środa, 30 października 2013

Rozdział 12

Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znaj­du­je się światło. ~ Oscar Wilde

Wstałam dość rano, głowa mi bolała
Zeszłam na dół. Jacob jadł śniadanie
-Smacznego-powiedziałam
-Dziękuję, mama kazała c przekazać że się nie zgadza na wyjazd
Super, nie ma to jak uczucie że nie zobaczę chłopaka i przyjaciółki do rozpoczęcia roku szkolnego
-A powód?-spytałam, chciało mi się płakać. Ale nie wytrzymam, dam radę... Muszę
-Nie wiesz czy się dostaniesz. Chcesz tosta?-zapytał
-Yhmm. Przecież mam dobre oceny, umiem biegle po angielsku.
-Nie zawsze się udaje, nawet najlepszym.-podał mi talerz z tostem
-Dziękuję. Idziesz gdzieś?-zapytałam
-Tak-powiedział tylko
-A gdzie?-dopytywałam się. Musiał mnie czymś zająć, bo zaraz się rozryczę.
-Po co ci to?-zapytał. W sumie niezbyt mnie to obchodziło.
-Bedę cię śledzić
-A proszę bardzo-udawał ze się tym nie przejął. Okey to ja też.
-Sam chciałeś
-No, dobra idę do kolegi. Zadowolona?-pokiwałam głowa,poszedł na górę
. Zaczęłam czytać komentarze do filmiku mojego i Georga...
Weszłam w YouTube. Miał ponad 150 tysięcy  wyświetleń!!!
Poczytałam trochę. Samoocena mi skoczyła w górę.
Poszłam się przebrać

Wybrałam zwykłe jeansy, sweter i założyłam komin. Było chłodno.
-Ej, a ty gdzie? Wiesz, gdzie ja idę, a ja nie wiem jeszcze gdzie ty. To nie fair
-Życie jest nie fair
-No weź
-Nwm, może na spacer, gdzie mnie wiatr poniesie-spojrzałam w dół,skłamałam. Miałam już plan, gdzie iść.
-A to spoko
***
Poszłam, prosto na lotnisko
-Przepraszam, kiedy jest najbliższy lot do Londynu?-zapytałam pani w informacji.
-juz nie zdążysz, bilety zarezerwowane, ciężko będzie się dostać, chwila-powiedziała i zaczęła szukać-  wszystkie miejsca zajęte, dopiero za tydzień
-Aha, dobrze, Dziękuję bardzo-powiedziałam i poszłam dalej.
Zaszłam do sklepu, kupiłam starter i kartę. Włożyłam je do telefonu.
Zadzwoniłam. Nikt się nie odzywał. Spróbowałam kolejny raz, udało się
-Witam-powiedziałam po angielsku zmienionym głosem
-Taak?-zapytał Max
-Gdzie pan się obecnie znajduje?-zapytałam
-Aa kto mówi?
-Och przepraszam-miałam nadzieję, ze nie spyta, muszę coś wymyślić-dzwonie w związku z przesłuchaniem
-A z próbą tak?
-Dokładnie? To jak?
-Będę. Jenny? Masz jakiś dziwny głos? to ty?
-Tak?-nie wiedziałam o co chodzi. jaka do cholery Jenny???
-Wiesz, że nie musisz mówić na meni per "pan"-powiedział roześmiany, był wyluzowany. Znał ją, nawet dobrze
-No wiem-nie wiedziałam-a na którą będziesz?
-Tak jak się umówiśmy z panem Brown.-powiedział-A pamiętasz o jutrze
-Hmm?
-Nie udawaj, kolacja u mnie na 17. Okey?
 Rozłączyłam się. On........ łzy popłynęły mi po policzku.Wracałam do domu.
Czyli miał kogoś. Kimś tym nie byłam ja. Fajnie się dowiedzieć, że nie byłam jedyną. Ale może to nie on, ale to był jego glos. Zauważyłam na ulicy Georga, oby tylko nie podszedł...
-Ej, co jest-spytał. Serio??? Musisz???
-Nic
-Ej, będzie dobrze-próbował mnie pocieszać
-Nikt cię nie nauczył, że nie można kłamać?!
Byłam zła na wszystkich , na wszystko.Na Maxa.. Ale nie miałam na nic siły.
-Aż tak źle?-nadal stał, pomimo tego że byłam chamska, nie odszedł.
-Yhmm-pokiwałam głową, przytuliłam sie do niego
-powiesz o co chodzi.
-Nie, nie dam rady. nie mam siły. Przepraszam ale chce być sama.
Odeszłam, nie odwracałam się. Po tym spotkaniu było mi lepiej. Choć może nie wiedziałam że było źle.
Nie wiedziałam że to dopiero początek....

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 11

Jesteśmy jak książki. Większość ludzi widzi tylko naszą okładkę, wielu wierzy tylko krytykom mniejszość czyta wstęp, nieliczni poznają naszą treść...


-Yhmm, co jest?-zapytałam Alice i "Meg" poszły za mną, bo Ed gdzieś się ulotnił. Rozglądnęłam się po kuchni Niall'a też nie było.
-Patrz to my.-powiedział George
-Że co?-jak zwykle go nie rozumiałam.
-Oglądaj-powiedział i włączył jakiś filmik.
Był z urodzin Alice, ciekawe kto go nagrał. Na nim tańczyłam razem z Georgem.
Wskazałam mu lekko Alice i Meg, tak aby się nie skapnęły, bo były wpatrzone w ekran i lekko się uśmiechały.
Pokiwał tylko głową.
-Pacz będziemy sławni, ale zaraz nastąpisz mi na noge... o chwila... teraz-powiedział, ale ja mu nie nastąpiłam przecież
-To tylko iluzja... nie dawaj sie jej-odpowiedziałam. rozumiałam już Georga, chce pokazać wszystkim ze nic go nie martwi ani obchodzi. Chce udawać, tak jak ja.... chociaż u mnie na dobre to nie wychodzi. Rozumiałam czemu tak robi, bo ja sama to robię dokładnie to samo.
-Dzięki-usłyszałam Eda
-Że co?
-Dziękuję
Nie rozumiałam go, ogólnie nie kumałam o co mu chodzi od wakacji.
-Co tam macie?-zapytał Ed
-Filmik z urodzin Alice-powiedziałam
-Wrzucony przez kogoś do internetu-uzupełnił George
-Będziecie famous, już 129 odtworzeń, a dodany godzinę temu
-Serio, nie zauważyłem tych podpisów pod filem-powiedział z sarkazmem
-Czytaj komentarze
"Dzieczyna suuuper, ale chyba tańczyc niezbyt potrafi, byłby wstyd na ślubie"-okey, nie ma co
"Weź nie hejtuj jej, bo jeszcze to przeczyta, a tańczyć sie nauczy. Do ślubu chyba daleko"-przeczytałam odpowiedź do górnej wypowiedzi.
-Ej, o co chodzi im z tym ślubem?-spytałam
-Nie mam zielonego pojęcia-odpowiedział wczytany George
-Czekaj-powiedział Ed i przejechał w górę na opis filmu
-Ej no, ja tam czytałem-zdenerwował się
-Dobrze wiedzieć, przynajmniej to czytasz.
-Książki też czytam-próbował się bronic
-"Para zakochanych narzeczonych tańczy wolnego"-przeczytał na głos Ed
-Narzeczonych! Nie no dobrze wiedzieć...
-Widzisz skarbie,wiedzą. Ale takie pytanie: mamy już datę??? Czemu mi nic nie powiedziałaś
Nie rozumiałam już nic. Chyba nadal udaje. To oo ślubie to na pewno tak
-Co? Ja nic nie wiem? Od kiedy?
-Od kiedy?Hmmm dobre pytanie. Ale faceci są słabi w datach, więc... Wybaczysz mi
-Że w sensie kim ja dla ciebie w końcu jestem?-zapytałam, a ten zbliżył sie do mnie, oparł się na moim ramieniu i szepnął, ale tak żeby usłyszeli wszystcy
-"Twój zapach. Jesteś dla mnie jak narkotyk. Moja własna odmiana heroiny"-ytat ze zmierzchu, nie no co tam. Ed był zdziwiony, dziewczyny zagapiły się na Georga, puściłam Edowi oczko, a ten zrobił wielkie oczy
-Ej, Bells, możemy pogadać?-zapytał zmieszany. Poszliśmy na korytarz-O co tu chodzi?
-Któraś z koleżanek, twojej ukochanej dziewczyny prawdopodobnie ta co jest tutaj, lub sama Alice, nagrała ten filmik.-szepnęłam
-Alice tego by nie zrobiła-bronił jej
-No to została ta Megan
-Nie lubię jej.-stwierdził
-Nie dziwie ci się. Ja tez. A teraz udajemy przy nich ze mamy na to wyjebane.
-Aha, ta wasza logika jest dziwna-skomentował. Wróciliśmy do kuchni
-Co jest-zapytała Alice. Ciekawska...
-Nic takiego-powiedział Ed
-Myślał, ze to na serio..-powiedziałam.Inaczej by my nie wybaczyła, cały czas albo by się pytała, albo by myślała ze nie ma do niego zaufania. Nie chce rozwalać ich związku. Nie kolejnego...
-Widziałaś inne komentarze?-zapytał George, pokręciłam przecząco głowa-"szkoda dziewczyny na zmarnowanie dla takiego chłopaka", w odpowiedzi na to "przestań, zebyś ty był taki przystojny choć w 1% jak on" och pochlebiasz mi-komentował-"wyglądają na szczęśliwych" "super razem wyglądają" "OMG jaki przystojny" no to ja już akurat wiedziałem-nie przestawał czytać
-Super, ze wiesz. Ja wracam chyba do domu.-powiedziałam
-a co braciszek będzie tęsknił-zapytał się Ed. Jeszcze zrozumieją ze Jake to brat.... Nie, proszę Alice nie, tylko nic nie mów, nie musisz tego rozumieć
-no musze, bo jeszcze będzie potem po nocach płakał i co wtedy?
-To ile on ma lat?-zapytała Alice. TAK! nie zrozumiała że Jacob to mój chłopak.
-To ile ma, a na ile się zachowuje to dwie różne liczby.-powiedziałam-Pa
-No cześć-odpowiedziała... Megan, a ja, ja po prostu stamtąd poszłam, wróciłam do domu

***
-hej-powiedziałam
-no cześć-odpowiedziała mama
-gdzie jake-zapytałam
-poszedł do kolegów'
-aha, w sumie to dobrze. Możemy porozmawiac-wzięłam sie za resztki mojej odwagi. Przecież jak nie zapytam to na pewno nie pojadę
-wiesz, że chce sie uczyć w Londynie?-zaczęłam
-Tak, złożyłaś tam papiery.
-Yhmm i chcę przed rokiem szkolnym dobrze poznać miasto
-Nie teraz, a jak cię nie przyjmą? Nie to ze w ciebie nie wierzę, ale to jest bardzo dobra szkoła, jedna z lepszych, w sumie chyba najlepsza-próbowała dokończyc, ale przerwałam
-A Claudia pojechała, by mnie oprowadziła-zasugerowałam. ja tam musiałam jechać!
-No to oprowadzi ciebie po rozpoczęciu roku.
-Ale mamo, Max tam jest, Claudia...
-A tu Jake, Ed, ten jego brat
-Ed nie może sobie znaleźć pracy, więc szuka tam. Jak tylko znajdzie, leci tam
-Nawet gdyby to nie masz gdzie zostać. musimy ci znaleźć mieszkanie.
-George ma tam mieszkanie, może mi wynajmie
-Widzę,że sie przygotowałaś-powiedziała z uśmiechem, dobry znak-zobaczymy. nic nie obiecuje, a nawet wątpie.
Poszłam do pokoju, wzięłam prysznic, zjadłam kolacje. Było dość wcześnie więc wzięłam wcześniej zaczętą ksiażkę i zaczęłam czytać
Nie rozumiałam słów, nie mogłam się skupić.
Zrozumiałam tylko słowa, które w dziwny sposób do mnie dotarły
kiedy ktoś poznał wszystkie twoje tajemnice i zna cie lepiej niż ty sam może cię zniszczyć  każdy dzień zamieniając w koszmar.. Może zranić cie tak mocno, ze twoje serce ucichnie i nie będziesz mógł oddychać, a ty wyciągając wspomnienia będziesz próbował się ratować być może zabijając jeszcze mocniej, tylko po to, by choć na chwilę zaczerpnąć do płuc powietrze...
Źle sie poczułam. Zamknęłam książkę i zgasiłam lampkę
Nie mogłam zasnąć, cały czas w głowie słyszałam te słowa

środa, 23 października 2013

Rozdział 10.

"Zanim umrzesz, upewnij się że żyłeś"

Wstałam, spojrzałam na zegarek, była 12. Jeju, a wczoraj szybciej wyszliśmy. nadal nie rozumiałam zamiarów Georga i nie wiedziałam jak wyglądałam, cóż... Byłam strasznie ciekawa, mogłam z nim jeszcze zatańczyć, ale przepadło. Weszłam na komputer, Claudia była dostępna na chacie. Napisałam do niej;
'hej, jak tam"
odpisała momentalnie
"super, ale dziwnie bez cb, denerwującej każdego dnia. Masz przyjechać! Co tam u cb, bo wiem że z Max'em coś nie tak"
"Ach, jakaś ty miła, mam zamiar niedługo przyjechać, ale nie wiem gdzie zostanę, pogadamy o tym później ok?"
"taa, jasne, ale spokoju ci nie dam, pytaj Georga"
Że niby o co ja mam go spytać??? To było dziwne, jak wszystko po powrocie z internatu.
"Ale o co?"
"Postój, on ma dom w Londynie, chyba na razie nie wynajmuje"
"Okey, dzięki. Wiesz co?Poznałam Eda dziewczynę"
"I jak? Ładna, normalna?"
"Ładna-tak, co najmniej mnie nienawidzi, więc tak jest normalna :D"
"Niby czemu?"
"Powiedzmy, ze dałam jej powód, z pomocą Georga"
"Dobra wygadasz mi sie jak przyjedziesz. Musze kończyć pa"
Czyli plan na wieczór-przepytać Georga. Jeszcze pogadać z rodzicami, o wyjeździe, pewnie się zgodzą dopiero wtedy, kiedy na 100% mnie przyjmą do szkoły. Czyli w połowie wakacji.
Ubrałam się, zjadłam sniadanioobjad i  poszłam na miasto
***
Wróciłam do domu, było po 4. zjadłam coś. Jacoba nie było. Na dworze było szaro, pewnie będzie znów padać...
Miałam zamiar isć do Eda i Georga. Wzięłam torebkę i koszulę Eda, muszę ja przecież oddać.

Weszłam bez pukania,ot tak, lubię denerwować Georga. Światło sie paliło na korytarzu.
-Hej, jestem-krzyknęłam tak jak zawsze gdy wchodzę bez zaproszenia
-Ed? George?-nie odzywali się,pięknie. Weszłam dalej
-Nie no, weźcie wyjdźcie. George musimy pogadać?-nadal cisza, poszłam do kuchni, tam też było zapalone
-Kim jesteś i co tu robisz- krzyknęłam,gdy zobaczyłam w kuchni przy oknie stojącego tyłem jakiegoś faceta
-Heeej-powiedział
-Co tu robisz? George? Ed?-zawołałam jeszcze, może coś odpowiedzą-Gdzie oni są? Co z nimi zrobiłeś?
W głowie miałam najgorsze scenariusze. Nie mogłam racjonalnie myśleć
-Myślisz, że ja..?-zaczął się śmiać
Trzasnęły drzwi. Bałam się, zaczęłam się cała trząść. Pewnie ktoś z jego gangu czy czegoś tam. Nie wiadomo co im zrobili, a teraz jeszcze mi.
-No odpowiedz-ledwo wykrztusiłam-
Ej, nie bój się, może usiądziesz, zaproponował. Nie chciałam nawet na niego patrzeć
-Nie dotykaj mnie. Zostaw.-cofnęłam się
-Hej, Bells-powiedział George-Co jest?
-Nwm, ktoś się tu włamał-spajrzałam do tyłu. Był cały. Miałam oczy pełne łez, ale jeszcze żadna nie poleciała. Zaczął się śmiać, on też.
-Takie są konsekwencje wchodzenia bez pukania-powiedział. I on niczym się nie przejmuje???
Chyba w końcy zaczęłam myśleć normalnie.
-czyli ty..-po raz pierwszy spojrzałam na niego-omg Niall
Podbiegłam do niego i się przytuliłam
-Już się nie boisz?-zapytał.
- Teraz to już chyba nie...Jest Ed, oddaje-podniosłam koszulę
-Nie wyszedł gdzieś z tą swoją dziewczyną i jej jakąś przyjaciółką. Niby mają tutaj przyjść, ale wątpię
-Ok, odłożyłam koszule do jego pokoju i wróciłam do  kuchni.
-Dasz autograf??-zaptytałam miłym głosem
-chesz autograf ot tego, chwila za kogo mnie uważałaś???
-Tak, chce autograf od ciebie
-Czyli od kogo
-Niall'a Horana!-wykrzyknęłam z uśmiechem. Gościu tak ciężko ci się podpisać???
-Z nią nie wygrasz. Nie powie ci.-powiedział George. Jaki znawca sie znalazł...
Aww podpisał
- a może zdjęcie...
-kobieto ty mnie wykończysz
-George trzymaj telefon-powiedziałam i oddałam jemu swój telefon. Nie wiem czy to był dobry wybór, mogłam go juz nie zobaczyć
Zrobił zdjęcia, ale telefonu nie oddał. Tak jak myślałam
-Ej, no oddaj, tak nie ładnie.-powiedziałam
-Hehs chciałabyś.-poszedł do drzwi, i co ja mam iść na dwór. Okey.
Pobiegłam za nim. Padał deszcz, ma szczęście miałam wodoodporny.
Byłam blisko, ale raczej dawał mi wygrać. Raczej napewno.
Byliśmy w jakimś parku, zatrzymałam się. On się zawracał. Czyli droga taka sama, ale na szczęście wiem gdzie biegnie.
Byłam centralnie za nim, ale nie mogłam go złapać.
Udało mi się wskoczyć mu na plecy.
-Ej, to nie fair-powiedział oburzony, zabrałam mu telefon, włożyłam do kieszeni.
-Taaa nie fair było zabranie telefonu. Jaki kierunek?
-Dom, ja cie dalej niż tam nie zaniosę. Nawet o tym nie myśl.
Czyli bedzie mnie niósł przez całą drogę powrotną. Jak miło. Nie no mi to pasuje
Zbliżaliśmy się do domu Georga. Samochód Eda wjeżdżał na podjazd.
Nadal byłam na baranach, przez połowę drogi mnie niósł.
Skręcił byliśmy przed drzwiami.
-Yyy to ty Bells
-Nie-odpowiedziałam zmienionym głosem-kim jest Bella???
-Sorka brat-powiedział do Georga. Myśli ze będzie miał kłopoty, super, znaczy że się nabrał.
-Wiesz dzis Bells przyszła bez pukania-zaczął
-Ahaa-Ed nic nei zrozumiał
-No, i wiesz konsekwencj były. Prawie płakała, potem sie cieszyła tak ze telefon zgubiła.
-Idioto, martwiłam sie o ciebie.-powiedziałam oburzona
-Hehs, ale nie zapukałaś
-A zmieniłoby to coś?-zapytałam. Nie zmieniłoby nic, oprócz tego że zwiałabym gdzie pieprz rośnie. Potem bym dzwoniła do nich i pytała czy z nimi wszystko ok.
-Bellaa?-zapytał
-Ni Edwardzie, to nie Bella-powiedział George. Nazywał tylko tak Eda w moim towarzystwie.
-Za dużo oglądałeś zmierzchu-wywnioskowałam
-Za duzo tego też czytałeś-dodał "Edward"
Weszliśmy do domu. Zeszłam z pleców Georga, odwróciłam się i zobaczyłam Alice i kogoś jeszcze za nią. Jednak przyszły, ktos tu się pomylił.
-Cześć-powiedziałam
-No hej-odpowiedziała Alice. Za nią stała dziewczyna, która była w wielkiej grupie wyzywających mnie dziewczyn. Na szczęście pod koniec dały mi spokój.
-To Meg. Pamiętasz ją
-Zapomniałaś że znamy się przecież ze szkoły, mówiłam ci o niej.-ciekawe co o mnie naopowiadałaś,...
-Bella, chodź na chwilę-usłyszałam poważny głos Geogra dochodzący z kuchni.
Poszłam sprawszić co się stało. Nic mi dziś nie zepsuje humoru, zabieranie telefonu, George, NIC. Właśnie poznałam swojego idola, jednego z pięciu. DZIŚ spełniło się moje marzenie

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 9

Wyszli. Leciała piosenka Maxa, gdy się skończyła poszłam do niego zadzwonić.
-Tak słucham-usłyszałam jego głos
-Hej, to ja. Czemu się nie odzywasz?
-Jestem juz w Londynie.-rozłączył się
. Czemu nie chce ze mną gadać??? Co się takiego stało??? Może ma jakieś ważne przesłuchanie nagranie czy coś innego. Pewnie tak było,ale nie daje mi to spokoju. wróciłam na dół
-Zgodził się-zawiadomił mnie Jake, nie no serio??? nie wiedziałam...
-Yhmm wiem-wyjęłam jakiś jogurt z lodówki
-Ale mówił, że tego nie popiera i że to nie wypali
-No, ale się zgodził przecież...-nie ogarniałam już Eda
-Mówił, ze lepiej powiedzieć  to Alice teraz niż potem sama ma się dowiedzieć. Idziemy na to przyjęcie?-zapytał, nie wiesz co nie!
-no przecież sam chciałeś
-ale jak tam będzie ktoś znajomy...-kurde o tym to nie pomyślałam
Wzięłam łyżeczkę i zaczęłam jeść, jogurt był brzoskwiniowy, nie przepadałam za takimi, ale zjeść mogłam
-to go też w to wciągniemy?-nie byłam co do tego pewna, ale cóź, tak bywa. Jake się zmył, poszedł na górę. Po chwili usłyszałam stukanie, Jacob gra na perkusji. nie przeszkadzało mi to zbytnio. Dokończyłam jeść i poszłam przed telewizor.
W którymś momencie zasnęłam
***
-Ej, wstawaj, mówiłaś,że ze mną pójdziesz
-Yhmm, jeszcze pięć minut mamo-przekręciłam się na drugi bok, nie rozumiejąc kto i co do mnie mówi
-Awansowałem z brata na mamę. Jestem kobietą!-wykrzyknął Jake-czyli nie mam już... Matkooo!!!
-Czego ty człowieku ode mnie chcesz?-zapytałam nie rozumiejąc w ogóle jego słów o jakimś awansie
-szykuj się za pół godziny wyjeżdżamy.
-ze nie mogłeś mnie obudzić wcześniej. Że jak ja mam się wyrobić w pół godziny???
Wstałam i poleciałam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam sukienkę, którą kupiłam z Jacobem
Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo nie było czasu.
Weszłam na dół, stał tam Jacob w garniturzeee.
-Co tak długo?-zapytał
-Idziesz w garniturze???
-Yhmmm,
-to zdejmij przynajmniej krawat-powiedziałam, zdjął-a i jeszcze czekaj
Rozpięłam mu ostatni guzik koszuli. jak tak można na zakończenie swojej szkoły przyszedł w jeansach, a tutaj do NIEJ idzie w garniaku... No ludzie logika....
-Chodź, zamknij dom, rodzice mają klucze
-Okey, ale idę po torebkę
-Szybciej, czekam w samochodzie
A to sobie poczekasz... poszłam po torebkę. wyszłam zamknęłam dom.
I pojechaliśmy
***
Jazda trwała z pół godziny. Nie było dużo osób, ale pewnie jeszcze się zjadą.
Weszliśmy do środka, było jednak więcej osób niż mi się zdawało. Podeszliśmy do Alice, Jacob złapał mnie za rękę. Fuj! Ale muszę to wytrzymać, choć dziś. Dziwnie było, tak trzymać brata za rękę i udawać że jesteśmy razem.

Koło niej stała grupka dziewczyn,zanim doszliśmy ktoś mnie dźgnął z tyłu
-Witaj-powiedział George, on tutaj też, super...
-No hej-powiedziałam spojrzał się na mnie i na Jacoba, na nasze ręcę. Uśmiechnął się
-Wiem o tym.A tak w ogóle jestem George-przedstawił się Jacobowi
-Jake-powiedział.
 Super, czyli Ed już jest, musi być, przecież to osiemnastka jego dziewczyny...
Poszliśmy dalej w stonę Alice, nadal była z koleżankami swoimi, tylko jeszcze Ed do  nich dołączył, albo go wcześniej nie zauważyłam
- wszystkiego najlepszego-powiedzieliśmy równo i wręczyliśmy małą paczuszkę z naszyjnikiem
-oj, dziękuję, to jest Bella, a Jacoba już znacie-przedstawiła nas,
Ach, "Jacoba już znacie" mojego braciszka przedstawiłaś kiedyś koleżankom??? Tak, wiem ze robisz wszystko żebym była zazdrosna, ale upsss dla twojej wiadomości ja nawet z nim nie chodzę.
 Stałam tam i się tylko uśmiechałam
-my już też się znamy, prawda-powiedziałam jedna dziewczyna, nie kojarzyłam jej.-ze szkoły, prawda Belllo?-zapytała z ironią. Juz wiem kto to. Moja "koleżanka" z klasy.Chyba nazywała się Megan. Oj tak za tobą tęskniłam, za tymi wszystkimi przezwiskami, wyzywaniem.
-Zdaje się że tak.-powiedziałam bez żadnych emocji.
-Wie-szepnął do mnie pytająco Jakob.Pokręciłam przecząco głową. Odeszliśmy od nich.
Wiele ludzi tańczyło, pewnie i mnie to czeka, ale może przeżyje
-Mogę porwać Bellę-zapytał.. George... okey o co mu chodzi...
Jacob pokiwał głową.
-Czy... zatańczysz ze mną?-zapytał.
Nie spodziewałam sie tego, ale się zgodziłam, bo przecież nie odmówię. Gdy wchodziliśmy na parkiet puścili akurat wolną piosenkę. Pięknie.


*Alice*
-Hej, kto to ten w czarnych włosach, przyjechał z Edem?-zapytała mnie Megan
-Jego brat-nie musiałam patrzeć na kogo wskazuje wzrokiem, ale wiedziałam że chodzi o Georga
-Ummm brałabym. Śliczny jest-powiedziała, nie jest jedyna która tak myśli. Nie zdradzałam się, przecież mam Eda. Puścili wolna piosenkę miałam do niego iść.

*Megan*
Nie ma to jak spotkać "ukochaną" koleżankę. Nie lubiłam jej. To w sumie za mało powiedziane.
W oko wpadł mi chłopak. Jednym słowem I.D.E.A.Ł.
Mam zamiar do niego pójść, zaraz miała iść wolna piosenka, zgadałam się z DJem ze powie mi kiedy będzie.Idę. Przecież dam radę. Tamta piosenka się kończy. Dj puścił mi oczko. Już
Nie mogłam go znaleźć zgubiłam go.
Poszukiwałam całą salę. Stał tam. Przy Belli i Jacobie czy jak on tam ma na imię.
Podeszłam, ale on wziął za rękę Belle, i zaczął z nią tańczyć. Zaczęła sie ta piosenka. Wyjęłam telefon, a co nagram ich na pamiątkę sobie, no może nie tylko sobie.
Tańczyli przytuleni do siebie i rozmawiali, uśmiechali się. Ona też, ale już niedługo przestanie. Już ja o to zadbam...

***
Nie ma to jak wolna piosenka i George. Cóż, nie miałam wyjścia, zatańczyłam z nim, nawet do wolnego...
Było nawet okey, trzymałam go za szyję. Rozmawiailiśmy, czasami się śmialiśmy
-myślisz ze to wypali?-zapytał, nagle poważnym tonem
-nie, na pewno się wyda, nie wiem kiedy, ale na pewno.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą, położyłam mu głowę na ramieniu.-wtedy będę miała przesrane
-nie martw się, zawsze ci pomogę
Spojrzałam na niego dziwnie, na samym początku był wredny, a teraz co?
-No co, wiesz ze jak tak patrzysz wyglądasz jak...
-no dokończ
-dokończe jak zatańczysz ze mna jeszcze jedna piosenkę, może wolną...
-chciałbyś-powiedziałam, był niewzruszony. Bywa, ale nie.

środa, 16 października 2013

Rozdział 8

Nie mam przed tobą tajemnic, po prostu są rzeczy o które nie pytałeś


-Hej, co jest-pukałam w drzwi, nic się nie odezwał
-No co do ubikacji spokojnie wejść nie można?-zapytał. Był zły super
-Ej, no przepraszam
-nie o to chodzi- no to o co? czemu nagle wyszedłeś? No tak jak się spytasz to powiesz że musiałeś do wc. Pewnie, tak najlepiej. Jake sprawdził, czy nikt nie stoi na korytarzu i powiedział szeptem-chodzi o Em, poudajesz? wiem ze bezie ci ciężko, ale proszę.
Okey, przyznaję, tego się nie spodziewałam. Wiem, ze to dla niego ważne, może Alice/Emily nic nie wie.
-Spróbować mogę-powiedziałam i spojrzałam w podłogę.Nagle zauważyłam że się unoszę, podniósł mnie i okręcił
-Dziękuję, wiesz ze cię kocham.
-Ja ciebie tez, ale będę bardziej jak mnie puścisz-zaśmiałam się. do czego on jest dla tej dziewczyny zdolny. Nadal mnie nie puszczał
-Postaw mnie na podłogę. Proszę-zaczęłam się śmiać. Nie potrafiłam się opanować. W czasie roku szkolnego zmienił się. Bardzo, nie do poznania. Ludzie by się ze mną nie zgodzili, ale o wygląd mi nie chodzi
-Hej, gdzie jest toaleta?-zapytała Alice
-Tu-powiedziałam-Jake puść mnie-powiedziałam już innym tonem. Alice niedawno musiała przyjść bo przecież braciszek mój się oglądał.
Postawiono mnie na podłodze,wreszcie. Poszłam do Eda.
-hej, jak tam?-zapytałam. Pewnie jest na mnie zły. to pewnie za mało powiedziane
-Jakoś leci.-powiedział i zniżył głos do szeptu-wiesz, ze Alice sądzi, że chodzisz z Jacobem? Nic nie mówiłem, zeby nie było
-O czym gadacie-zapytał nie kto inny jak "mój chłopak" (czytaj brat)
-O wilku mowa. Powiedz mu-zwróciłam się do niego. Powinien wiedzieć
-Chodź na chwilę, nie tutaj
Poszli do pokoju Jakoba. ja w tym czasie zmieniłam program. Same reklamy w tej telewizji.
-Gdzie Ed?-zapytała Alice
-Poszedł pogadać z Jacobem-odpowiedziałam. Znalazłam, przełączyłam na eskę.Spojrzałam na nią była zdziwiona
-Ale o co może im chodzić?-jaka ciekawa się znalazła. To co ja mam teraz powiedzieć
-O mecz pewnie-odpowiedziałam. Spojrzałam  w telewizor, piosenka sie kończyła. Bywa.
 A ZA CHWILĘ MAX. Matko, jaram się. Zerknęłam na Alice, udawała ze nie widziała, może i dobrze.
-To jak mam na ciebie mówić Alice, czy Emily?-zapytałam
-Jak chcesz. Tylko Jake z przyjaciół mówi na mnie Emily.
-A okey. Przyjaźnisz się z Jacobem?-zapytałam, chociaż w sumie wiem. Po co pytać. ale rozmowę podtrzymać trzeba
-No, kiedyś z nim chodziłam-serio, nie wiedziałam(sarkazm)
-A czemu zerwaliście-spytałam sie z ciekawości
-Wiedziałam ze zadasz to pytanie.
Nie no dobra. Będziesz w przyszłości wróżką. A co miałam zrobić???!!! Siedzieć i w milczeniu oglądać kolejne reklamy przed piosenką Maxa??


-To jak-uśmiechnęłam się. Ale niezbyt szczerze
-O czym gadacie?-spytał Ed
-Zobaczysz knują przed nami spisek.-powiedział Jake.
-I jak tam wam poszła rozmowa?-zapaytała Alice
-No dobrze, nagadałem temu że ma o Belle dbać, bo jak nie...
-To co-zaciekawiła się.
Czyli zgodził się. Matko, w co ja się wpakowałam. Na pewno to wyjdzie, ale przecież obiecałam bratu, on też mnie w wielu sytuacjach poratował. Może sie nikt nie skapnie
-Nwm, nie mam siły na nic-powiedział i rozłożył się pomiędzy mnie a Alice na kanapie.
-Hej musimy już przecież iść, wieczorem przyjecie
-Omm Bello jak chcesz to wpadnij-powiedziała zakłopotana
-Nie ma wyboru, idzie ze mną, paczaj Max idzie!-krzyknął
-Widzę-powiedziałam i zaczęłam spiewać. muszę do niego zadzwonić, ostatnio jakoś nie mam czasu
-Matko, z kim ja żyje. I niby jestem z tobą spokrewniony... Niestety dla ciebie tych dobrych genów już nie starczyło.

*Pamiętnik Alice*
Przyszliśmy do Belli ja przeprosić, no powinna, ale nie byłam jedyną winną. Chociaż w sumie to ja powinnam, to przeze mnie, przynajmniej tak sądzi Ed.  Zapukaliśmy do wielkiego dwupiętrowego domu. Stałam za Edem
Otworzyła ona...
Na mój widok przestała się uśmiechać.
Przeprosiłam ją., niezbyt szczerze ale co tam.
Za nią stał JAKE mój były chłopak, specjalnie go zaprosiłam na dziś na imprezę, samego, zeby był zazdrosny. W zaproszeniu nic nie wspomniałam o osobie towarzyszącej i dobrze nie chcę jej tam widzieć,

Jake chyba się na nią obraził. Hehs, bywa skarbie, może wreszcie uświadomisz sobie świat się wokół ciebie tylko nie kręci. Nie sądzę, żeby był zły o wynik meczu, on będąc ze mną nie oglądał takich głupot.
Musiałam do toalety, Bella chyba poszła go przeprosić.
ONA chodziła z JACOBEM, nie zasługiwała na niego, nawet w najmniejszym stopniu...
A on na korytarzu podnosił JĄ, ona się tylko śmiała i kazała mu go puścić. Jak ona może, z moim byłym???Jeżeli w ogóle ją raczył powiadomić o tym, ze chodziliśmy. Pewnie nie, był skryty, nieśmiały, ale jak zauwazyłam nie w stosunku do niej. Mnie nigdy nie podniósł. Rzadko mnie przytulał, nie lubił okazywać uczuć.
Spytałam się Belli, gdzie jest toaleta. Spojrzała na mnie z powagą, ale nadal zadowolona.
Potem poszłam do pokoju, chłopaków nie było, tylko ONA siedziała i przełączała kanały, wreszcie wybrała eskę. Zapowiedzieli piosenkę tego durnego Maxa jakiegoś tam. Spojrzała na mnie, udawałam że nie widziałam. Zaczęłam rozmowę, spytałam gdzie jest Ed, powiedziała że gada z Jacobem. Taa ciekawe o czym, co ich może łączyć. Super na pewno chodzi mu o mecz, taak. Obaj to zafascynowani kibice (sarkazm)
Ta spytała czemu zerwaliśmy. pytanie typowej dziewczyny, która gada z jego eks. Nie zdążyłam odpowiedzieć. przyszli, i tak bym jej nie powiedziała. To jest nasza sprawa
Serio gadka uświadamiająca od przyjaciela(jeżeli w ogóle łączy ich tylko przyjaźń. Nie nie uwierzyłam Edowi.), ze ma o nią dbać, troszczyc sie. A jak nie to??? Ed troszczy sie o nią za bardzo.
Rozmowa przeszła na dzisiejsze przyjęcie, no zaprosiłam ją a co niby miałam zrobić. Gdybym tego nie zrobiła, Ed by mnie wyręczył, a mi byłoby tylko głupi, nie chciałam jej tam.
Jake odpowiedział że idzie z nim. Czyli i tak i tak by poszła. Pięknie...


niedziela, 13 października 2013

Rozdział 7

"Naucz się patrzeć między linijkami i czytać pomiędzy słowami. Najważniejsze rzeczy nigdy nie zostały wypowiedziane."


-Hej, co tak szybko-usłyszałam Jacoba-Ej, co się stało.-powiedział gdy mnie zobaczył
-Nic, po prostu chcę być sama.-powiedziałam
- I myślisz, że się wymigasz???-założył ręce na ramionach jakby czekał, no cóż. Co mi szkodzi mu powiedzieć?
-Dziewczyna Eda mnie nienawidzi-wydusłam, kładąc torebkę na szafce
-I co z tego. Mała nie martw się.-gdyby tylko to to bym się nie przejmowała, wiele ludzi mnie nei lubi
-Tak ale była u Eda. Weszła do domu w momencie kiedy wychodziłam z łazienki w koszuli Eda,a on właśnie wstał i wyszedł z pokoju
-Okey, ale czemu miałaś jego koszulę-zapytał
-Bo Kość skoczył na stół, potem na mnie i ja miałam sok...-rozpłakałam się- a George jeszcze...
-Ej, nie martw się. Wiem co George mógł wtedy mówić, znam typ gościa. Może zakupy poprawią ci nastrój. Sukienka na przyjęcie na mój koszt.
Pokiwałam głową i poszłam się przebrać. Wzięłam jakiś dres, a włosy spięłam jakoś  w kucyk, czasami po protu nie miałam do nich cierpliwości



***
-A może ta, jest fajna-powiedział Jacob, pokazując mi fioletowa sukienkę
-Nie, ja się nawet w nią nie zmieszczę. A może ta?-zapytałam,
-Nie, weź coś bardziej no takiego imprezzowego czy cośtam-okey. Doszłąm do jednego wniosku: mój brat wymyśla gorzej niż niejedna kobieta-tam tararam przymierz tą-pokazał  mi różową sukeinkę, kolor niezbyt, ale była ogólnie fajna
-i jak?-zapytałam wychodząc z przebieralni, podobała mi się.
-Yhmmm, nie wiem jak ci, ale dla mnie wydaje się  być spoko
Wreszcie coś wybraliśmy, dopiero po paru godzinach poszukiwań, znaleźliśmy taką która pasuje i mi i jemu. Zwycięstwo. Przebrałam się. Podeszliśmy do znudzonej kasjerki,  musiała nas wysłuchiwać, przez jakieś pół godziny. Nie była jedną znudzoną osobą, nawet parę się zdenerwowało,ja też. Nigdy więcej z Jacobem na zakupy. Nigdy.
Pojechaliśmy do domu, było już ciemno. Zjadłam kolację i poszłam spać.

*Następnego dnia*
Wstałam, ogarnęłam się, zjadłam sniadanie, przebrałam się
Nie wiedziałam co ze sobą zrobi, włączyłam telewozor, leciały teledyski.Położyłam się na kanapie
-Hej, ktoś puka. otwórz-powiedział Jake
-Czemu ja?-zapytałam-Dobra pójdę.
Poczłapałam do drzwi, stał tam Ed. Zaraz przyszedł Jake, nie chciał otworzyć drzwi, ale sprawdzić kto to no to przyjdzie. Ma jakąś fobie przed otwieraniem drzwi normalnie. Jak nikogo nie ma, to otworzy, a jak nawet kumpel do niego przyjdzie to go wysyła. Taka mała paranoja
-Hej, co tam? musimy pogadać.-powiedział Ed i wszedł do domu. Woow nie był sam. Co ona robi u mnie w domu???!!!
-Hej, Em-powiedział zmieszamy Jacob
-Hej, -wykrztusiła Alice. O co tu chodzi?
-Em?-zapytałam. Ed nie wydawał się zdziwiony
-Tak, to jest Emily-powiedział Jake-chyba o niej słyszałaś
-Mówia na mnie Alice, bo niby jestem podobna do Alicji w krainie czarów i tak się przyjęło.-powiedziała z uśmiechem. Patrzyła na Jacoba. Tak dziwnie, ale ja siedziałam cicho, a sumie to stałam
Czyli mój brat chodził z Alice/Emily, która z nim zerwała i teraz chodzi z Edem, a ja mam udawać dziewczynę brata na jej urodzinach. Super. pewnie wie że Jake to mój brat, więc nici. Ale sukienkę mam!
-Czyli poznałaś już Bellę-powiedział Jake i objął mnie ramieniem
-Ymm tak. Pogadamy? zapytała- chcę cię przeprosić
Woow Ed masz jednak na nią wpływ. Nakłoniłeś ją żeby przyszła tutaj żeby mnie przeprosić. W sumie to ja powinnam ją przeprosić, no ale jej nie lubiłam, ale ona przynajmniej potrafiła udawać.
-Okey, nie musisz się  trudzić-powiedziałam
-Czyli wszytko między nami dobrze?-zapytała
-No taak-potwierdziłam, no co powiem przy Edzie i Jacobie ,że nie?
-Juhu,. znów pokój na świecie. Co masz na śniadanko?-zapytał Ed wchodząc
-A co chcesz?-zapytałam
-Dodać sobie energii-no super ale chodziło mi o to co chcesz zjeść.
-My jedliśmy płatki-powiedział Jake. Alice się na mnie spojrzała. No nie, znowu jakoś dziwnie, hehs, ale przynajmniej bez złości. 
-nie no wiesz, że żartowałem, jestem po śniadaniu-powiedział i dał mi przyjacielskiego kuksańca. Na zachowanie Eda było to dziwne. Albo to ja tak jakoś inaczej postrzegam świat, byłam jednak pewna co do pierwszego.
-co oglądacie?-zapytała Alice
-powtórkę wczorajszego meczu-powiedział Jake, przełączył mi, gdy ja poszłam otworzyc drzwi.
-chyba ty, ja coś innego oglądałam-zaczęliśmy się kłócić
-a wczoraj to co było?-zapytał. Nie wiedziałam o co mu chodzi, i co odpowiedzieć
-yyy mecz-palnęłam 
-i weź tu się z kobietą dogadaj. wczoraj w czasie meczu ja poszedłem z tobą na zakupy-tłumaczył,
-no przecież sam chciałeś-zrobiłam słodkie oczka-polska przegra 1:2
-DZIĘKUJĘ-krzyknął i wyszedł do łazienki. Chyba się nie załamał. Rzadko kiedy mecze oglądał
-Coś mu się stało?-zapytała Alice
-U nich to normalne-powiedział Ed
-Ma ciężkie dni-powiedziałam, poszłam zobaczyć o co mu chodzi

środa, 9 października 2013

Rozdział 6

"Tell me a anything but don't you say he's what you're missing baby
If he's the reason that you're leaving me tonight
Spare me what you think and

Tell me a lie"
One Direction-Tell me a lie


-Wstawaj!-próbowałam już go obudzić od 5 minut, ale nic nie było skuteczne
-No, czego ty nie wiesz?-zapytał, w końcu przynajmniej się odezwał, już połowa sukcesu
-Nie wiem czy mnie zawieziesz
-Gdzie cie znowu poniesie-powiedział i wtulił głowę w poduszkę
-Do Eda-odpowiedziałam, no bo zgodnie z prawdą 
-Ale daleko, nie możesz pieszo???-zdenerwował się-Tylko po to mnie budziłaś???
-Ale leje,od paru minut, i nie wygląda jakby miało przestać
-Duża różnica, dobranoc-po tych słowach zasłonił się kołdrą
-No weź, potem będziesz miał cały dzień spokój, beze mnie
-Nie-powiedział.Okey nie chcesz to nie, ale może obędziesz się bez kołderki...
-Oddawaj-krzyknął, ale ja pobiegłam już na dół. Ciężko było mu ją wyrwać, ale skapnął się dopiero po i teraz leciał za mną.
-Młoda oddawaj koca!-wybiegł na dół.-O pachnie goframi...Odłożysz na górę? Tam gdzie zabrałaś.-poszedł po gofra. Jest szansa
-A zawieziesz???-zapytałam
-A dasz mi spokój???-powiedział i zapchał się gofrem. Zawiezie mnie, czyli cel osiągnięty. Jupii. Poszłam na górę po telefon i torebkę, potem zeszłam do kuchni.
-Gotowa?-zapytał, gdy skończył jeść
-Aha-odpowiedziałam wesołym głosem. I poszłam do garażu.
***
-Dziękuję-powiedziałam wysiadając z auta.
-Pamiętaj idziesz ze mną, i udajesz moją dziewczynę, chociaż próbuj.
-Okey-powiedziałam. Jakoś to przeżyję, w sumie będę musiała, wyjścia innego nie mam już.
Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam
-Chwila-usłyszałam głos starszego brata Eda, z którym mieszka, Georga

-Heeej, wreszcie zauważyłaś że mamy dzwonek-nie no gościu fajne powitanie. Też ciebie dawno nie widziałam, miło mi cię znów zobaczyc.
-No wiesz, dawno tu nie byłam.
-Taa dawno, serio? Wchodź-te dawno, serio powiedział z sarkazmem. I się dziwić czemu niezbyt go lubię

-Ja do Eda.-powiedziałam
-No co ty? A już myślałem że do mnie. Śpi, zaraz go obudzę.
-Edwardzie wstawaj przyszła Bella-krzyknął, taa znów oglądał zmierzch, czemu mu Ed nie zabrania oglądać TAKICH filmów -Chcesz śniadania?
-Nie jadłam już.-powiedziałam. Poszedł do pokoju Eda
-Wstawaj młody. rusz się- tak rano nie jest. przychodziłam nawet wcześniej, a on był na nogach-A ty wyjdź
To nie było do mnie, mam przynajmniej taką nadzieję
-Kość wyjdź mi stąd!- czyli to do psa, już myślałam...
-A soku?-przyszedł i nalał mi, nawet nie odpowiedziałam
-Yhmm dziękuję.-powiedziałam
-Chwila, zaraz wstanie. Już ja o to zadbam-znów poszedł, z pokoju tym razem wyszedł Kość. Wzięłam łyka
Dali mu fajne imię, nie ma co. Jak tak można nazwać psa. Upiłam łyk soku. Podbiegł do mnie, nie przejęłam się tym zna przecież mnie. Ale skoczył na stół, a potem na mnie, wylał sok prosto na moją sukienkę. Po prostu cudownie. Dobrze że szklanka się nie pobiła, bo bym była  na dodatek cała we krwi i szkle.
-Kość!-krzyknął George
-George zamknij się w końcu-wrzasnął Ed z pokoju.
-Żyjesz?-zapytał
-Ja tak-powiedziałam wstając. Jak taki mały kundel potrafi skoczyć z taką siłą???
-Ale twoja sukienka chyba nie. Zapierz ją, zaraz znajdę jakąś koszule Eda. Może być?
-Mmmhm, dzięki.
Skierowałam sie do łazienki. George dał mi koszulę, Ed miał ją wczoraj na sobie. Była fajna, czarna w niebieską kratę.
Zamknęłam się w łazience. Zdjęłam sukienkę, zaprałam ją i założyłam koszulę, była długaaa i duża. Powiesiłam mokrą sukienkę na grzejnik, był ciepły. Dziwne bo było lato,ale nie wnikałam, u nich zawsze w domu jest ciepło
-Czyli co-usłyszałam Freda wychodząc z łazienki. Czyli Ed wstał.
Wyszłam z łazienki, George na mnie spojrzał i posłał mi słaby uśmiech.
-Co ona tu robi!?-matko tylko nie ona, nie tutaj, i nie taraz. Wywnioskowałam jedno to nie był Ed, mogłam postać jeszcze i posłuchać, ale nie musiałam wyjść... Trzasnęły drzwi, Ed wyszedł, cały rozczochrany
-Hej Alice-powiedział śpiącym głosem
-Nie no teraz to się obudził-narzekał George
-Hej, myślałam że ciebie nie ma-powiedziała i spojrzała na mnie. Ed też-Twój brat tak sądził. Tym bardziej jej się tutaj nie spodziewałam.Ładna koszula-dodała, och nie ma to jak nasza najmilsza ukochana Alice. W sumie to, że nie lubię jej to mało powiedziane, ale zazdrosna nie jestem, tylko boję się że skrzywdzi Eda.
-Dziękuję, też ją lubię.-matko, co ja palnęłam, co ona pomyślała. Chyba wie skąd ją mam, widziała wczoraj w niej Eda, ale może nie zwróciła uwagi
-Skądś ją znam-tak Ed znasz ją... Proszę nie mów skąd...
-Ja też, wiesz może z twojej szafy-powiedział George. Dziękuję ci bardzo, co ona sobie o mnie pomyśli, ale w sumie nie lubi mnie od początku. Bo nieśmiała to ona nie jest.
-to może ja już pójdę. -powiedziałam, chce jak najszybciej stąd wyjść. Wiem, ze uciekam tylko od problemu, ale cóż. Tak bywa.
-nie zostań-powiedział George-dawno już ciebie tu nie było. Ed przemalował sobie pokój, w sumie to już wiesz-zaproponował George. teraz na pewno sobie pomyśli. dzięki wielkie!!!
-wiem. Ale chyba sobie jednak pójdę- po jaką cholerę powiedziałam wiem???!!!! Co się ze mną dzieje???!!!
-Bells zostań-powiedział Ed.-Ładnie wyglądasz-szepnął przechodząc koło mnie. Mimowolnie się uśmiechnęłam, a on poszedł sobie do łazienki. Poczułam spojrzenia Alice, nie byle jakie, patrzyła na mnie z nienawiścią.
Podbiegł do mnie Kość, zaczął się łasić, pogłaskałam go, zauważył i zaczął szczekać na Alice, podbiegł do niej i zaczął na nią skakać, moja krew...
-Kość przestań, nie gryziemy gości, pamiętaj Bella gosciem nie jest, więc ją możesz Zjemy może śniadanie.-zaproponował George,Ed wyszedł z łazienki, szybko wrócił, i dobrze
-Już jadłam-powiedziałam-jak to nie może mnie gryźć???
-bo za często tu bywasz
-a ja chętnie zjem, porozmawiamy-skierowała się z tymi słowami do mnie, -Ed, porozmawiamy?
-Yhmm
-W cztery oczy
-Mój brat nie ma przede mną tajemnic, przed Bells też nie-powiedział George. Debil, on coś kombinuje, nie lubi Alice, ale niech nie robi tego moim kosztem. Już i tak nie wiadomo jak o mnie myśli
-Jednak wolałabym...
-Nic tu nie zaszło, rozumiesz!? -krzyknęłam. Oparłam się o blat kuchenny, zauważyłam Eda idącego w... moją stronę. Gościu, nie rób tego, stracisz dziewczynę, przeze mnie. Kolejną już pewnie.
-Hej, spokojnie, nie denerwuj się, wszystko wytłumaczymy.-powiedział i mnie przytulił.-Alice chodź pogadamy.
Poszli do jego pokoju, a ja wzięłam sukienkę z łazienki i poszłam do domu.


czwartek, 3 października 2013

Rozdział 5

Wyszliśmy z samochodu. Ona też oczywiście, i tak nie mam zamiaru z nią gadac. Sorka, taka już jestem, pierwsza lepsza osoba tego nie zmnieni.
Ed wyjął walizki, podał mi je, bez słowa, potem podszedł do mnie bliżej
-Hej, skarbie, przepraszam, nie powinienem na ciebie krzyczeć.- w jego głosie słychać było skruchę, naprawdę tego żałował,ale ja nie mogłam. Po prostu nie mogłam

-Rozumiem to, ze go bronisz, to że jej nie lubisz-szepnął, żeby nie usłyszała. Przytuliłam go. Tak dawno go nie widziałam, a już się pierwszego dnia kłócimy.
-Dzięki, pa.-powiedziałam, wzięłam walizki i ruszyłam w stronę domu.--wpadnę do ciebie jutro, tak jak zawsze-powiedziałam. Uśmiechnął się, na Alice nawet nie spojrzałam. Uważa że może sobie ot tak obrażać mojego chłopaka. Nie jest to fajne uczucie, ani trochę.
***
Drzwi do domu były otwarte więc pewnie Jake już jest w domu.
-Siostrzyczka moja wróciła!-usłyszałam gdy weszłam
-Widzę, ze się stęskniłeś-przytulił mnie, too było dziwne.-Okey co chcesz
-Nic, nie mogę już ot tak przytulić siostry-zapytał urażony, ale nadal mnie nie puścił-To jak tam twoja edukacja-na serio coś mu jest. Normalnie mu odwala, czegoś chce , albo się czegoś naćpał
-Zmień dilera, albo zmniejsz dawkę-powiedziałam, próbowałam wnieść walizkę, ale zaraz mi ją odebrano.
-Nigdy mi nie zabraniaj zmieszać dawki miłości do mojej siostry.-Wniósł walizki
-Ale na serio, co chcesz. Nie wymigasz się-powiedziałam, normalnie taki nie jest, tylko gdy czegoś chce
-No, dobra. Wiesz, ze chcę wkurzyć Emily-spojrzał na mnie. Kim do jasnej ciasnej jest Emily???-moja była dziewczyna, wytrzymalismy ze sobą trzy dni.
-aaaha.. i...
-No i nie poszłabyś ze mną na jej urodziny, w niedzielę-wiedziałam od początku ze czegoś chce
-A co otrzymam w zamian?
-Moją dozgonną wdzięczność?-raczej zapytał niż powiedział
-dobra, znaj moją litość, ale teraz ja idę odpocząć, i potrzebuję ciszy, więc nie graj ok?
-No może...-powiedział. Zgrywał się, stuknęłam go lekko ręką w ramię.-No niech ci będzie.
Przynajmniej mam spokój przez dwa dni, jak dobrze pójdzie to przez 3. Weszłam do mojego pokoju. I pomyśleć, że nie byłam tam od Wielkanocy. Wszystko było takie same, oprócz tego ze było na prawdę czysto, wszystko było poukładane w szafkach, na swoim miejscu.. 


Po drugies tronie wisiał obraz, stała gitara, normalny pokój, ale nie było tam takiej atmosfery...
Ogólnie było dziwnie, i tak nie przepadałam przebywać w moim pokoju.,ale cóż. I tak przesiadywałam u Eda lub u Claudii.
Zaczęłam się rozpakowywać, w przerwach wchodziłam sprawdzać pocztę i twittera.
Potem poszłam spać, no bo cóż innego mam do roboty o 23.

***
Wstałam i spojrzałam na zegarek, było wpół do 9. Wstałam i ubrałam się.

Postanowiłam założyć sukienkę, pogoda dopisywała. Zeszłam na dół, mama robiła śniadanie
-Hej, jak tam było? Wczoraj późno wróciliśmy z pracy. Nie gniewasz sie?-powiedziała piekąc gofry
-Nie. Było tak jak zawsze w szkole.
-Gratuluję dobrych wyników-nałożyła mi gofra. Co jak co, ale gofry robi najlepsze.-co masz zamiar dziś robić?
-pewnie pójdę do Eda-powiedziałam, bo w sumie to miałam do niego przyjść.
-pieszo?-zapytała-ale pada, a nawet leje
-tak jak zawsze-odpowiedziałam, tylko parę razy pojechałam do niego rowerem, ale wolę chodzić pieszo.
-coś słyszałam ze masz z Jakiem plan-zaczęła. Skąd wie o tym???
-Noom, poproszę go i może mnie zawiezie.
Dokończyłam gofra i poszłam, zobaczyć co z Jackobem