niedziela, 13 października 2013

Rozdział 7

"Naucz się patrzeć między linijkami i czytać pomiędzy słowami. Najważniejsze rzeczy nigdy nie zostały wypowiedziane."


-Hej, co tak szybko-usłyszałam Jacoba-Ej, co się stało.-powiedział gdy mnie zobaczył
-Nic, po prostu chcę być sama.-powiedziałam
- I myślisz, że się wymigasz???-założył ręce na ramionach jakby czekał, no cóż. Co mi szkodzi mu powiedzieć?
-Dziewczyna Eda mnie nienawidzi-wydusłam, kładąc torebkę na szafce
-I co z tego. Mała nie martw się.-gdyby tylko to to bym się nie przejmowała, wiele ludzi mnie nei lubi
-Tak ale była u Eda. Weszła do domu w momencie kiedy wychodziłam z łazienki w koszuli Eda,a on właśnie wstał i wyszedł z pokoju
-Okey, ale czemu miałaś jego koszulę-zapytał
-Bo Kość skoczył na stół, potem na mnie i ja miałam sok...-rozpłakałam się- a George jeszcze...
-Ej, nie martw się. Wiem co George mógł wtedy mówić, znam typ gościa. Może zakupy poprawią ci nastrój. Sukienka na przyjęcie na mój koszt.
Pokiwałam głową i poszłam się przebrać. Wzięłam jakiś dres, a włosy spięłam jakoś  w kucyk, czasami po protu nie miałam do nich cierpliwości



***
-A może ta, jest fajna-powiedział Jacob, pokazując mi fioletowa sukienkę
-Nie, ja się nawet w nią nie zmieszczę. A może ta?-zapytałam,
-Nie, weź coś bardziej no takiego imprezzowego czy cośtam-okey. Doszłąm do jednego wniosku: mój brat wymyśla gorzej niż niejedna kobieta-tam tararam przymierz tą-pokazał  mi różową sukeinkę, kolor niezbyt, ale była ogólnie fajna
-i jak?-zapytałam wychodząc z przebieralni, podobała mi się.
-Yhmmm, nie wiem jak ci, ale dla mnie wydaje się  być spoko
Wreszcie coś wybraliśmy, dopiero po paru godzinach poszukiwań, znaleźliśmy taką która pasuje i mi i jemu. Zwycięstwo. Przebrałam się. Podeszliśmy do znudzonej kasjerki,  musiała nas wysłuchiwać, przez jakieś pół godziny. Nie była jedną znudzoną osobą, nawet parę się zdenerwowało,ja też. Nigdy więcej z Jacobem na zakupy. Nigdy.
Pojechaliśmy do domu, było już ciemno. Zjadłam kolację i poszłam spać.

*Następnego dnia*
Wstałam, ogarnęłam się, zjadłam sniadanie, przebrałam się
Nie wiedziałam co ze sobą zrobi, włączyłam telewozor, leciały teledyski.Położyłam się na kanapie
-Hej, ktoś puka. otwórz-powiedział Jake
-Czemu ja?-zapytałam-Dobra pójdę.
Poczłapałam do drzwi, stał tam Ed. Zaraz przyszedł Jake, nie chciał otworzyć drzwi, ale sprawdzić kto to no to przyjdzie. Ma jakąś fobie przed otwieraniem drzwi normalnie. Jak nikogo nie ma, to otworzy, a jak nawet kumpel do niego przyjdzie to go wysyła. Taka mała paranoja
-Hej, co tam? musimy pogadać.-powiedział Ed i wszedł do domu. Woow nie był sam. Co ona robi u mnie w domu???!!!
-Hej, Em-powiedział zmieszamy Jacob
-Hej, -wykrztusiła Alice. O co tu chodzi?
-Em?-zapytałam. Ed nie wydawał się zdziwiony
-Tak, to jest Emily-powiedział Jake-chyba o niej słyszałaś
-Mówia na mnie Alice, bo niby jestem podobna do Alicji w krainie czarów i tak się przyjęło.-powiedziała z uśmiechem. Patrzyła na Jacoba. Tak dziwnie, ale ja siedziałam cicho, a sumie to stałam
Czyli mój brat chodził z Alice/Emily, która z nim zerwała i teraz chodzi z Edem, a ja mam udawać dziewczynę brata na jej urodzinach. Super. pewnie wie że Jake to mój brat, więc nici. Ale sukienkę mam!
-Czyli poznałaś już Bellę-powiedział Jake i objął mnie ramieniem
-Ymm tak. Pogadamy? zapytała- chcę cię przeprosić
Woow Ed masz jednak na nią wpływ. Nakłoniłeś ją żeby przyszła tutaj żeby mnie przeprosić. W sumie to ja powinnam ją przeprosić, no ale jej nie lubiłam, ale ona przynajmniej potrafiła udawać.
-Okey, nie musisz się  trudzić-powiedziałam
-Czyli wszytko między nami dobrze?-zapytała
-No taak-potwierdziłam, no co powiem przy Edzie i Jacobie ,że nie?
-Juhu,. znów pokój na świecie. Co masz na śniadanko?-zapytał Ed wchodząc
-A co chcesz?-zapytałam
-Dodać sobie energii-no super ale chodziło mi o to co chcesz zjeść.
-My jedliśmy płatki-powiedział Jake. Alice się na mnie spojrzała. No nie, znowu jakoś dziwnie, hehs, ale przynajmniej bez złości. 
-nie no wiesz, że żartowałem, jestem po śniadaniu-powiedział i dał mi przyjacielskiego kuksańca. Na zachowanie Eda było to dziwne. Albo to ja tak jakoś inaczej postrzegam świat, byłam jednak pewna co do pierwszego.
-co oglądacie?-zapytała Alice
-powtórkę wczorajszego meczu-powiedział Jake, przełączył mi, gdy ja poszłam otworzyc drzwi.
-chyba ty, ja coś innego oglądałam-zaczęliśmy się kłócić
-a wczoraj to co było?-zapytał. Nie wiedziałam o co mu chodzi, i co odpowiedzieć
-yyy mecz-palnęłam 
-i weź tu się z kobietą dogadaj. wczoraj w czasie meczu ja poszedłem z tobą na zakupy-tłumaczył,
-no przecież sam chciałeś-zrobiłam słodkie oczka-polska przegra 1:2
-DZIĘKUJĘ-krzyknął i wyszedł do łazienki. Chyba się nie załamał. Rzadko kiedy mecze oglądał
-Coś mu się stało?-zapytała Alice
-U nich to normalne-powiedział Ed
-Ma ciężkie dni-powiedziałam, poszłam zobaczyć o co mu chodzi

1 komentarz: