niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 33

-Wsiadaj-powiedział Jacob, gdy się już przywitałam.
Wsiadłam na przód, na miejsce pasażera i pojechaliśmy.
-Gdzie wynająłeś dom?-zapytałam z czystej ciekawości
-Haha zobaczysz
-A będę miała daleko do pracy?
-To ty pracujesz?-spytał zdziwiony
-Tak geniuszu, uważaj jak jeździsz. -zaśmiałam sie jak ostro skręcił gdy się zdziwił
-A gdzie?
-W wytwórni...muzycznej-powiedziałam po dłuższej chwili, gdy siedział cicho
-Ej, młoda
-Co bracie?
-Nie spodziewałem się tego po tobie.
Fajnie. Jakoś długo jedziemy już, albo mi się wydaje. jestem zmęczona
-Ok, jesteśmy. Trzymaj klucze, otwórz, ja wezmę walizkę.
Nie no mi to pasuje, jeszcze ledwo sie ruszam.
Wyszłam z samochodu, dom nie był duży, ale piękny. 2piętrowy
-Weź, rusz się-skarcił mnie na schodach. Chyba otworze co?
-No idę-powiedziałam
Otworzyłam drzwi, Jake wszedł pierwszy, zamknęłam za nim drzwi. Skierował się na górę, więc pewnie tam będę miała pokój. Weszłam pomału na schody. Było trochę ciężko,ale dałam radę
-Proszę, może być?-zapytał
-Aww, genialny-powiedziałam.
Był mały, przytulny. Wprost idealny dla mnie.
-Fajnie, to zostawiam cie samą. Dobranoc.
-Dobranoc
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to padłam na łóżko i po prostu zasnęłam.
***
-Hej wstałaś już-zapytał acob wchodząc do pokoju
-Yhy
-Chcę sie pożegnać
-Że co?-prawie krzyknęłam
-No co, przyjechałem tylko żeby ci załatwić mieszkanie. Więcej wolnego mi nie dali
-A sama nie mogłam sobie załatwić?
-Wiesz...-powiedział
Nie no fajnie.Ale chyba wolę być sama niż przeszkadzać Georgowi...
***
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
nie widziałam Georga, a może to i dobrze. Skończyłam z cięciem się. Zaczęłam znów chodzić do pracy, zaczęłam jej nie lubić, chociaż tak naprawdę ją kocham. Wszystko zaczynało się układać, co prawda w żółwm tempie, ale ważne że wszystko schodziło na dobrą drogę. A te wszystki małe rzeczy powodują u mnie naciąganie bocznych mięśni twarzy, które tworzą uśmiech


WŁAM CIOTO <3
DAŁAM RADĘ
haker poziom hard ;P
MOŻECIE BYĆ WDZIĘCZNI,
JEST dziś a nie w środę :D
BUHAHAHAH
A HASŁA NAWET NIE ZMIENIAJ, NIC TO NIE DA, MAM SWE SPOSOBY
KOCHAM CIĘ MISIA
nie mogłam się powstrzymać
przepraszam

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 32

Obudziłam się w łóżku, byłam pierwszy raz od dawna 100% wyspana. Zdziwiło mnie to trochę, spojrzałam na zegarek, było po 18. Czyli ile spałam? Z 8 godzin?
Ale co ja robię w łóżku, ja nie pamiętam żebym się kładła spać...
Ostatnim miejscem, w którym byłam była łazienka.
Nie wracałam z niej... George...
To on...ale czyli on wiedział.Spojrzałam na ręce, miałam zabandażowane, ale widć było krew. Chyba tym razem przegięłam. A jeszcze ostatnio straciłam wiele krwi
Powoli staczałam się w dół, nie wyjdę już z niego jest za głęboki
I George ni pomoże. Nikt nie pomoże. Zostałam sama.
Zawibrował telefon, odebrałam
-Tak słucham-powiedziałam słabo
-hej młoda, co ci się stało?
-Nic, spałam to dlatego
-A ok, wiesz co jestem już w Londynie, załatwiam mieszkanie. Zostajesz z Georgem czy idziesz do mnie?
-Wiesz co chyba pójdę do ciebie. Stęskniłam sie za tobą
-Hahaha jakie to śmieszne-powiedział poważnie-A kiedy będziesz
-teraz jest 19, to jak się spakuję, zjem yy no i inne to zejdzie do 22.
Zebrałabym sie szybciej, ale nie chce o tym mówić Georgowi. Nie chce żeby sobie pomyślał,że uciekam. Chociaż uciekałam, ale nie od niego, nei że miałam go dość, tylko nei chce widzieć jego spojrzenia po tym co sobie zrobiłam. Nie wytrzymałabym tego.
-Ale nie przyjdziesz piechotą? Zajadę po ciebie
Nie podam mu adresu Georga
-Ok, to ądż na przystanku obok, ok? Będzie ci łatwo się zawrócić
-Czemu?-nabrał podejrzeń, musiałam cos wymyślić
-Bo nadal boje się z tobą jeździć, a jeszcze zmiana strony ruchu na lewostronny
-Ej, czekaj-przerwał mi-bałaśsie ze mną jeździć?
-Trala la la la
-Ładnie spiewasz, chcociaż przez telefon brzmisz jak zdechły wieloryb. Muszę kończyć. Kocham cie. pa
-Pa, ja ciebie też.-odpowiedziałam.
Chiałam wstać, spakować się, ale nie miałam siły. Jest ze mna aż tak źle? Nawet wstać nie mogę.
Jak ja teraz się spakuję?
george wszedł. Może to i dobrze, że nie wstałam. teraz przynajmniej udaję, że śpię.
-Wstań-powiedział, po chiwli westchnął-nie udawaj już i wstawaj
Nadal leżałam oczy miałam zamknięte Czułam jak po policzku spływa mi łza..
Zobaczył to. Czułam, że to zobaczył. Ale nie widziałam tego.
Po prostu dobrze go znam. Wyjdzie. Nic nie powie, zostawi mnie w spokoju i nie będzie się do mnie odzywać.
Dziwne, bo zaczęłam się z nim przyjaźnić na początku wakacji, a teraz co 2 tygodnie minęły.
A znam go jak nikogo innego. Lub mi się tak wydaje
Otworzył drzwi. Wiedziałam
-Mogłabyś przynajmniej nie udawać-powiedział chłodno.
Tak, mogłam, ale tego nie zrobiłam.
Próbowałam wstać, i za którymś razem udało mi się. Przytrzymałam się stolika. Schyliłam się i powoli wyjęłam walizkę spod łóżka. Podeszłam do szafy, parę razy się zachwiałam, ale nie upadłam.
Usiadłam obok szafy, zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy.
Już prawie skończyłam. Musiałam jeszcze isć po torbę, bo gdzieś ją wsadziłam.
Spojrzałam na zegarek, było późno. Pakowałam sie dłużej niż przypuszczałam. Było po 20.
Jakimś cudem wepchnęłam walizkę pod łóżko, żeby george jak wejdzie to nic nie zauważył.
I padłam na łóżko. ustawiałam sobie budzik za 15 minut, ale wiem ze powinnam iść dokończyc pakowanie, zabrać rzeczy z łazienki itp.
Ktoś zapukał, tym kimś był pewnie george, może i lepiej, że nie dokończyłam pakowania
-proszę-wychrypiałam, wszedł. jednak sie nei myliłam, to był george
-chcesz coś zjeść?-zapytał
-nie, nie mam siły
-na pewno? chodź, zjesz cos
-nie, George, na serio nie mam siły, wszystko mnie boli, zjem coś rano
-aha okey-powiedziali wyszedł.
Nie, ja nie zjem rano. Rano to już tu mnie nie będzie. Przykro mi George. Ale ja nie dam rady...
Zanim się obejrzałam zadzwonił budzik. Wyłączyłam go i spróbowałam wstać.
Ale tym razem za nic mi sie nie udało.
Nie poddawałam sie, próbowałam dalej, niestety bezskutecznie.
-Hej coś się stało-wparował George
-Chcę wstac, ale nei mogę-powiedziałam
-Czemu, boli cię coś?
-Wsyztsko, ale to nie przez to. Nie mam siły-pwoeidziałam
-To poleż
-George...ale ja chce do łazienki
-Oh-wziął mnie za rękę. Wziął pod ramię i poprowadził
Zatrzymaliśmy sie przy drzwiach
-Dalej już cię nei prowadzę
-Dalej już nie prowadź
-Czekam na ciebie
-Nie czekaj, sama dam radę, najgorzej było tylko wstać. Dziękuję
-Ale...
-Nie, dam radę. Muszę, muszę się przyzwyczaić
-Oh, jak coś, to wołaj.
-Ok, ale nie usłyszysz
-To sobie tu postoję
-Nie, George. Dziękuję, już dużo dotychczas zrobiłeś. Idź spać, jest juz późno, ja sobie poradzę.
Poszedł. patrzyłam jak odchodzi, a następnie wchodzi do swojego pokoju.
-Dobranoc-powiedział zamykając drzwi
-Dobranoc powiedziałam, zamknęłam sie w łazience

Spakowałam wszystko, ale nei mogłam nigdzie znaleźć żyletek.
Ok, soo... gdzie ja je ostatnio widziałam? Oh, tak. Pamiętam; siedziałam w kacie, ona była ze mną, potem...George.
Tak to George mi je zabrał. Gdyby tego nie zrobił nei pozwoliłby mi wejść do łazienki. Nie no przesadzam. Pilnowałby mnie za drzwiami.
Obędę się bez niej przez ten dzień. Jutro pójdę do najbliższego kiosku i kupię.
Skończyłam pakowanie. Zadzwonił Jacob. Wyszłam z łazienki
-Hej bracie co tam?-zpaytałam. Nie chciałam pytać o której przyjedzie, bo George może to usłyszeć.
-Cześć, spóżnię się trochę. Wybaczysz mi?
-Noom, raczej tak. Niby czemu nie
-A to ok. Zadzwonię, żebyś wyszła ok?
-Dobra. Do zobaczenia wwkrótce mój ukochany braciszku. Miło, że mnie informujesz
-Oj, też sie z tego powodu cieszę. Nie jesteś zła?
-Nie nie jestem
-Aha to cześć
-Pa-powiedziałam, byłam już prawie przy łóżku. Wyjęłam walizkę i przytargałam ją obok drzwi.
Wzięłam torbe podróżną i zeszłam na dół. Powoli, ale zeszłam.Położyłam obok wyjścia.
Zaszłam do kuchni. Wzięłam łyka wody
-Ej co jest-powiedział George niemrawo
-Nic, chciało mi sie pić
-Aha to idę spać, dobranoc-gadał jak jakiś pijany.
Wróciłam do pokoju.
Byłam już prawie w pokoju, ale zabrakło mi sił. na samym końcu, obok drzwi pokoju.
Podparłam sie ob ścianę. Dam radę. jeszcze tylko kawałek. Za chwilę dojdę i położę się spać.
Ruszyłam, nogi się pode mną uginały.
Potem po prostu padłam ns łóżko. Położyłam telefon obok i zasnęłam
***
Odebrałam, to był Jacob, dzwonił mam zaraz wyjść. Bez problemu wzięłam walizkę, zaniosłam na dół i założyłam trampki. Spojrzałam ostatni raz na dom georga, wydawał się malutki. Dostrzegłam wzrok georga, zły, smutny. Odwróciłam się i poszłam dalej
Jakim cudem ja się nie rozpłakałam?
Zauważyłam Jacoba. Odłożyłam walizke i rzuciłam mu sie na szyję. Obrócił mnie
-Tęskniłem siostra
-Ja tez
-Wiesz co? Musisz kogoś poznać. Ona jest bardzo dla mnie ważna, pamitaj o tym, a i mieszka z nami, więz będziesz musiała ją polubić. Hehs co ja mówię JĄ na pewno polubisz.
-Kto to?
-Ktoś specjalny, czeka przy samochodzie. Idź, ja wezmę walizkę.
Poszłam, widziałam zarys dziewczyny. Ruszyłam szybciej. Jacob został w tyle, chciałam ją zobaczyć.
Stała za samochodem, odwróciła sie do mnie gdy zobaczyła że jestem bliżej.
Podeszłam, odwróciła się.
Jaaaa...........
Jak on mógł to zrobić?! Z nią?!
-Cześć Bello. Tęskniłaś?-powiedziała Jenna ze słodkim usmeichcem
-Postanowiłaś mnie prześladować
-Tak-szepnęła -odwdzięczę ci sie za to wszystko co powiedziałaś
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Obudził mnie telefon. Więc to był TYLKO sen, zły sen.Uff
-Cześć, młoda za 5 minut na przystanku. Kocham cie
-Ok-powiedziałam, ale już sie rozłączył.
W 5 minut chyba się wyrobię. Wstałam, wszystko mnie bolało, ale dam radę.
Przynajmniej dałam radę wstać, potem już jakoś pójdzie.
Wzięłam kartkę i długopis. OK, ale co ja mam mu napisać.
Jakoś napisałam, łza poleciała mi po policzku. pech chciał, żeby spadła prosto na kartkę, obok podpisu.
Wzięłam walizkę i poszłam. Ciężko było. Ledwo szłam.
Najgorsze były cschody, ale miałam przynajmniiej o co sie oprzeć
Zeszłam, wzięłąm kurtkę. Włożyłam trampki, wzięłam walizkę oraz torbę i poszłam.
Być może ostatni raz patrze na ten dom. Może to jest ostatnie miejsce, gdzie byłam razem z georgem
Może więcej go nei zobaczę? Może nie będę mu już przeszkadzać...
I wszystko się w końcu ułoży

________________________________________________________________
Od razu mówię, że nie mam następnego rozdziału napisanego
Dzisiaj się za niego zabiorę
Jak coś wymyślę, bo od paru dni mam pustkę w głowie
Brak weny<<<<<
tak więc nei wiem czy dam radę napisać do środy, ale postaram się
Tyle co wiem: nie będzie długi.

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 31

"Nie zmieniłam się. Po prostu lepiej mnie poznałeś"

-Otworzysz w końcu?!-zadaj się dobijali. Znałam ten głos, ale nie mogłam sobie przypomnieć czyj jest
-Już idę!-krzyknął-poczekasz?
Ale miał daleko, całe trzy kroki... Wszyzstko mnie jakoś dzisiaj irytowało.
-Nie mogłeś wcześniej?-wpadł zdyszany Harry
-Nie, gdzie reszta?-zapytał Nialler
-Myślałem że u ciebie-rozglądnął się i napotkał moje spojrzenie
-Cześć! jestem Harry- podszedł wyciągnął rękę
-Hej, wiem. Bella-podałam mu rękę. Pocałował ją.
JEJKU!!! Czułam że zrobiłam się cała czerwona. Najprawdopodobniej tak było.
-Na którą mamy był- zapytał Nialla
-Na 21
-Fajnie. Z kim idziesz?-znów zapytał, ja się tylko przysłuchiwałam.
-Z Anną. A ty?
-Nie wiem. Bello jak tam?-zapytał
-Jakoś leci. A u ciebie?
-Nom też. Musi.
Rozmowa się jakoś nie kleiła
-A Bells...-zaczął Nialler
-Yhy?
-George dzwonił, szuka ciebie-nie powiem byłam zaskoczona. Pewnie się pytał,czy nie wie w która stronę poszłam. Ojejuuu.-,-
-Się obejrzał
-Uciekłas?-zapytał Harry. Nie poleciałam...
-Nie, poszłam na spacer-odpowiedziałam normalnie, w sumie zgodnie z prawdą. To ze spotkałam Nialla, a dokładniej on mnie zauważył i podbiegł to nie moja wina.
-martwi się o ciebie.
-Chyba już pójdę. Cześć.-wyszłam z tourbusu
-Ej, poczekaj. Może zechciałabyś mi towarzyszyć dziś na gali?-zawołał Harry
-Nie dam rady. Naprawdę. przepraszam, bardzo chciałabym, ale nie mogę
-Ok.-powiedział.
Wracałam do domu.
***
-Gdzie byłaś?!-podbiegł do drzwi i oczywiście, jak zwykle otworzył je przede mną. Co on ma jakiś czujnik ruchu czy co?
-Nagle się zainteresowałeś-odpowiedziałam chłodno i weszłam
-Hej, przepraszam. Po prostu nie wiem co mam myśleć.
pokiwałam głową, ale nic nie rozumiałam
-Nie obchodzi cie to? No pewnie, bo po co?!-wykrzyknął George
Nie odzywałam się, ale to, że nic nie mówię nie znaczy że mam to gdzieś
-Fajnie! Więc jak sie znów nieszczęśliwie zakochasz to do mnie nie przychodź! Zamiast tego walnij głową o ścianę, będzie mniej bolało
O co mu chodzi?
Ok, od razu pójdę i walnę w ścianę. Dzięki.
-I tak o siebie nie dbasz więc proszę bardzo!
-Jak o siebie nie dbam?-nie mogłam dalej siedzieć cicho...
-Miałaś jeść! Miałaś siedzieć w domu!
-Jadłam! Ile można?!-poszłam do pokoju. Zamknęłam się. Napisałam do Jacoba. Miał niedawno przyjechać do Londynu.
"Siemka kochany braciszku? Kiedy odwiedzisz swą małą siostrzyczkę w wielkim mieście?"
Zaraz przyszła odpowiedź
"Hahahaha jak ciebie kocham. Nie no żartuję. Mam bilety"
"Na kiedy"
"Hehs, nie powiem"
"Nie to nie"-odpisałam, Rzuciłam telefonem. Zaczęłam płakać
Ma bilety, więc przyjedzie niedługo. chyba...
George pukał do drzwi. W porę się obejrzał.
Założyłam słuchawki.
I w pewnym momencie zasnęłam
***
Obudziłam się, w słuchawkach nadal było słychać muzykę. Spojrzałam na zegarek. Było wpół do 9!
Spóźnię się do pracy. Wyjęłam pierwsze lepsze ubrania z szafy i poszłam się przebrać.

Nie mogłam wyjść z pokoju. Coś mi przeszkadzało z drugiej strony. Zaczęłam mocno pchać drzwi.
-Ej, co jest?-zapytał zaspany George. Spał tam całą noc. Czekał aż mu otworzę*-*
-Zejdź, spóźnie się do pracy!
-A juz. Proszę-zszedł, a gdy wyszłam znów się położył pod moimi drzwiami
Zeszłam na dół, wzięłam jakiegoś zbożowego batonika.
Zszedł George.
-Jak tam?-zapytałam
-Jakoś idzie. Gdzie idziesz?. Dzisiaj znów uciekasz?
-Nie idę do pracy-powiedziałam. Taa od razu, ze uciekam
-Aha, wiesz ze masz zwolnienie c'nie
Czekaj... CO? Jak to?
Geniusz ja, zapomniałam o tym, ze nie muszę iść do pracy...
Dopiero zaczęłam, ale i tak się przyzwyczaiłam
Usiadłam i w spokoju zjadłam batonika
-Zapomniałaś-bardziej stwierdził, niż zapytał. Pokiwałam głową.
-O nie!-wykrzyknął udając przerażonego.
-Co jest?-zapytałam, w pewnym sensie z przymusu. Ale cieszyłam się że znów gadamy normalnie.
-Brak herbaty w naszym zasobie
-Okey... pójdę zaraz do sklepu
-Mogę ja iść
-Ja i tak pójdę, więc mogę kupić
-a to ok-powiedział. Fajnie- nie miałam w planach pójścia do sklepu, ale chciałam przeczytać tamtą gazetę, którą pokazał mi Nialler
Wzięłam torbę. Wyszłam. Poszłam prosto do sklepu.
Mam iść tylko po "herbatę", ale kupię też gazetę. Może nawet dzisiejszą też...
Przede mną szła ta sama (chyba) pani, co kiedyś pokazała mi gdzie iść, żeby spotkać Maxa. Znów szła z zakupami, ale tym razem były o wiele cięższe.
-Przepraszam?-zapytałam, tak to była ona-pomóc pani?
-Nie, dziękuje drogie dziecko. Dam radę. Albo poczekaj. Nie dam ci wszystkich toreb jak ostatnio, o są za ciężkie
Pamięta mnie. Miło.
Wzięłam od niej większość toreb, tak aby zostały tylko lżejsze.
-Co tam u ciebie?-zapytała
-Jakoś pomału idzie-odpowiedziałam-a u pani?
-Chyba też. Wnuk się dostał do bardzo dobrej szkoły. Ale nie ten co ja ci o nim wcześniej mówiłam. Drugi-powiedziała z dumą. Ma bardzo dobrą pamięć
-Gratulacje-powiedziałam.
Szliśmy rozmawiając o wszystkim. Głównie to ona rozmawiała
-Dziękuje moja droga, zostaw tutaj to, zaraz przyjdzie mój syn i mi pomoże. Nie będziesz tego mi wciagać po schodach-powiedziała
-Tutaj?-zapytałam
-Tak. Juz drugi mi zanosisz zakupy. Jak mam ci się odwdzięczyć?
-Nie trzeba, rozmowa mi wystarczy
-Skarbie, cos się stało?-zapytała-mi możesz powiedzieć?
-Nic takiego.
-Dobrze odpuszczę ci, ale tylko dlatego, ze mój syn już idzie.Trzymaj sie, zjedz coś. jeszcze raz dziekuję
-Nie ma za co.-wróciłam się do sklepu. Ta niby normalna rozmowa poprawiła mój humor.
Weszłam do środka w nadal dobrym humorze.
Wzięłam tamtą gazetę, zauważyłam, że jest też nowa. Wzięłam obie , jakieś trzy herbaty, każdą inną i poszłam do kasy
-Dzień dobry-powiedziała automatycznie kasjerka
-Dzień dobry-odpowiedziałam i wyjęłam z torby portfel. Zapłaciłam i wyszłam.
Nawet na mnie nie spojrzała.
W sumie po co?Ale po co też ja nad tym rozmyślam?
Już miałam zabierać gazety i herbatę, gdy ktoś za mną wykrzyknął
-Cześć!-miał kaptur i szalik. Nie wiedziałam kto to. Ale głos kojarzyłam
-Hej-odpowiedziałam podejrzliwie
-To ja Hazz-szepnął, wyszliśmy
-Hehs, po co się ukrywasz?
-Fanki, gazety itp. Widzę że jedne "piszące tylko prawdę" pisemko już masz. Nie wierz w to co piszą. Prosze. Tylko nie ty
A dokładnie to prawie go nie znam...
Wcale...
-Kupiłam tylko żeby przeczytać-powiedziałam
-Wiem, ale czasami takie rzeczy piszą, a najgorsze jest to, że ludzie im wierzą
-Chce przeczytać, bo pisali o mnie-powiedziałam cicho
-Ouuu a co, jeśli można wiedzieć?
Powiedzieć? Nie powiedzieć?
Jak nie powiem, to kupi sam gazetę, albo weźmie od Nialla i przeczyta.
-Jeśli ludzie źle o tobie mówią, żyj tak aby nikt im nie uwierzył. Wiem co napisali o tobie, ale chce usłyszeć prawdziwą wersje.
-Nie wiem, co napisali tak szczerze,ale wiem o czym
-O czym? jeśli mogę wiedzieć oczywiście. Nikomu i tak nie powiem

Powiedziałam mu, o tym jak mnie potraktował Max, jak potem 'więził'? Tak to chyba dobre słowo.
Tak jakoś wszystko wyszło ze mnie. Bezproblemowo, tylko na te wspomnienie zaczęłam płakać.
-Nie płacz, on ma to gdzieś.Nic tego nie zmieni. Rozumiem, wiele przeszłaś. Dasz radę. Trzymam kciuki.
-Dziekuję-zaszliśmy już na te aleje, co mieszka George
-Przepraszam, ale muszę już iść-powiedział
-Ok. Pa
-Pa-odpowiedział i dał buziaka w policzek.
odszedł.
Przed domem wyjęłam herbaty z torby. Tym razem george nie otworzył mi drzwi. I dobrze, bo miałam tego dość
Położyłam herbaty na blacie i poszłam go szukać.
Był w swoim pokoju. Zapukałam
-Co robisz?
-Siedzę, rysuję
-O, a co?
-Nie wiem, abstrakcje, uczucia. Wszystko, co czuje przelewam na papier. Dobry sposób na stres.
-Moge zobaczyć?
-Nie teraz, później-powiedział
Czyli raczej nie zobaczę. Ludzie którzy coś przeciągają na później rzadko kiedy robią to, co obiecali.
-Kupiłam herbaty, nie wiem czy dobre, ale kupiłam
-Ok.
-Zparzyć ci?
-Jak chcesz-powiedział-rozmowa nie szła
***
-Bo herbata ci wystygdie-zaglądnęłam do jego pokoju
-Idę-powiedział.
Ale nie przyszedł. zeszłam a dół dopić swoją. Zaraz doszedł.
-Jak tam?-zapytałam
-Okey-powiedział, wziął herbatę i skierował się na górę
-Mogłeś powiedzieć, bym ci przyniosła
-Aha-odpowiedział tylko i poszedł.
Ja też poszłam do swojego pokoju, żeby przeczytać gazetę.
***
Przeczytałam tą gazetę. Zdziwiłam się, bo większość to była prawda, tylko że bardziej bronili Maxa.
Weszłam na tt. Było coś o Niallu
Miał iść z Anną na jakąś galę, czy coś. Nie wierzyłam jej.
Wyjęłam też drugą. Na niej nagłówek "Czy Niall Horan i Harry Styles mają dziewczynę? Skandal wychodzi na jaw"
Jaki skandal? O co im chodzi. Przypomniałam słowa Hazzy, żeby w to nie wierzyć.
Nie chciało mi się już całej gazety czytać, tylko otworzyłam na stronę, na której o nich pisali.
Na pierwszej stronie: "Niall zerwał ze swoją dziewczyną? Dla kogo? My już wiemy.
Zaczęłam czytać...
Niall niby wczoraj z Harrym byli z jakąś dziewczyną. Walczą o nią. hahaha
Wczytałam sie, przełożyłam kartkę na drugą stronę
nagłowek "zrozpaczony Harry prosi ją żeby została, wiemy kim jest"
A obok!!!
moje zdjecie te co w ostatnim numerze, oraz wczorajsze z Niallem jak biegliśmy do tourbusu oraz z Louisem, gdy prosił,żebym z nim poszła na galę....Zaczęłam czytać
"dziewczyna, która kiedyś chodziła z Maxem, który przypomnijmy teraz przebywa tymczasowo w więzieniu
za porwanie i znęcanie się nad nią, teraz zabrała się za zespół One Direction"
Coooo? TYMCZASOWO W ARESZCIE? ŻE MOŻE WYJŚĆ ZA KAUCJĄ? CZYLI WYJDZIE...

Nagle zdziwiłam się, że nie obchodzi mnie że w gazecie napisali o tym ze niby jestem...
ale tylko to ze Max wychodzi z więzienia...
Zaczęłam płakać...
Ja, chciałam żeby wyszedł.
Chciałam żeby do mnie wrócił
Chce go przeprosić.

Parę dni clean* poszło na marne....
_____________________________________________________________________________
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU MIŚKI
ŻEBY BYŁ LEPSZY OD TEGO
żeby najgorszy dzień 2014 był lepszy od najgorszego w 2013