było ciepło. Bradzo.
Miałam ochote zajrzeć do każdego z pokojów, zobaczyć jak tam jest, ale nie miałam na nic siły.
Weszłam po ciemku do jakiegoś pokoju, chyba salonu, zostawiłam walizki i zasnęłam na kanapie
***
Obudził mnie telefon, dzwonił George
-Hej, jak ci się podoba dom?
-Super, ale nawet nie wiem jak wygląda w środku...
-Nie te klucze? Było dzwonić! Idź do Nialla, mieszka obok...
-Ej, nie, po prostu nie miałam siły, aby nawet sie rozglądnąć, coś wypakować. Weszłam położyłam się na jakąś kanapę i zasnęłam. Tak po prsotu
-Weź, nastraszyłaś mnie.-powiedział, to z taką jakby.. ulgą...-Zostawiam ciebie samą. Możesz robić co chcesz. Lodówka powinna być zapełniona,Tylko weź mi domu nie rozwal okey?
-Wiesz co? Ciężko będzie, ale może mi się uda...
-Haha, pa
-Pa-rozłączyłam się .Rozglądnełam po pomieszczeniu w którym spałam...
Własna łazienka. I to jaka.
Czułam się jak w niebie... Tylko trochę się bałam innych pomieszczeń. I nadal nie znalazłam kuchni.
***
Inne pokoje były przytulne, ale ja już swój wypatrzyłam. I znalazłam kuchnię, jak George obiecywał lodówka była pełna...
-Tak, znam te okolice.
Jechaliśmy sporo czasu, odlądałam okolicę. Pięknie tam było
Włączył radio, zapowiadali piosenkę Maxa. Znów ją słyszę w radiu. Jest sławny, ale to mnie nie obchodzi, chce być przy nim. Sława była jego marzeniem.
-To tutaj-powiedział taksówkarz, wyszłam, zapłaciłam
-A gdzie dokładniej?-spytałam przez okno,nie widziałam na który budynek pokazuje
-Tutaj drugi od lewej-powiedział, i odjechał. Super, ale na szczęście miałam numer budynku. 38.
Zauważyłam budynek z nr 37, był ogromny,a ten obok jeszcze większy, i to ten na którym powinien wisieć nr 38 Pociągnęłam za klamkę drzwi bramy, ku mojemu zdziwieniu była otwarta.
Weszłam, obok drzwi wisiał numer, ten numer. To była ta ulica, której nazwa widniała na karteczce.
Miałam ochotę zadzwonić do Georga i powiedzieć mu, że pomylił adresy, ale doszłam do wniosku, ze najpierw sprawdzę czy klucze pasują, chociaż szczerze w to wątpiłam
Włożyłam je do drzwi. To nie mogą być te. Skąd George miałby tyle pieniędzy na TAAAKI dom? To w sumie nie był zwykły dom. Był przepiękny, jak z bajki.
-Hej, co tutaj robisz?-Niall, znów go widzę. Uśmiechnęłam się
-Yyy mieszkam?
-Tutaj?! Czyli jednak pomyliłam domy. Przepraszam...
-Nie, jestem, no będę twoim sąsiadem. Fajnie co? Mieszkam pod 39
-Och, czyli to jest dom Georga-bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
-Tak, a co nie spodziewałaś się takiego budynku?
-Szczerze mówiąc nie.-odpowiedziałam
-Okey, zostawię ciebie samą, nie boisz się c'nie?
-No niezbyt-powiedziałam, chociaż bałam się. Nawet nie wiem czego, ale byłam przerażona
-Nikogo nie ma, jak coś to dzwoń, albo wpadaj-podał mi karteczkę z numerem.Muszę iść pa
-Dzięki, cześć-przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi.
Weszłam, zapaliłam światło. Było tam przepięknie *_*
ogrzewanie chyba było zawsze włączone, bo było ciepło. Bradzo.
Miałam ochote zajrzeć do każdego z pokojów, zobaczyć jak tam jest, ale nie miałam na nic siły.
Weszłam po ciemku do jakiegoś pokoju, chyba salonu, zostawiłam walizki i zasnęłam na kanapie
***
Obudził mnie telefon, dzwonił George
-Hej, jak ci się podoba dom?
-Super, ale nawet nie wiem jak wygląda w środku...
-Nie te klucze? Było dzwonić! Idź do Nialla, mieszka obok...
-Ej, nie, po prostu nie miałam siły, aby nawet sie rozglądnąć, coś wypakować. Weszłam położyłam się na jakąś kanapę i zasnęłam. Tak po prsotu
-Weź, nastraszyłaś mnie.-powiedział, to z taką jakby.. ulgą...-Zostawiam ciebie samą. Możesz robić co chcesz. Lodówka powinna być zapełniona,Tylko weź mi domu nie rozwal okey?
-Wiesz co? Ciężko będzie, ale może mi się uda...
-Haha, pa
-Pa-rozłączyłam się .Rozglądnełam po pomieszczeniu w którym spałam...
Poszłam w poszukiwaniu kuchni. Byłam głodna.
Ten dom był urządzony, ale piękny. Cudowny, zawsze chciałam w takim mieszkać. Teraz będę miała okazję.
Weszłam na górę.
Znalazłam pokój idealny.
Obok były drugie drzwi
Własna łazienka. I to jaka.
Czułam się jak w niebie... Tylko trochę się bałam innych pomieszczeń. I nadal nie znalazłam kuchni.
***
Inne pokoje były przytulne, ale ja już swój wypatrzyłam. I znalazłam kuchnię, jak George obiecywał lodówka była pełna...
niedziela, 10 listopada 2013
Rozdział 16
Nie złoszczę się na ludzi, których interesuje moje życie prywatne, ja im współczuje, ze nie mają własnego...
-Auć-powiedział Jake-Uwazaj ciebie też to czeka.
Miałam już wzór, zaraz kończył tatuaż Jacoba...
Bałam sie, ale chciałam go mieć
-Skończone-powiedział po pewnym czasie
-Już?
Spodziewałam się ze bedzie dłużej, miałam cały czas zaciśnięte oczy, bolało...
***
W drodze do domu zauważyłam znów Megan z chłopakiem, z tym samym. Przed moim domem
Miałam ochotę do nich podejść, nie wiem czemu. Po-współczuć dla jej chłopaka...?
-Heej-powiedziała Megan pierwsza
-Co? i jak się podoba wam mój dom?
-jest nawet spoko-odpowiedział jej chłopak. Kojarzyłam ten głos, To był ON. ON do mnie dzwonił.
Głos miał identyczny
-Znamy się?-zapytałam-Kojarzę twój głos
Może się przyzna, przed Megan....
-Nie sądze księżniczko.
-Widziałam-westchnęłam, ale ni sądziłam że się przyzna
-jestem Drake-przedstawił się
-Jak tam twój chłopak?-spytała Megan
-A bardzo dobrze, wiesz?
-Jesteś pewna... W Polsce kręcisz z Georgem, udajesz przed Alice, ze chodzisz ze swym bratem, a w Anglii z pewnym Maxem. -jak ona się o tym dowiedziała?spojrzała prosto w moje oczy-Skarbie wiem więcej, niż możesz sobie wyobrazić.
Po tych słowach odeszła, tak po prostu. Ale skąd ona może to wiedzieć???
***
-Idziesz-spytałam się Jacoba, przez niego się spóźnimy
-Nie, czołgam się. No pewnie ze idę. Lecisz pierwszą klasą
-Nie wiem? A gdzie to pisze?-zaczęłam panikować
-O matko, z kim ja zyje!?
-Z taką jedną...-odpowiedziałam ale nei dokończyłam
-Dokończ
-Po co i tak mnie nie słuchasz?
-No w sumie prawda.
-Ej, no nie mogłeś zaprzeczyć?! Zniszczyłeś atmosferę
-A była jakaś?-zapytał
-Leć, bo odleci bez ciebie
-A to już?Paaa-przytuliłam się
-Właśnie odlatuje-próbował mnie nastraszyc. Nie udało mi się-Będę tęsknić
Brzmiało, jakby to było wymuszone, ale cóż
-Ja, też. Wiem, ze nie odlatuje, mam jeszcze pół godziny
-Nie
-Tak, przestawiłam twój zegarek, patrz nad informacje-wskazałam palcem
-Własna siostra, no własna siostra mnie przechytrza, żeby raz na jakiś czas, ale nie ona musi prawie codziennie...
-Po prostu nie chciałam się spóźnić-odpowiedziałam nadal w niego wtulona- Megan już wie, że jesteś moim bratem. Nie wiem skąd
Wolałam od razu mu powiedzieć, niż żeby rozmawiał z Megan lub kimś innym i się okazało ze nic nie wie.
-Megan?
-Przyjaciółka Alice, była na jej urodzinach, taka brunetka, cały czas za nią łaziła...
-A, ma brata co nie? Drake???
-To jej brat?!-sądziłam cały czas że chłopak
-Yeep, a widziałaś jak Megan się śliniła do Georga
-Co?-spytałam totalnie zaskoczona, chociaż wszystkie lecą na niego...
Super, z tamtego dnia, z szczegółów pamiętałam tylko rozmowę ze starszym Smithem, i taniec z nim. Więcej nic szczegółowego...
-Taaak widać na co się zwracało uwagę
-No, to na co?
-Georga?-powiedział pytająco, jakby oczekiwał odpowiedzi...
Westchnęłam. Taa bo tylko on mi w głowie. To że się zaczęliśmy dogadywać nie znaczy że go aż TAK lubie.
***
-Za 10 minit lądowanie-usłyszałam głos pilota, zaraz trzeba będzie trzeba wyjść z lotniska i znaleźć dom Georga. Nawet nie wiem jak wygląda. Nie wie jaki jest, i czy w ogóle jest. czy da się tam mieszkać.
Zaczęłam się bać, że nie będę miała gdzie spać....
Mogłam sie go spytać jaki jest ten dom, jak go rozpoznac... Ale oczywiście mądra ja o tym zapomniała...
-Auć-powiedział Jake-Uwazaj ciebie też to czeka.
Miałam już wzór, zaraz kończył tatuaż Jacoba...
Bałam sie, ale chciałam go mieć
-Skończone-powiedział po pewnym czasie
-Już?
Spodziewałam się ze bedzie dłużej, miałam cały czas zaciśnięte oczy, bolało...
***
W drodze do domu zauważyłam znów Megan z chłopakiem, z tym samym. Przed moim domem
Miałam ochotę do nich podejść, nie wiem czemu. Po-współczuć dla jej chłopaka...?
-Heej-powiedziała Megan pierwsza
-Co? i jak się podoba wam mój dom?
-jest nawet spoko-odpowiedział jej chłopak. Kojarzyłam ten głos, To był ON. ON do mnie dzwonił.
Głos miał identyczny
-Znamy się?-zapytałam-Kojarzę twój głos
Może się przyzna, przed Megan....
-Nie sądze księżniczko.
-Widziałam-westchnęłam, ale ni sądziłam że się przyzna
-jestem Drake-przedstawił się
-Jak tam twój chłopak?-spytała Megan
-A bardzo dobrze, wiesz?
-Jesteś pewna... W Polsce kręcisz z Georgem, udajesz przed Alice, ze chodzisz ze swym bratem, a w Anglii z pewnym Maxem. -jak ona się o tym dowiedziała?spojrzała prosto w moje oczy-Skarbie wiem więcej, niż możesz sobie wyobrazić.
Po tych słowach odeszła, tak po prostu. Ale skąd ona może to wiedzieć???
***
-Idziesz-spytałam się Jacoba, przez niego się spóźnimy
-Nie, czołgam się. No pewnie ze idę. Lecisz pierwszą klasą
-Nie wiem? A gdzie to pisze?-zaczęłam panikować
-O matko, z kim ja zyje!?
-Z taką jedną...-odpowiedziałam ale nei dokończyłam
-Dokończ
-Po co i tak mnie nie słuchasz?
-No w sumie prawda.
-Ej, no nie mogłeś zaprzeczyć?! Zniszczyłeś atmosferę
-A była jakaś?-zapytał
-Leć, bo odleci bez ciebie
-A to już?Paaa-przytuliłam się
-Właśnie odlatuje-próbował mnie nastraszyc. Nie udało mi się-Będę tęsknić
Brzmiało, jakby to było wymuszone, ale cóż
-Ja, też. Wiem, ze nie odlatuje, mam jeszcze pół godziny
-Nie
-Tak, przestawiłam twój zegarek, patrz nad informacje-wskazałam palcem
-Własna siostra, no własna siostra mnie przechytrza, żeby raz na jakiś czas, ale nie ona musi prawie codziennie...
-Po prostu nie chciałam się spóźnić-odpowiedziałam nadal w niego wtulona- Megan już wie, że jesteś moim bratem. Nie wiem skąd
Wolałam od razu mu powiedzieć, niż żeby rozmawiał z Megan lub kimś innym i się okazało ze nic nie wie.
-Megan?
-Przyjaciółka Alice, była na jej urodzinach, taka brunetka, cały czas za nią łaziła...
-A, ma brata co nie? Drake???
-To jej brat?!-sądziłam cały czas że chłopak
-Yeep, a widziałaś jak Megan się śliniła do Georga
-Co?-spytałam totalnie zaskoczona, chociaż wszystkie lecą na niego...
Super, z tamtego dnia, z szczegółów pamiętałam tylko rozmowę ze starszym Smithem, i taniec z nim. Więcej nic szczegółowego...
-Taaak widać na co się zwracało uwagę
-No, to na co?
-Georga?-powiedział pytająco, jakby oczekiwał odpowiedzi...
Westchnęłam. Taa bo tylko on mi w głowie. To że się zaczęliśmy dogadywać nie znaczy że go aż TAK lubie.
***
-Za 10 minit lądowanie-usłyszałam głos pilota, zaraz trzeba będzie trzeba wyjść z lotniska i znaleźć dom Georga. Nawet nie wiem jak wygląda. Nie wie jaki jest, i czy w ogóle jest. czy da się tam mieszkać.
Zaczęłam się bać, że nie będę miała gdzie spać....
Mogłam sie go spytać jaki jest ten dom, jak go rozpoznac... Ale oczywiście mądra ja o tym zapomniała...
środa, 6 listopada 2013
Rozdział 15
Staliśmy przed Garażem, George otwierał drzwi
-To twój samochód?-spytałam
-Yeep. Nie podoba się?
-Odwrotnie. Jest super...
-Nie marz nawet o kierowaniu-powiedział. Haha, jaki on dziś zabawny...
-Nie mam prawa jazdy
-Tym bardziej ci nie pozwolę.Czemu nie masz?
-Nie mam 18 lat-odpowiedziałam. jakby nie wiedział
Jechaliśmy, nagle zauważyłam Megan, stała koło mojego domu, ale nie sama
-Wiem, podejme to ryzyko. Ale znasz droge? Nie zabłądzimy?-poszliśmy
-Wiesz co? Jest taka możliwość,ale wątpie
Byliśmy już przed drzwiami. Dziś, po wizycie jego rodziców jakoś dziwnie rozmawialiśmy... tak o niczym
-No to co? Znasz drogę powrotną
-Będę się uczył metodą prób i błędów, nie martw się. Mam zasięg jak cos.-roześmiał się, ja też...
-Jeszcze raz dziekuję...-zaczełam
-Weź przestań! Idę sobie pa!-powiedział i pobiegł do samochodu. Zatrzymał sie przy nim i pomachał.
Odmachałam
Uśmiechnęłam się, szczerze.Przy nim nie dało sie być smutną... :)
Odjechał, a ja usiadłam na schodach, tak po prostu. Megan się ulotniła. Nie chciało mi się wracać do domu. Postanowiłam zadzwonić do Claudii
-Hej, jak tam?-spytałam
-A ujdzie nawet, a tam?
-Jakoś leci, niedługo przyjeżdżam-powiedziałam
-pozwolili ci rodzice?-zapytała z niedowierzaneim
-Musiałaś pytać?-spytałam z pretensjami-a było tak fajnie... Nie no mam zarezerwowane bilety na za tydzień
-Będę czekać. Musisz zobaczyć taki jeden sklep...
-Z czym?-zaciekawiło mnie to
-Z Maxem
-Co?
-No rzeczy z Maxem, będziesz mogła potem jeść z niego, pić
-ahaaa
-A mieszkanie załatwiłaś?-jakbym nie pamiętała... Chociaż w sumie co chwila zapominałam.
-Wiesz, ze tak!
-Georga?
-Yhmm-odmruknęłąm. Dobrze było ją słyszeć-Wiesz kiedy będą wyniki?
-Pod koniec wakacji
-Czyli legalnie wyjadę pod koniec wakacji
-Legalnie?-zdziwiła się
-No z pozwoleniem rodziców...Kończe pa. Trzymaj się tam
-pa, ty też
Rozłączyłam sie i poszłam do domu
-Witaj Bello, widzę humor dopisuje-powiedziała
-Hej mamo
-Co tam ?
-Nawet dobrze-nie chciałam mówić o swoich planach, powiem dzień przed lub w ogóle tylko Jacobowi
-Czyli już nie chcesz jechać do Londynu? Szkoda, bilety sie zmarnują...
-Że co?Bilety? Mogę jechać?-spytałam . Nie chciało mi się wierzyć... To nie może być prawda
-Nie no jeżeli nie chcesz to nie... Może ktoś inny pojedzie
-Nie, chce jechać! Kiedy?
-Bilety oddał kolega z pracy ojca, na jutro
-Lecę się pakować
Roześmiała się.
Było coraz lepiej...
***
Poszłam do pokoju, ktoś próbował do mnie dzwonić, paręnaście razy. Spakowałam się.
Wziełam do ręki gitarę, zaczęłam grać. Znów zadzwonił, tym razem odebrałam
-Taak?
-Witaj księżniczko-był to facet, nie wiem kto, numer zastrzeżony, głosu nie kojarzę
-Kto mówi?-spytałam
-Pewna osoba. Jak tam George?-zaczęłam sie bać
-Kim jesteś?
-Widziałaś mnie, kiedyś, dziś, chcesz wiedzieć więcej?
-tak!?
-Oj to szkoda...
Rozłączył się. Bałam się. Co on chciał od Georga... chciałam do niego zadzwonić, ale niedawno od niego wróciłam i jeszcze jego rodzice tam są.
Nie ruszam się z domu za nic.
NASTĘPNEGO DNIA
-Wstawaj, dzisiaj kolejny piękny dzień do wkurzania mojej najukochańszej siostrzyczki
-Która jest?
-Szósta czasu polskiego, wstawaj kochana ma siostro nastał piękny dzień
Odwalało mu. Znów, i znów mnie budzi. Czasami mam go dosyć, ciekawe czemu???(sarkazm)
-No powiedz,że kochasz braciszka, to braciszek ci coś da
-Kocham cię, ale daj mi spać są wakacje, jest 6!
-A powiedz ładnie że mnie kochasz
-Gorzej ci?-spytałam.Ja chciałam spać, tym bardziej o tej godzinie
-Tak, moja miłość do siostry jest coraz większa, ona mnie przerasta
-No dobra, kocham cię..-dałam mu za wygraną. Niespodzianka c'nie? Dostałam sms-a.odczyatłam "dzisiaj cię jeszcze nie widziałem. Czemu???" Znów zaczęłam się bać. A już zdążyłam o tym zapomnieć..
-No dobra trzymaj bilet
-Aww dziękuje-powiedziałam i wzięłam go od niego
-Już ci się nie chce spać? Więc, może chcesz się ze mną gdzieś wybrać. Nudzi mi się..
-Matko, która kobieta z tobą wytrzyma
-Patrz jest taka jedna co całe swoje życie jest skazana na moje towarzystwo. I wiesz co, Ona ŻYJE
-Serio??? Bo się nie skapnęłam że to ja.... Weź, daj spać jest 6!
-Żartowałem jest 8, nie zauważyłaś?-spytał zdziwiony. -Czytałaś sms-a...To jedziesz???
- Nie chce mi się...
Nie chciałam wychodzić z domu. Ten ktoś mnie właśnie obserwuje. Czyli wie gdzie mieszkam i właśnie patrzy na mój dom... Chociaż wyjść razem z Jacobem...
Podbiegłam do okna. Nikogo nie zauważyłam, tylko ludzie spacerujący
-Kogo szukasz? Romea?
-Nie, tak tylko patrze, jednak z tobą pojadę...
-Super, bo chce zrobić tatuaż, zobaczysz jak się robi...
-A ja mogę?
Nie odpowiadał
-Kocham cię-powiedziałam, moze pomoże
-No to tak. Wrócimy, na twój lot
Juhu, zawsze podejmował decyzje, których ja nie mogłam. Jest cudowny <3
Wspominałam kiedyś, ze mam go dosyc??? Nie, komuś się przesłyszało, to nie byłam ja
-To twój samochód?-spytałam
-Yeep. Nie podoba się?
-Odwrotnie. Jest super...
-Nie marz nawet o kierowaniu-powiedział. Haha, jaki on dziś zabawny...
-Nie mam prawa jazdy
-Tym bardziej ci nie pozwolę.Czemu nie masz?
-Nie mam 18 lat-odpowiedziałam. jakby nie wiedział
Jechaliśmy, nagle zauważyłam Megan, stała koło mojego domu, ale nie sama
-Ej, to nie ta, co wrzuciła nasz filmik?-zapytał mnie George, patrzył na nią
-taak to ona-potwierdziłam
-Stoi z chłopakiem-stwierdził. Bo ja go nie widziałam...
-Widze. Ślepa nie jestem.
-To jej?
-A skąd mam wiedzieć? Ne wiem
-A nie znacie sie ze szkoły? Czy skąśtam
-Taaak, jesteśmy najlepszymi psiapsiółkami i powierzamy wszystkie swoje sekrety i co tam jeszcze- powiedziałam z sarkazmem
-Weź, myślałem że ją lubisz... A mnie lubisz?-zapytał i popatrzył się na mnie "słodniki oczami"
-No pewnie ciebie się nie da lubić
-oj, uwierz da się
-No pewnie ciebie się nie da lubić
-oj, uwierz da się
-Tak, jasne...Dziękuję za podwózkę i udostępnienie domu-powiedziałam
-Trafisz?
-Nie-odpowiedziałam otwierając drzwi. On też wysiadł.
-Więc muszę cie odprowadzić-stwierdził. W sumie miło by było...
-Jak chcesz, ale ostrzegam, droga będzie ciągła się przez kilometry...
Dom był parę metrów przed nami-Wiem, podejme to ryzyko. Ale znasz droge? Nie zabłądzimy?-poszliśmy
-Wiesz co? Jest taka możliwość,ale wątpie
Byliśmy już przed drzwiami. Dziś, po wizycie jego rodziców jakoś dziwnie rozmawialiśmy... tak o niczym
-No to co? Znasz drogę powrotną
-Będę się uczył metodą prób i błędów, nie martw się. Mam zasięg jak cos.-roześmiał się, ja też...
-Jeszcze raz dziekuję...-zaczełam
-Weź przestań! Idę sobie pa!-powiedział i pobiegł do samochodu. Zatrzymał sie przy nim i pomachał.
Odmachałam
Uśmiechnęłam się, szczerze.Przy nim nie dało sie być smutną... :)
-Hej, jak tam?-spytałam
-A ujdzie nawet, a tam?
-Jakoś leci, niedługo przyjeżdżam-powiedziałam
-pozwolili ci rodzice?-zapytała z niedowierzaneim
-Musiałaś pytać?-spytałam z pretensjami-a było tak fajnie... Nie no mam zarezerwowane bilety na za tydzień
-Będę czekać. Musisz zobaczyć taki jeden sklep...
-Z czym?-zaciekawiło mnie to
-Z Maxem
-Co?
-No rzeczy z Maxem, będziesz mogła potem jeść z niego, pić
-ahaaa
-A mieszkanie załatwiłaś?-jakbym nie pamiętała... Chociaż w sumie co chwila zapominałam.
-Wiesz, ze tak!
-Georga?
-Yhmm-odmruknęłąm. Dobrze było ją słyszeć-Wiesz kiedy będą wyniki?
-Pod koniec wakacji
-Czyli legalnie wyjadę pod koniec wakacji
-Legalnie?-zdziwiła się
-No z pozwoleniem rodziców...Kończe pa. Trzymaj się tam
-pa, ty też
Rozłączyłam sie i poszłam do domu
-Witaj Bello, widzę humor dopisuje-powiedziała
-Hej mamo
-Co tam ?
-Nawet dobrze-nie chciałam mówić o swoich planach, powiem dzień przed lub w ogóle tylko Jacobowi
-Czyli już nie chcesz jechać do Londynu? Szkoda, bilety sie zmarnują...
-Że co?Bilety? Mogę jechać?-spytałam . Nie chciało mi się wierzyć... To nie może być prawda
-Nie no jeżeli nie chcesz to nie... Może ktoś inny pojedzie
-Nie, chce jechać! Kiedy?
-Bilety oddał kolega z pracy ojca, na jutro
-Lecę się pakować
Roześmiała się.
Było coraz lepiej...
***
Poszłam do pokoju, ktoś próbował do mnie dzwonić, paręnaście razy. Spakowałam się.
Wziełam do ręki gitarę, zaczęłam grać. Znów zadzwonił, tym razem odebrałam
-Taak?
-Witaj księżniczko-był to facet, nie wiem kto, numer zastrzeżony, głosu nie kojarzę
-Kto mówi?-spytałam
-Pewna osoba. Jak tam George?-zaczęłam sie bać
-Kim jesteś?
-Widziałaś mnie, kiedyś, dziś, chcesz wiedzieć więcej?
-tak!?
-Oj to szkoda...
Rozłączył się. Bałam się. Co on chciał od Georga... chciałam do niego zadzwonić, ale niedawno od niego wróciłam i jeszcze jego rodzice tam są.
Nie ruszam się z domu za nic.
NASTĘPNEGO DNIA
-Wstawaj, dzisiaj kolejny piękny dzień do wkurzania mojej najukochańszej siostrzyczki
-Która jest?
-Szósta czasu polskiego, wstawaj kochana ma siostro nastał piękny dzień
Odwalało mu. Znów, i znów mnie budzi. Czasami mam go dosyć, ciekawe czemu???(sarkazm)
-No powiedz,że kochasz braciszka, to braciszek ci coś da
-Kocham cię, ale daj mi spać są wakacje, jest 6!
-A powiedz ładnie że mnie kochasz
-Gorzej ci?-spytałam.Ja chciałam spać, tym bardziej o tej godzinie
-Tak, moja miłość do siostry jest coraz większa, ona mnie przerasta
-No dobra, kocham cię..-dałam mu za wygraną. Niespodzianka c'nie? Dostałam sms-a.odczyatłam "dzisiaj cię jeszcze nie widziałem. Czemu???" Znów zaczęłam się bać. A już zdążyłam o tym zapomnieć..
-No dobra trzymaj bilet
-Aww dziękuje-powiedziałam i wzięłam go od niego
-Już ci się nie chce spać? Więc, może chcesz się ze mną gdzieś wybrać. Nudzi mi się..
-Matko, która kobieta z tobą wytrzyma
-Patrz jest taka jedna co całe swoje życie jest skazana na moje towarzystwo. I wiesz co, Ona ŻYJE
-Serio??? Bo się nie skapnęłam że to ja.... Weź, daj spać jest 6!
-Żartowałem jest 8, nie zauważyłaś?-spytał zdziwiony. -Czytałaś sms-a...To jedziesz???
- Nie chce mi się...
Nie chciałam wychodzić z domu. Ten ktoś mnie właśnie obserwuje. Czyli wie gdzie mieszkam i właśnie patrzy na mój dom... Chociaż wyjść razem z Jacobem...
Podbiegłam do okna. Nikogo nie zauważyłam, tylko ludzie spacerujący
-Kogo szukasz? Romea?
-Nie, tak tylko patrze, jednak z tobą pojadę...
-Super, bo chce zrobić tatuaż, zobaczysz jak się robi...
-A ja mogę?Nie odpowiadał
-Kocham cię-powiedziałam, moze pomoże
-No to tak. Wrócimy, na twój lot
Juhu, zawsze podejmował decyzje, których ja nie mogłam. Jest cudowny <3
Wspominałam kiedyś, ze mam go dosyc??? Nie, komuś się przesłyszało, to nie byłam ja
Rozdział 14
Wszystko się zmienia., to nie znaczy ze na lepsze. Trzeba sprawić żeby było lepiej. Nie można tylko gadać i mieć nadzieję ze będzie lepiej ~dr House
Najlepsza para-przyjaciele, tylko później tej przyjaźni już nie będzie...
-Ej, wiesz ktoś do ciebie przyszedł-powiedział Jacob, a po dłuższej ciszy dodał-nie to nie
-Co???-spytałam zaspana
-Nie powiem, bo to nie kurtularne. nie do powiem inaczej obornik
-Matko, z kim ja mieszkam! Weź jeszcze rozrucaj go po naszym ogródku
-a myślisz, ze tak nie robię?masz gościa
-Na co?
-jak on już tutaj jest-powiedział i wyszedł z mojego pokoju
-Kto? Ja śpie!-zawołałam za nim
-hej Bells-powiedział George-Spałaś?-spytał z sarkazmem
-Nie, przywracałam do życia twoje zombie
-Ej, no nie masz szacunku do mojej pracy. Niszczysz ją
-Się ciesz, ci przynajmniej płacą. Mam pytanie, bo znowu zapomnę
-Noo, mów. -powiedział podejrzliwym głosem-Albo nie! Czekaj mam się bać
-Nie... A nie czekaj TAK
***
-Czemu?-spytał
-Bycie miłym jest przereklamowane-odpowiedziałam, nie chciałam zdradzać szczegółów, za dużo już mu powiedziałam. Nie lubię się zwierzać ludziom.
-Nie no, dowiedziałem się! To kiedy wyjeżdżasz?
-Za 5 dni.-odpowiedziałam,miałam jechać za tydzień, ale ktoś oddawał bilet, więc...
-się załapałaś-dokończył za mnie-Chodź ze mną
-Gdzie?-spytałam
-Po klucze
-no, niech ci będzie-powiedziałam i wywróciłam oczami, następnie się uśmiechnęłam. Odwzajemnił go-jesteś może samochodem?
-Yyy przyszedłem-powiedział
-Super, to chodź.
George tam tylko stał, uśmiechał się. Wskazał na mnie palcem
-Ładnie się ubrałaś na spacerek-powiedział widocznie rozbawiony-ale czy nie będzie ci za zimno?
Spojrzałam byłam w piżamie, krótkie spodenki i bluzka z krótkim rękawem, do tego z dziurą na plecach
-Kurde, poczekaj chwilę. Nie ruszaj się
Wzięłam pierwsze lepsze ubranie z szafki i poszłam do łazienki
-A co? Może być, niedawno przemalowany
-Tak, jest super
-Ogólnie, pytałem się czemu tak mi się przyglądasz?
-Nie wiem, tak po prostu. Nie lubię się rozglądać po cudzych pokojach...
-Cudzych?
-No, nie cudzych, ale może w... takich do których pierwszy raz weszłam-zrobił niezrozumianą minę-Nie nic
-Dużo razy używasz słowa nic. Wiesz?.... I znów się rumienisz. Cóż to za świat?-westchnął, pochylił się nad szufladą-Przepraszam, że może ciebie wyganiam, ale nie chcę żebyś była obecna, gdy rodzice wrócili, nie wiem czego mam się spodziewać, co powiedzą. Na pewno mnie ochrzanią. nie chcę żebyś to widziała
- Nie no jest okey.-nie sadziłam, że może powiedzieć szczerze co myśli, być takim otwartym. Zawsze uwarzałam go za skrytego w sobie, nieufnego, nie lubiącego mówić o sobie. A tu proszę-taka niespodzianka
podał mi klucze.
-Dziękuję-dałam mu całusa w policzek
-Tylko nie wystrasz się, co czwartek przychodzi taka pani i podlewa kwiaty, trochę ogarnia dom
-Okey, dzięki za uprzedzenie
-Bo jeszcze wiesz, będzie tak jak z Niallem. A będziesz miała miłych sąsiadów i nie musisz się spieszyć z wyprowadzką. Możesz zostać ile chcesz, nawet na zawsze
-Nie no, aż tyle to chyba nie. Jeszcze nie wyjeżdżam, powiadomię ciebie kiedy ok?
-A mogę się nie zgodzić?-spytał
-Nie-odpowiedziałam z uśmiechem
-Jedziesz ze mną?
-Spytałeś się czy JADĘ?
-Tak, pojedziemy-powiedział zrezygnowany
-No z związku z wybraniem odpowiedniego środka lokomocji, chyba nie będę w stanie odmówić-powiedziałam opanowanym głosem
-Chodź, panie przodem-powiedział i przepuścił mnie w drzwiach. Był chyba pierwsza osobą, która to zrobiła. Słodkie...
Najlepsza para-przyjaciele, tylko później tej przyjaźni już nie będzie...
-Ej, wiesz ktoś do ciebie przyszedł-powiedział Jacob, a po dłuższej ciszy dodał-nie to nie
-Co???-spytałam zaspana
-Nie powiem, bo to nie kurtularne. nie do powiem inaczej obornik
-Matko, z kim ja mieszkam! Weź jeszcze rozrucaj go po naszym ogródku
-a myślisz, ze tak nie robię?masz gościa
-Yhmm, powiedz że przyjdę za 5 minut
-Nie sądzę, ze zdążysz-Na co?
-jak on już tutaj jest-powiedział i wyszedł z mojego pokoju
-Kto? Ja śpie!-zawołałam za nim
-hej Bells-powiedział George-Spałaś?-spytał z sarkazmem
-Nie, przywracałam do życia twoje zombie
-Ej, no nie masz szacunku do mojej pracy. Niszczysz ją
-Się ciesz, ci przynajmniej płacą. Mam pytanie, bo znowu zapomnę
-Noo, mów. -powiedział podejrzliwym głosem-Albo nie! Czekaj mam się bać
-Nie... A nie czekaj TAK
***
-Czemu?-spytał
-Bycie miłym jest przereklamowane-odpowiedziałam, nie chciałam zdradzać szczegółów, za dużo już mu powiedziałam. Nie lubię się zwierzać ludziom.
-Nie no, dowiedziałem się! To kiedy wyjeżdżasz?
-Za 5 dni.-odpowiedziałam,miałam jechać za tydzień, ale ktoś oddawał bilet, więc...
-się załapałaś-dokończył za mnie-Chodź ze mną
-Gdzie?-spytałam
-Po klucze
-no, niech ci będzie-powiedziałam i wywróciłam oczami, następnie się uśmiechnęłam. Odwzajemnił go-jesteś może samochodem?
-Yyy przyszedłem-powiedział
-Super, to chodź.
George tam tylko stał, uśmiechał się. Wskazał na mnie palcem
-Ładnie się ubrałaś na spacerek-powiedział widocznie rozbawiony-ale czy nie będzie ci za zimno?
Spojrzałam byłam w piżamie, krótkie spodenki i bluzka z krótkim rękawem, do tego z dziurą na plecach
-Kurde, poczekaj chwilę. Nie ruszaj się
Wzięłam pierwsze lepsze ubranie z szafki i poszłam do łazienki
Założyłam jeszcze kurtkę, bo "nie bedzie ci zimno?"
-Ej, gdzie jesteś-spytałam wychodząc z łazienki
-Nie ma mnie-wyszedł z mojego pokoju, Został tam.-Stosuje się do twoich poleceń
-Ooo nowość. Jake wychodzę
-Nie wracaj-krzyknął
-Jak chcesz-odpowiedziałam i wyszliśmy
-Nie ma to jak kochające się rodzeństwo
-Jest tak samo kochające się jak George z Edem
-Nie uwierzę ci-powiedział-tylko jest jedna sprawa, że tej miłości nie ma
-jest, tylko jeszcze o tym nie wiesz
-ale wiem, ze wygram. Ścigamy sie? Kto pierwszy dobiegnie.
-Dobra-podjęłam wyzwanie.
-Ale żeby było fair, ja biegnę sam ty sama
-A mam biec z kimś
-Ostatnio byłaś na baranach więc
-Ale biegliśmy w inną stronę
-Ja biegłem
-Ja ci pomagałam
... raz, dwa, START
Pobiegłam. nie oglądałam się, George biegł równo ze mną. Na razie...
-Byłam pierwsza!
-Nie prawda!-próbował się bronić, ale to ja wygrałam
-Okey,ach ta męska duma...
-Ej, no wygrałem!
-Taak, jasne...-powiedziałam z sarkazmem. Weszliśmy do domu.
-Ktos tu jest-powiedział szeptem George
-Weż mnie nie strasz-odpowiedziałam, przypomniałam sobie o ostatnim ich "gościu"
-Witaj George-powiedział ktoś taak... formalnie
-Hej, co tam-spytał się George, teraz ich zauważyłam rodzice Eda i Georga
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Któż to jest?-spytał sie jego tata-skąś ciebie znam
-Pamiętasz może Bellę...-zaczął George
-Ojejku, jak wyrosłaś, pamiętam jak latałaś mała, po podwórku, no czy taka mała to nie, bo zawsze byłaś wyższa od Georga i Eda, ale teraz to już nie. Przerośli ciebie w końcu
-Ej, gdzie jesteś-spytałam wychodząc z łazienki
-Nie ma mnie-wyszedł z mojego pokoju, Został tam.-Stosuje się do twoich poleceń
-Ooo nowość. Jake wychodzę
-Nie wracaj-krzyknął
-Jak chcesz-odpowiedziałam i wyszliśmy
-Nie ma to jak kochające się rodzeństwo
-Jest tak samo kochające się jak George z Edem
-Nie uwierzę ci-powiedział-tylko jest jedna sprawa, że tej miłości nie ma
-jest, tylko jeszcze o tym nie wiesz
-ale wiem, ze wygram. Ścigamy sie? Kto pierwszy dobiegnie.
-Dobra-podjęłam wyzwanie.
-Ale żeby było fair, ja biegnę sam ty sama
-A mam biec z kimś
-Ostatnio byłaś na baranach więc
-Ale biegliśmy w inną stronę
-Ja biegłem
-Ja ci pomagałam
... raz, dwa, START
Pobiegłam. nie oglądałam się, George biegł równo ze mną. Na razie...
-Byłam pierwsza!
-Nie prawda!-próbował się bronić, ale to ja wygrałam
-Okey,ach ta męska duma...
-Ej, no wygrałem!
-Taak, jasne...-powiedziałam z sarkazmem. Weszliśmy do domu.
-Ktos tu jest-powiedział szeptem George
-Weż mnie nie strasz-odpowiedziałam, przypomniałam sobie o ostatnim ich "gościu"
-Witaj George-powiedział ktoś taak... formalnie
-Hej, co tam-spytał się George, teraz ich zauważyłam rodzice Eda i Georga
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Któż to jest?-spytał sie jego tata-skąś ciebie znam
-Pamiętasz może Bellę...-zaczął George
-Ojejku, jak wyrosłaś, pamiętam jak latałaś mała, po podwórku, no czy taka mała to nie, bo zawsze byłaś wyższa od Georga i Eda, ale teraz to już nie. Przerośli ciebie w końcu
-No właśnie, dobrze ze ją pamiętasz, ale to nie ona.
-To dziewczyna, która tańczy z tobą na tym filmiku.
O matko, oglądali to. Nie wiem, co było tam, aż takiego ciekawego, że ma tyle wyświetleń
-Narzeczeni?-spytała mama-George nawet nam nic nie powiedział. A twoi rodzice wiedzą?
-Nie, nie jesteśmy narzeczeni. Ktoś nam robi na złość-odpowiedziałam i się zaśmiałam
-Jeszcze nie jsteśmy-powiedział George i do mnie mrugnął
-Czyli w końcu poznamy ciebie czy nie?
-Państwo mnie dobrze znacie, jestem Bella.-powiedziałam z uśmiechem. Chyba na poważnie wzięli słowa Georga, ze to niby nie ja
-Fajnie tańczysz, a kiedyś nie lubiłaś Georga-powiedzieli.- i tak się nie rumieniłaś
Kurczę. rzadko kiedy sie rumienię. Nie wiem czemu to zrobiłam, chciałam aby jak najszybciej mi przeszło
-No co zdrowa dziewczyna to się rumieni, gorzej by było gdyby była blada.-powiedziała mama Eda
-jejku pamiętam jak biłaś się z Georgem. Zawsze dawał ci wygrać, a ty nie pozwalałaś, żeby za bardzo oberwał. Słodkie to było. Albo jak graliście pierwszy raz w bluetkę i george miał ciebie pocałować,a ty uciekałaś, ale złapał ciebie i dał buziaka prosto w usta. Potem ni chciał ciebie puścić
-Nie pamiętam tego-powiedziałam
-Ale my tak. George też. Były takie dni kiedy darliście sie na cały dom, a potem siedzieliście przytulenie do siebie przez resztę dnia...
-Chodź Bells, zaraz ciebie odwiozę-powiedział. Nie chciał, abym była przy nich. Nie wiem czemu
Poszłam z nim na górę do jego pokoju. Pierwszy raz do niego weszłam
Nie spodziewałam się takiego widoku, w sumie to nie wiem czego się spodziewałam. Ale na pewno nie takiego porządku, nie był w stylu Georga, ale co ja mogłam mówić. Znałam go od dzieciństwa, ale od niedawna gadamy, tak normalnie na luzie. Nie wiem jaki ma styl, co lubi, nic o nim nie wiem.
Poszedł szukać klucza
-Rozgość sie-powiedział
usiadłam na jego łóżku i patrzyłam na niego, był inny, albo mi się zdawało.
-Co jest?-spytał George, gdy zauważył że mu się przyglądam jak szuka kluczy
-Nic, po prostu nie spodziewałam sie takiego pokoju.-A co? Może być, niedawno przemalowany
-Tak, jest super
-Ogólnie, pytałem się czemu tak mi się przyglądasz?
-Nie wiem, tak po prostu. Nie lubię się rozglądać po cudzych pokojach...
-Cudzych?
-No, nie cudzych, ale może w... takich do których pierwszy raz weszłam-zrobił niezrozumianą minę-Nie nic
-Dużo razy używasz słowa nic. Wiesz?.... I znów się rumienisz. Cóż to za świat?-westchnął, pochylił się nad szufladą-Przepraszam, że może ciebie wyganiam, ale nie chcę żebyś była obecna, gdy rodzice wrócili, nie wiem czego mam się spodziewać, co powiedzą. Na pewno mnie ochrzanią. nie chcę żebyś to widziała
- Nie no jest okey.-nie sadziłam, że może powiedzieć szczerze co myśli, być takim otwartym. Zawsze uwarzałam go za skrytego w sobie, nieufnego, nie lubiącego mówić o sobie. A tu proszę-taka niespodzianka
podał mi klucze.
-Dziękuję-dałam mu całusa w policzek
-Tylko nie wystrasz się, co czwartek przychodzi taka pani i podlewa kwiaty, trochę ogarnia dom
-Okey, dzięki za uprzedzenie
-Bo jeszcze wiesz, będzie tak jak z Niallem. A będziesz miała miłych sąsiadów i nie musisz się spieszyć z wyprowadzką. Możesz zostać ile chcesz, nawet na zawsze
-Nie no, aż tyle to chyba nie. Jeszcze nie wyjeżdżam, powiadomię ciebie kiedy ok?
-A mogę się nie zgodzić?-spytał
-Nie-odpowiedziałam z uśmiechem
-Jedziesz ze mną?
-Spytałeś się czy JADĘ?
-Tak, pojedziemy-powiedział zrezygnowany
-No z związku z wybraniem odpowiedniego środka lokomocji, chyba nie będę w stanie odmówić-powiedziałam opanowanym głosem
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 13
Zaufanie. To świadomość, że ktoś możne Cie skrzywdzić jednym łatwym ruchem i stuprocentowa pewność, ze tego nie zrobi.
Stałam przed domem. Wyjęłam z telefonu kartę, z której dzwoniłam i lusterko. Kartę połamałam i jedną część wrzuciłam do kontenera. Drugą za płot sąsiadów, nie powinnam ale żeby nie było. Sprawdziłam czy normalnie wyglądam, byłam trochę czerwona ale cóż, Jake pewnie już pojechał. Ale dom był otwarty.
Weszłam, położyłam torbę, rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor leciał jakiś film. Chyba już go kiedyś oglądałam
Nie mogłam się skupić na filmie, tylko wpatrywałam się w ekran.
Przecież pewnie ona jest jakąś jego menadżerką, czy kimś z pracy. Ja też chodziłam do Eda na kolacje, a on nie był zazdrosny. Chodziłam. Już nie...
Czemu od razu go oskarżam, penie niesłusznie Nie powinnam, nie powinnam robić wielu rzeczy, nie powinnam dzwonić i udawać kogoś innego. Sporo tego sie zebrało.
*George*
Nie rozumiałem o co chodzi Belli. Wróciłem do domu
-Siema, co robisz-zapytałem Nialla
-pakuje się, dziś wyjeżdzam-zapomniałem o tym, jadę z nim dziś na lotnisko
-A okey.-zadzwonił telefon
-Tak, słucham-odebrałem, dzwonił nieznajomy numer
-Hej-usłyszałem damski głos. Nie wiedziałem kto to. Nie znałem jej
-Nom, kto mówi-spytałem
-Claudia, wiesz co z Bells? Nie odbiera, nie ma sygnału.-Claudia jeszcze nigdy do mnie nie dzwoniła..
-Nie, nie ogarniam jej.
-A pytała się ciebie i coś ostatnio?
-O co-zapytałem podejżliwie. Dziwne nawet było to ze Claudia dzwoniła do mnie, ciekawe skąd ma mój numer
-Ogólnie???-próbowałem sobie cos przypomnieć, ale nie dałem rady. Claudia jeszcze o tym co się stało nie wie.Ja w sumie też nic nie wiem.
-Taak bo ja pamiętam, to że nie odbiera to co z tego?-wiele razy nie odbierałem i żyję!
-Bella zawsze odbiera, nawet potrafiła na lekcji
-Yyy jak? Facetka coś tłumaczy a tutaj "halo"?-rozśmieszyło mnie to
-Nie, siedziała na końcu przy ścianie i przykładała telefon do ucha, zasłaniała włosami, zabierała rękę i mówiła co chwila yhmm?
-Ta jasne-nie chciało mi się w to wierzyć
-Spytaj jej się.
-Nie sądzę-powiedziałem, chciałem się jej spytać o co chodzi, ale nie sądziłem żeby jeszcze coś wiedziała, przecież nie odbierała od niej telefonu....
-To jak się odezwie to zawiadom mnie ok?
-Nomć-powiedziałem i rozłączyłem się
Już ja widzę Bellę odbierającą telefon na lekcji
-O co chodzi-spytał Nialler
-Nic, niby Bella odbierała telefon na lekcji, a nauczycielka się nigdy nie skapnęła
-Bella, ta co była tu wczoraj? Ta co myślała że jestem mordercą czy kimś tam???
-Yhmm-powiedziałem-wzorowa uczennica
-Wszystko jest możliwe
-Co jest możliwe????-spytał Ed, wchodząc
-Obgadujemy twoją kumpelę. Chodź na chwilę-powiedziałem
-Ok.-poszliśmy na korytarz
-Co jest Belli? Czemu jest smutna?-zapytałem, jako jej przyjaciel, który jest niedaleko, zawsze obok jej powinien wiedzieć. Claudia nie wie bo jest daleko. W Londynie...
-Przecież ciągle jest uśmiechnięta-nawet się nią nie zainteresował, teraz obchodzi go tylko Alice. Bella jest tylko na pocieszenie
-To spójrz na nią kiedy jest sama-odpowiedziałem chłodno i poszedłem do swojego pokoju. Zamknąłem się i próbowałem do niej zadzwonić. Nawet nie ma sygnału. Claudia miała rację.
***
Weszłam na górę, włożyłam kartę z powrotem do telefonu i włączyłam muzykę. Założyłam słuchawki.
Obudził mnie telefon
-Tak słucham?-powiedziałam zaspanym głosem
-Co się stało-zapytał z ulgą George,
-Nic-odpowiedziałam rozkojarzona. George dzwoni do mnie i pyta się co mi jest? Ta sytuacja była conajmneij dziwna
-taa, jasne. Gdzie jesteś?
-Co? w pokoju?
-Okey.-rozłączył się, nie rozumiałam go. Tak jak zawsze
Poszłam na dół coś zjeść. Rozpadało się, jak będzie burza to nwm co zrobie, jeszcze sama w domu. Strasznie się boje burzy.
Zdawało mi się, że błysnęło. Wyjęłam sałatkę z lodówki i udałam się na góre, pod kocyk.
Usłyszałam huk, to nie był piorun. To chyba drzwi. Bałam sie już nie na żarty, ale usłyszałam znajomy głos
-Bells?!-krzyknął zasapany George
-Co jest?-spytałam-biegłeś?
-Nie płynąłem-powiedział z sarkazmem-czemu nie odbierałaś?
-Bo zapomniałam włożyć karty do telefonu?
-To o co ją wyciągałaś?! Dobrze, że wszystko z tobą okey-powedział i mnie przytulił. Stałam osłupiała. Ze co? Dobrze, ze nic mi nie jest?
-A miało być nie okey? Spieszysz się gdzies?-spytałam gdy oparł ręce o kolana, był aż taki zmęczony
-Samochód mi nie odpalił-odpowiedział tylko, nie zrozumiałam
-I?
-No i przybiegłem, bo gdzieś Ed zostawił mój rower.
-A po co?
-Sprawdzić czy wszystko okey?
-Ale po co? Jest okey
-Ale myślałem że nie. Sorka-zadzwonił jego telefon
-Yhmmm już idę-rozłączył się-Przepraszam, ale brat się za mną stęsknił...
-Okey, dzięki
-Za co?-powiedział wychodząc, i wyszedł nie usłyszawszy odpowiedziktórej nawet nie powiedziałam.
***
Siedziałam sobie na kanapie, oglądałam Doktora Housa. Przynajmneij na tym mogłam się skupić, nie myśłieć o Maxie...
-Wróciłem-krzyknął Jacob
-Heej-powiedziałam
-Masz laptopa?-spytał-Mój się zepsuł
-Na górze w moim pokoju, ładuje się
-Dziękki-powiedział i chyba poszedł na górę.
-Ej, sioista, jak wyginasz śmiało ciało-powiedział i sam się zaśmiał. I niby jesteśmy rodzeństwem. A on... ma inne geny, nie jestem z nim spokrewniona...
-Że co?
-Jak dużo osób to oglądało, jesteś sławna, ponad 3 miliony wyświetleń!!!
-Gdzie?-nadal nie zrozumiałam, do opisu filmiku z urodzin Alice nie pasował
-Jak tańczysz z Georgem... do wolnego? Coś z tego będzie?-jednak pomyliłam się.
-Nie-powiedziałam, chyba za szybko
-A było?-podał mi herbatę, wypiłam łyka i spokojnie odpowiedziałam
-Nie
-Jest?-zaczął mnie już denerwować, ale się opanowałam
-Nie, jestem z Maxem
-Pff, już wolę Georga
-Czemu?-dopytywałam się. Mój brat??? Nie poznawałam go...
-Ogólnie, Max jest powiedzmy niezbyt dobrym typem na chłopaka mojej siostry
-Że co?-wykrzyknęłam i zakrztusiłam się herbatą, Jake poklepał mnie po plecach.
-Nie nic-powiedział jakby nigdy nic nie było
-Weź że powtórz!
-Pij bo herbata ci wystygnie.
Upiłam łyka,żeby nie narzekał i patrzyłam na niego wyczekująco, spojrzał na mnie
-kto dłużej nie mrugnie.-powiedział
-ok, ale potem powiesz...
-jak wygrasz-super, rzadko wygrywałam, ale może się uda, miałam przynajmniej motywację
-ok, trzy.. dwa... start
zaczęło się, skupiłam się na myśleniu o tym jaki będzie zakłopotany, gdy to powtórzy.
Nadal nie mrugał, a oczy mi już piekły. Powieki mi powoli opadały,ale dawałam radę. Miałam już się poddawac, gdy nagle mrugnął.
-No brat, dawaj-zachęcałam go
-Max to gnojek, lekko powiedziawszy-powiedział normalnie-bardzo lekko
-Nie obrażaj mojego chłopaka, ja go kocham
-On po prostu nim jest, fajnie śpiwiewa- no tak, ale charakter. Nie nadaje się dla ciebie. Zasługujesz na kogoś lepszego. Może cię skrzywdzić, ja mu tego nie wybaczę.Ty jesteś moją małą siostrzyczką. Nie ma lepszej przyjaciółki niż siostra, i lepszej sioistry niż ty.-powiedział. Szczerze. W oczah miałam łzy- Tylko tobie wybaczyłbym wszystko. Kocham ciebie, bez względu jak bardzo ciebie czasami nienawidze, jak bardzo mnie denerwujesz. Max? Nie ufam mu, nei potrafie. Nie tylko dlatego że jest twoim chłopakiem, bardziej ufam Edowi, temu Georgowi, wiem przynajmniej że się o ciebie troszczą. A on? Słyszałaś jego wywiady? Nie ma dziewczyny. Przed chwilą dodali zdjęcia jego z jakąś dziewczyną. Nie powiem fajną. On cię może skrzywdzić, on ciebie skrzywdzi.
Poszedł do swojego pokoju zanim zdążyłam coś powiedzieć. Osłupiałam z wrażenia.
Z jaką dziewczyną. Zabał laptopa więc, nie mogłam zobaczyć. Nawet nei chciałam. Chce się wszystkiego dowiedzieć od niego.
***
Spałam, spojrzałam na zegarek. Nie działał. Wzięłam telefon, zmrużyłam oczy od światła, nawet nei spojrzałam na zegarek bo przypomniałam sobie że miałam zapytać Georga o to, czy wynajmie mi mieszkanie.
Zadzwoniłam pod numer, który do mnie ostatnio dzwonił, chyba dzwonił ze swojego numeru
-Tak słucham-usłyszałam zachrypnięty głos Georga.
-hej, wiesz co?-zaczęłam
-tak wiem, że jest ciemno. Dziękuję. Mam okno-powiedział z sarkazmem
-nieee, to ja
-Bells? Jest 4???-uświadomiłam sobie ze mogłam napisać to na kartce i zadzwonić jutro. Mądra ja...
-Upss śpisz?
-Nie, zabijam zombie-powiedział widocznie rozbawiony
-Muszę ci powiedzieć...
-Że zombie nie istnieją... Nie mów, że coś nie istnieje jeżeli czegoś nie widziałaś. A jeżeli nie widziałaś zombie, nie dziękuj. To moja praca
-okeyy, ale nie o to mi chodziło.
-Nie?
-No nie
-To czym zasłużyłem, na telefon o 4 nad ranem?-zapytał, zrobiło mi się głupio.
-Jest wpółdo 5-poprawiłam.
-No co ty? Co tam u ciebie?
-A nic nie mogę spać
-I dziś mi tez nie pozwolisz
-Przepraszam, ale przypomniało mi sie że miałam się ciebie o cos spytać i...-zaczęłam,ale nie dokończyłam, ponieważ po raz kolejny mi przerwano
-Nie przepraszaj.-powiedział
-Przepraszam-powiedziałąm, mimo uprzedzeń Georga
-Mówiłem ci kiedyś żebyś tego nie robiła-ostrzegł
-Yyyy tak,to było z 15 sekund temu
-Widzisz, mówiłem, że ci mówiłem-powiedział wszystkowiedzący George
-Okeyy-nie wiele rozumiałam, zaczęłam się śmiać
-Co jest?
-Nie wiem właśnie-chciało mi sie teraz płakać
-Okey, to wracam spać. Dobranoc
-Dobranoc, ale poczekaj, mam pytanie!
Rozłączył się,tylko zapomniałam się spytać . Moja logika...
Pojdę do niego jutro, znaczy dziś już. Poszłam spać, bo już nie wiedziałam co robić. Jaka ja głupia...
Rozdział o połowę dłuższy, bo się rozpisałam :D
Hehs, niespodzianka będzie w środę :P
nie powiem jaka...
Bedę tą złą XD
Stałam przed domem. Wyjęłam z telefonu kartę, z której dzwoniłam i lusterko. Kartę połamałam i jedną część wrzuciłam do kontenera. Drugą za płot sąsiadów, nie powinnam ale żeby nie było. Sprawdziłam czy normalnie wyglądam, byłam trochę czerwona ale cóż, Jake pewnie już pojechał. Ale dom był otwarty.
Weszłam, położyłam torbę, rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor leciał jakiś film. Chyba już go kiedyś oglądałam
Nie mogłam się skupić na filmie, tylko wpatrywałam się w ekran.
Przecież pewnie ona jest jakąś jego menadżerką, czy kimś z pracy. Ja też chodziłam do Eda na kolacje, a on nie był zazdrosny. Chodziłam. Już nie...
Czemu od razu go oskarżam, penie niesłusznie Nie powinnam, nie powinnam robić wielu rzeczy, nie powinnam dzwonić i udawać kogoś innego. Sporo tego sie zebrało.
*George*
Nie rozumiałem o co chodzi Belli. Wróciłem do domu
-Siema, co robisz-zapytałem Nialla
-pakuje się, dziś wyjeżdzam-zapomniałem o tym, jadę z nim dziś na lotnisko
-A okey.-zadzwonił telefon
-Tak, słucham-odebrałem, dzwonił nieznajomy numer
-Hej-usłyszałem damski głos. Nie wiedziałem kto to. Nie znałem jej
-Nom, kto mówi-spytałem
-Claudia, wiesz co z Bells? Nie odbiera, nie ma sygnału.-Claudia jeszcze nigdy do mnie nie dzwoniła..
-Nie, nie ogarniam jej.
-A pytała się ciebie i coś ostatnio?
-O co-zapytałem podejżliwie. Dziwne nawet było to ze Claudia dzwoniła do mnie, ciekawe skąd ma mój numer
-Ogólnie???-próbowałem sobie cos przypomnieć, ale nie dałem rady. Claudia jeszcze o tym co się stało nie wie.Ja w sumie też nic nie wiem.
-Taak bo ja pamiętam, to że nie odbiera to co z tego?-wiele razy nie odbierałem i żyję!
-Bella zawsze odbiera, nawet potrafiła na lekcji
-Yyy jak? Facetka coś tłumaczy a tutaj "halo"?-rozśmieszyło mnie to
-Nie, siedziała na końcu przy ścianie i przykładała telefon do ucha, zasłaniała włosami, zabierała rękę i mówiła co chwila yhmm?
-Ta jasne-nie chciało mi się w to wierzyć
-Spytaj jej się.
-Nie sądzę-powiedziałem, chciałem się jej spytać o co chodzi, ale nie sądziłem żeby jeszcze coś wiedziała, przecież nie odbierała od niej telefonu....
-To jak się odezwie to zawiadom mnie ok?
-Nomć-powiedziałem i rozłączyłem się
Już ja widzę Bellę odbierającą telefon na lekcji
-O co chodzi-spytał Nialler
-Nic, niby Bella odbierała telefon na lekcji, a nauczycielka się nigdy nie skapnęła
-Bella, ta co była tu wczoraj? Ta co myślała że jestem mordercą czy kimś tam???
-Yhmm-powiedziałem-wzorowa uczennica
-Wszystko jest możliwe
-Co jest możliwe????-spytał Ed, wchodząc
-Obgadujemy twoją kumpelę. Chodź na chwilę-powiedziałem
-Ok.-poszliśmy na korytarz
-Co jest Belli? Czemu jest smutna?-zapytałem, jako jej przyjaciel, który jest niedaleko, zawsze obok jej powinien wiedzieć. Claudia nie wie bo jest daleko. W Londynie...
-Przecież ciągle jest uśmiechnięta-nawet się nią nie zainteresował, teraz obchodzi go tylko Alice. Bella jest tylko na pocieszenie
-To spójrz na nią kiedy jest sama-odpowiedziałem chłodno i poszedłem do swojego pokoju. Zamknąłem się i próbowałem do niej zadzwonić. Nawet nie ma sygnału. Claudia miała rację.
***
Weszłam na górę, włożyłam kartę z powrotem do telefonu i włączyłam muzykę. Założyłam słuchawki.
Obudził mnie telefon
-Tak słucham?-powiedziałam zaspanym głosem
-Co się stało-zapytał z ulgą George,
-Nic-odpowiedziałam rozkojarzona. George dzwoni do mnie i pyta się co mi jest? Ta sytuacja była conajmneij dziwna
-taa, jasne. Gdzie jesteś?
-Co? w pokoju?
-Okey.-rozłączył się, nie rozumiałam go. Tak jak zawsze
Poszłam na dół coś zjeść. Rozpadało się, jak będzie burza to nwm co zrobie, jeszcze sama w domu. Strasznie się boje burzy.
Zdawało mi się, że błysnęło. Wyjęłam sałatkę z lodówki i udałam się na góre, pod kocyk.
Usłyszałam huk, to nie był piorun. To chyba drzwi. Bałam sie już nie na żarty, ale usłyszałam znajomy głos
-Bells?!-krzyknął zasapany George
-Co jest?-spytałam-biegłeś?
-Nie płynąłem-powiedział z sarkazmem-czemu nie odbierałaś?
-Bo zapomniałam włożyć karty do telefonu?
-To o co ją wyciągałaś?! Dobrze, że wszystko z tobą okey-powedział i mnie przytulił. Stałam osłupiała. Ze co? Dobrze, ze nic mi nie jest?
-A miało być nie okey? Spieszysz się gdzies?-spytałam gdy oparł ręce o kolana, był aż taki zmęczony
-Samochód mi nie odpalił-odpowiedział tylko, nie zrozumiałam
-I?
-No i przybiegłem, bo gdzieś Ed zostawił mój rower.
-A po co?
-Sprawdzić czy wszystko okey?
-Ale po co? Jest okey
-Ale myślałem że nie. Sorka-zadzwonił jego telefon
-Yhmmm już idę-rozłączył się-Przepraszam, ale brat się za mną stęsknił...
-Okey, dzięki
-Za co?-powiedział wychodząc, i wyszedł nie usłyszawszy odpowiedziktórej nawet nie powiedziałam.
***
Siedziałam sobie na kanapie, oglądałam Doktora Housa. Przynajmneij na tym mogłam się skupić, nie myśłieć o Maxie...
-Wróciłem-krzyknął Jacob
-Heej-powiedziałam
-Masz laptopa?-spytał-Mój się zepsuł
-Na górze w moim pokoju, ładuje się
-Dziękki-powiedział i chyba poszedł na górę.
-Ej, sioista, jak wyginasz śmiało ciało-powiedział i sam się zaśmiał. I niby jesteśmy rodzeństwem. A on... ma inne geny, nie jestem z nim spokrewniona...
-Że co?
-Jak dużo osób to oglądało, jesteś sławna, ponad 3 miliony wyświetleń!!!
-Gdzie?-nadal nie zrozumiałam, do opisu filmiku z urodzin Alice nie pasował
-Jak tańczysz z Georgem... do wolnego? Coś z tego będzie?-jednak pomyliłam się.
-Nie-powiedziałam, chyba za szybko
-A było?-podał mi herbatę, wypiłam łyka i spokojnie odpowiedziałam
-Nie
-Jest?-zaczął mnie już denerwować, ale się opanowałam
-Nie, jestem z Maxem
-Pff, już wolę Georga
-Czemu?-dopytywałam się. Mój brat??? Nie poznawałam go...
-Ogólnie, Max jest powiedzmy niezbyt dobrym typem na chłopaka mojej siostry
-Że co?-wykrzyknęłam i zakrztusiłam się herbatą, Jake poklepał mnie po plecach.
-Nie nic-powiedział jakby nigdy nic nie było
-Weź że powtórz!
-Pij bo herbata ci wystygnie.
Upiłam łyka,żeby nie narzekał i patrzyłam na niego wyczekująco, spojrzał na mnie
-kto dłużej nie mrugnie.-powiedział
-ok, ale potem powiesz...
-jak wygrasz-super, rzadko wygrywałam, ale może się uda, miałam przynajmniej motywację
-ok, trzy.. dwa... start
zaczęło się, skupiłam się na myśleniu o tym jaki będzie zakłopotany, gdy to powtórzy.
Nadal nie mrugał, a oczy mi już piekły. Powieki mi powoli opadały,ale dawałam radę. Miałam już się poddawac, gdy nagle mrugnął.
-No brat, dawaj-zachęcałam go
-Max to gnojek, lekko powiedziawszy-powiedział normalnie-bardzo lekko
-Nie obrażaj mojego chłopaka, ja go kocham
-On po prostu nim jest, fajnie śpiwiewa- no tak, ale charakter. Nie nadaje się dla ciebie. Zasługujesz na kogoś lepszego. Może cię skrzywdzić, ja mu tego nie wybaczę.Ty jesteś moją małą siostrzyczką. Nie ma lepszej przyjaciółki niż siostra, i lepszej sioistry niż ty.-powiedział. Szczerze. W oczah miałam łzy- Tylko tobie wybaczyłbym wszystko. Kocham ciebie, bez względu jak bardzo ciebie czasami nienawidze, jak bardzo mnie denerwujesz. Max? Nie ufam mu, nei potrafie. Nie tylko dlatego że jest twoim chłopakiem, bardziej ufam Edowi, temu Georgowi, wiem przynajmniej że się o ciebie troszczą. A on? Słyszałaś jego wywiady? Nie ma dziewczyny. Przed chwilą dodali zdjęcia jego z jakąś dziewczyną. Nie powiem fajną. On cię może skrzywdzić, on ciebie skrzywdzi.
Poszedł do swojego pokoju zanim zdążyłam coś powiedzieć. Osłupiałam z wrażenia.
Z jaką dziewczyną. Zabał laptopa więc, nie mogłam zobaczyć. Nawet nei chciałam. Chce się wszystkiego dowiedzieć od niego.
***
Spałam, spojrzałam na zegarek. Nie działał. Wzięłam telefon, zmrużyłam oczy od światła, nawet nei spojrzałam na zegarek bo przypomniałam sobie że miałam zapytać Georga o to, czy wynajmie mi mieszkanie.
Zadzwoniłam pod numer, który do mnie ostatnio dzwonił, chyba dzwonił ze swojego numeru
-Tak słucham-usłyszałam zachrypnięty głos Georga.
-hej, wiesz co?-zaczęłam
-tak wiem, że jest ciemno. Dziękuję. Mam okno-powiedział z sarkazmem
-nieee, to ja
-Bells? Jest 4???-uświadomiłam sobie ze mogłam napisać to na kartce i zadzwonić jutro. Mądra ja...
-Upss śpisz?
-Nie, zabijam zombie-powiedział widocznie rozbawiony
-Muszę ci powiedzieć...
-Że zombie nie istnieją... Nie mów, że coś nie istnieje jeżeli czegoś nie widziałaś. A jeżeli nie widziałaś zombie, nie dziękuj. To moja praca
-okeyy, ale nie o to mi chodziło.
-Nie?
-No nie
-To czym zasłużyłem, na telefon o 4 nad ranem?-zapytał, zrobiło mi się głupio.
-Jest wpółdo 5-poprawiłam.
-No co ty? Co tam u ciebie?
-A nic nie mogę spać
-I dziś mi tez nie pozwolisz
-Przepraszam, ale przypomniało mi sie że miałam się ciebie o cos spytać i...-zaczęłam,ale nie dokończyłam, ponieważ po raz kolejny mi przerwano
-Nie przepraszaj.-powiedział
-Przepraszam-powiedziałąm, mimo uprzedzeń Georga
-Mówiłem ci kiedyś żebyś tego nie robiła-ostrzegł
-Yyyy tak,to było z 15 sekund temu
-Widzisz, mówiłem, że ci mówiłem-powiedział wszystkowiedzący George
-Okeyy-nie wiele rozumiałam, zaczęłam się śmiać
-Co jest?
-Nie wiem właśnie-chciało mi sie teraz płakać
-Okey, to wracam spać. Dobranoc
-Dobranoc, ale poczekaj, mam pytanie!
Rozłączył się,tylko zapomniałam się spytać . Moja logika...
Pojdę do niego jutro, znaczy dziś już. Poszłam spać, bo już nie wiedziałam co robić. Jaka ja głupia...
Rozdział o połowę dłuższy, bo się rozpisałam :D
Hehs, niespodzianka będzie w środę :P
nie powiem jaka...
Bedę tą złą XD
Subskrybuj:
Posty (Atom)














