-tak słucham-powiedział damski głos, ale nie Caludii
-Kto mówi?-spytałam
-Jestem współlokatorką Claudii, zaraz przyjdzie. Bella?
-Taak-zaczęłam się bać. Ostatnio żyje strachem o wszystko... Przez Drake
-Claudia o tobie wiele mówiła. A tak w ogóle jestem Pauline-wydawała sie być sympatyczna
-Miło cię poznać. Jak tam się z nią wytrzymuje?-spytałam
-A wiesz ze nawet dobrze? Daje Claudię
-Tak?-powiedziała
-Claudia!-krzyknęłam
-Bells! Co tam?
-Nic, jestem w Londynie.
-Już?!-spytała-Gdzie?!
-W meszkaniu Georga
-W sensie źe dom? Brudno. wszystko położone w jednym, ledwo znalazłaś łóżko c'nie?
-Właśnie nie, jest porządek, nie znajdziesz anie milimetra kurzu.
-Widzę że przeszedł już test białej rękawiczki-gdzie jesteś przyjadę do ciebie. jestem ciekawa. mogę wziać ze sobą Pauline? wiele przeszła..
-No pewnie, wydaje sie być miła.
Podałam adres i powiedziała, ze będą za jakieś 20 minut. Zdąze zadzwonić do Maxa.
-Max Evans, słucham?-usłyszałam jego głos, nic sie nie zmienił
-hej, tu Bella. Kojarzysz mnie może jeszcze?-przypomniałam sobie jak do niego dzwoniłam, w sumie nie ja tylko Jenna...-jestem w Londynie, spotkamy się?
-Nie mam teraz czasu.-rozłączył sie, ale rozumiałam go. praca...
Poszłam wziąć krótki prysznic, który zauważyłam w łazience jednego z pokoi.
przebrałam się
Usłyszałam pukanie.pewnie Caludia i Pauline, poleciałam ptworzyć drzwi. Dziwne, że same nie weszły.
-Bella? To jest mieszkanie Georga?! Too nie jest w ogóle nawet mieszkanie!
-Taa, moja reakcja była taka sama, nie wystraszcie się...-otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam je.
-Cześć-powiedziałam do Pauline. Nie spodziewałam się. Była prześliczna. Dla takiej urody można zabić.
-No hej, ten dom jest piękny, ale mnie trochę przeraża
-Nie tylko ciebie-powiedziała Claudia
-Nie tylko was-dodałam
-A powiedzieć, że nie mogłam z tobą wytrzymać w szkole
-Nie martw się, ja z tobą też. widziałaś Maxa?
-W telewizji, ale nie sądzę żeby nadal był grzecznym miłym chłopcem-powiedziała z powagą. Tym razem nie żartowała.
-Że jak to?
-Daj laptopa
***
-Po prostu zmienił wygląd, nic wielkiego-odpowiedziałam, ale w głębi mojego serca coś pękło.
-Miejmy nadzieję. Jakie masz plany na dziś?-zapytały. Ale w głowie miałam nadal jego obraz...
-Brak, może potem pójdę pogadać z Maxem, adres mam, więc...
-To potem, ale na zakupy zdążysz c;nie-zapytała Pauline
-Wiecie co, pewnie że nie. lecę po torebkę
Zdążyłam wypakować i położyć najpotrzebniejsze rzeczy do niej, więc teraz tylko ja wzięłam
-Już? Idziemy?
-Yeep. A jeszcze takie pytanie, potem chcesz sama iść do Maxa?-zaniepokoiła się
-Nomć, ale najpierw do niego zadzwonię. Znów, może odbierze...
-A co?
-No odbierał,ale się zaraz rozłączał-odpowiedziałam
***
Wrócilśmy, odprowadziliśmy Pauline, a teraz siedzieliśmy razem
-Zadzwoń do Maxa, teraz-powiedziała. Ale ja nie byłam pewna
-no dobra-wybrałam numer i czekałam...
-Max Evans, słucham?
-Max? Masz chwilę?
-Niezbyt, a co?-odpowiedział chłodno
-Chce pogadać?
-Jutro o 12, mam 10 minut wolne. Czesć.-Rozłączył sie.
Jak ja niby mam z nim pogadać w 10 minut?!
-I co?-spaytała
-Jutro o 12. 10 minut...
-A gdzie?
-Nie mam pojęcia....
***
NASTĘPNEGO DNIA
Zamknęłam drzwi, miałam zamiar isć do domu Maxa, bo niby gdzie indziej mielibyśmy się spotkać. Nie wie, gdzie mieszkam, nawet pewnie nie wie kto to George, pewnie tylko kojarzy Eda. Ed, dawno z nim nie miałam kontaktu, zawsze co najmniej raz w tygodniu dzwonił, ale zazwyczaj codziennie.Teraz Alice jest, a przyjaciółka go nie obchodzi. Pewnie nawet nie wie gdzie jestem, jeżeli George mu nie powiedział.
Zauważyłam dom, w którym mieszka Max, słychać było muzykę. Zazdzwoniłam do bramki
-Taak?-zapytał ktoś
-Jest Max?
-Nie
-A gdzie jest?
-A kto mówi?-jak ja nie lubie gdy ktoś odpowiada na pytanie pytaniem. Postanowiłam mu się odwdzięczyć tym samym
-A kto jest w jego domu?
-Okey, jest w knajpce "U Josha"
Poszłam, nie widziałam gdzie. Postanowiłam się kogoś spytać. Pewnie to nie daleko. Była za 10 12.
-Przepraszam wie pan gdzie jest knajpka "U Josha"?
Nawet nie odpowiedział.jacy mili mieszkańcy. Próbowałam dalej
-Przepraszam?
-tak słonko-odpowiedziała starsza pani
-Może pani wie gdzie jest knajpka "U Josha"
-Wiem, ale nie potrafię wytłumaczyć, zaprowadziłabym cię. Mieszkam niedaleko, pomogłabyś mi z zakupami co?
-Oczywiście. dziękuję pani.
Wzięłam od niej torbę, była cięższa niż mi się zdawało
-Mój wnuk miał tutaj 15 urodziny-zwierzyła mi się
-A to daleko?-zapytałam, jeśłi mam ciągnąć tą torbę przez pół Londynu to nie wiem co zrobię. Ale jej nie pozwolę nieść tego ciężaru...
-Nie, nie opłacałoby się jechać autobusem lub taksówką. Spacer jest zdrowszy. Nie jesteś stąd-To nie było pytanie,stwierdziła
-Tak, wczoraj przyjechałam, jestem pierwszy raz
-Ja też nie stąd przyleciałam do wnuka, bo syn zachorował, a matki już nie ma.
-A co sie stało?-zapytałam, miałam nadzieję ze nic złego
-Odeszła, bez słowa. Zostawiła mojego syna z dzieckiem 2-letnim. Wychowywał się bez matki. Jest nieufny, dużo przeszedł, ale to dobry dzieciak.
-Rozumiem-powiedziałam, rodzice Maxa...
-Skąd jesteś, masz dziwny akcent, taki znajomy, ale pewnie nikt z Anglików by nie rozpoznał
-Z Polski
-O, dużo Polaków w tej Angli, głównie za pracą. Ty też?
-Nie, przyjechałam tu się uczyć
-Tak, tutaj jest wyższy poziom niż w Polsce
-Skąd pani wie?
-Dziecko, ja też jestem z Polski
-Ale ciężko poznać, dobrze pani mówi po angielsku-zdziwiłam się ze nie zaczęła mówić po polsku
-uczyłam się, aby kontaktować się z wnukiem, umie po polsku, ale nie płynnie. A rozmawiać z nim trzeba. O popatrz, ja już idę w swoją stronę. ta knajpka jest tam, widzisz pomarańczowy budynek-wskazała palcem
-Może pomogę jeszcze?
-Nie, dziecko już dużo mi pomogłaś, powiedzmy że mój syn nie jest ufny i nawet taka niewinna dziewczyna pomagająca mi jak ty wzbudziłaby jego podejrzenia. Po stracie żony stał się taki. Ufał jej, wszystko jej mówił, a ona odeszła, tak po prostu-byłam zdziwiona jej, że aż tyle mi powiedziałą, ale rozumiałam ją, chciała się komuś zwierzyć.
Oddałam jej torbę i pożegnałam się z nią.
kdjfuhpuighfpUFEUJ-Q9UHUHD9WH Boże zawał ....
OdpowiedzUsuńTaki boski rozdział, że nie wiem !!!