Zauważyłam po drodze Pauline
-Hej-powiedziałam cała w skowronkach-Jak tam?
-jakoś idzie, a tam?-uśmiechnęła się
-Dobrze, dostałam się do pracy!-pochwaliłam się Paulinie
-Uuu Gratulacje, a gdzie?
-Wytwórnia, niedaleko, ta najbliższa-powiedziałam, sama nawet nazwy nie znałam
-hehs, rodzinna praca?
-Huh?-nie rozumiałam
-No a gdzie pracuje twój brat? Też w wytwórni c'nie
-A o to ci chodziło. Wiesz, ze się dopiero teraz skapnęłam-powiedziałam szczerze
-Fajnie, muszę lecieć, jestem juz spóźniona, wpadnij do nas później ok? pa
-Może.... Pa-powiedziałam i poszłam do domu
W drodze zauważyłam kartkę
Odczepiłam Love i Faith, schowałam do torebki i się uśmiechnęłam
Wszystko zaczynało się wtedy układać...
***
George był, samochód jego stał
-Witam jak poszła rozmowa-otworzył mi drzwi, ciekawe skąd wiedział, że idę...
-Hmmm wiesz.... Mam pracę!
-Aww gratuluję!-wykrzyknął i mnie przytulił-a teraz gorsza część rozmowy
-Okey, mam się bać?-zapytałam z uśmiechem
-W pewnym sensie tak. Był tu ten Max i powiedział, że cytuję "masz wpierdol" i że nie chce cię więcej widzieć-uśmiech zniknął, ale na chwilę, zaraz znów się uśmiechnęłam. Nie chce aby George się martwił
-To jak mam mieć wpierdol jak już go nie zobaczę? hehs, gdzie jest logika
-czemu taka jesteś?
-jaka?-udawałam, ze nie wiem o co mu chodzi, nie chciałam o tym rozmawiać
-Udajesz przed wszystkimi twardą i szczęśliwa ale tak na prawdę nie dajesz sobie rady z tym wszystkim i płaczesz
-Bo ja na prawdę nie daję rady! Wszystko mnie przerasta!-już prawie krzyczałam
-Kochasz go?
-Nie spierdoliłam sobie psychikę, ot tak dla zabawy
-Ej, usiądź
-Po co?-zapytałam
-Usiądź-fajna odpowiedź, ale po co nie mogę postać sobie?
-No już i co?
-Odetchnij-po chwili dodał-A teraz pomyśl po co żyjesz
-Nie mam po co
-Nawet tak nie myśl. No to po co?
-Aby iść jutro do pracy
-Tylko to cię trzyma?-zapytał z niedowierzaniem. Tak tylko to. Zadowolony? Nie może się odczepić, nagle zachciało się pogadać
-Już nic więcej
-A Claudia? Jake? A ja? Nic dla ciebie nie znaczę?!
-Nic sie nie stanie jak będzie o osobę mniej
-Myślisz, ze nie będę się o ciebie martwił?
-A kto by sie o mnie martwił?-chwila milczenia-widzisz ten las rąk?
-Ja, może to nie duża liczba, ale bym sie o ciebie martwił za 10000001 osób. nawet teraz się martwię
-Nie masz czym-powiedziałam i odwróciłam wzrok
-Nie mam?-złapał mnie za rękę i podwinął mi rękaw, chciałam zabrać rękę, ale nic to nie dało. Nadal próbowałam-teraz mi szczerze powiedz że nie mam
Milczę, bo co niby mam powiedzieć
-Myśliałaś, że sie nie dowiem? Widziałem, przed twoim pójściem do pracy, ale nie chciałem ci psuć humoru
-Brawo, ale teraz zepsułeś
-Mam prawo mieć swoje zdanie
-Tak masz, a ja mam prawo mieć je gdzieś
-Miłe na prawdę. I jeszcze te kłamstwa...-poszedł na górę i zamknął się w pokoju. Poszłam za nim. Pożałowałam swoich słów, żałowałam wszystkiego. nie wiem czemu mu to powiedziałam
-Przepraszam!-krzyknęłam
Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać.
-Przepraszam-powiedziałam już ciszej i zakryłam twarz dłońmi
-Płaczesz?-zapytał,jakby nie widział
Milczałam
-Ej, płaczesz-zapytał znów, po jakimś czasie
-Nie kroję cebulę-odpowiedziałam z sarkazmem, nie wiem jak udało mi się cos powiedzieć
-Dzwinie bo nie widzę żadnej
-ma czapkę niewidke. Przepraszam, naprawdę, powinnam była sie zamknąć i siedzieć cicho
-Nie, nie powinnaś sie ciąć
-A co miałam zrobić?
-Zadzwonić
-Łatwo mówić.
-Nie rób tego, ok? I nie okłamuj mnie więcej-pokiwałam głową i przytuliłam sie do niego
-Olej to-powiedział nagle
-Co?
-Olej to idziemy do kawiarni
-Po co?-jeszcze mi brakowało kawiarni...
-na ciastko, ja stawiam-podał mi moja torbę-idziesz?no chodź
-już, chwila
***
-I jak tam?Lepiej?-zapytał mnie George gdy zjedliśmy
-Wiesz, że chyba tak-powiedziałam z uśmiechem
-to powiedz, że dasz radę dziś sama
-a co jest?
-wyjeżdżam, wrócę w nocy, nie wystrasz sie jak w nocy ktoś będzie łaził po domu. I obiecaj mi że nei będziesz już tego robić-wskazał wzrokiem na moje ręce
-spróbuję
-jak będziesz chciała to dzwoń, jasne?
-ok, a gdzie jedziesz
-do kolegi..przyjaciela
-czy kogoś więcej?-zapytałam i się zaśmiałam, wszystko było jak dawniej
-może...
Nie no chyba nie mówi poważnie.Mam taką nadzieję
-Usiądź-fajna odpowiedź, ale po co nie mogę postać sobie?
-No już i co?
-Odetchnij-po chwili dodał-A teraz pomyśl po co żyjesz
-Nie mam po co
-Nawet tak nie myśl. No to po co?
-Aby iść jutro do pracy
-Tylko to cię trzyma?-zapytał z niedowierzaniem. Tak tylko to. Zadowolony? Nie może się odczepić, nagle zachciało się pogadać
-Już nic więcej
-A Claudia? Jake? A ja? Nic dla ciebie nie znaczę?!
-Nic sie nie stanie jak będzie o osobę mniej
-Myślisz, ze nie będę się o ciebie martwił?
-A kto by sie o mnie martwił?-chwila milczenia-widzisz ten las rąk?
-Ja, może to nie duża liczba, ale bym sie o ciebie martwił za 10000001 osób. nawet teraz się martwię
-Nie masz czym-powiedziałam i odwróciłam wzrok
-Nie mam?-złapał mnie za rękę i podwinął mi rękaw, chciałam zabrać rękę, ale nic to nie dało. Nadal próbowałam-teraz mi szczerze powiedz że nie mam
Milczę, bo co niby mam powiedzieć
-Myśliałaś, że sie nie dowiem? Widziałem, przed twoim pójściem do pracy, ale nie chciałem ci psuć humoru
-Brawo, ale teraz zepsułeś
-Mam prawo mieć swoje zdanie
-Tak masz, a ja mam prawo mieć je gdzieś
-Miłe na prawdę. I jeszcze te kłamstwa...-poszedł na górę i zamknął się w pokoju. Poszłam za nim. Pożałowałam swoich słów, żałowałam wszystkiego. nie wiem czemu mu to powiedziałam
-Przepraszam!-krzyknęłam
Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać.
-Przepraszam-powiedziałam już ciszej i zakryłam twarz dłońmi
-Płaczesz?-zapytał,jakby nie widział
Milczałam
-Ej, płaczesz-zapytał znów, po jakimś czasie
-Nie kroję cebulę-odpowiedziałam z sarkazmem, nie wiem jak udało mi się cos powiedzieć
-Dzwinie bo nie widzę żadnej
-ma czapkę niewidke. Przepraszam, naprawdę, powinnam była sie zamknąć i siedzieć cicho
-Nie, nie powinnaś sie ciąć
-A co miałam zrobić?
-Zadzwonić
-Łatwo mówić.
-Nie rób tego, ok? I nie okłamuj mnie więcej-pokiwałam głową i przytuliłam sie do niego
-Olej to-powiedział nagle
-Co?
-Olej to idziemy do kawiarni
-Po co?-jeszcze mi brakowało kawiarni...
-na ciastko, ja stawiam-podał mi moja torbę-idziesz?no chodź
-już, chwila
***
-I jak tam?Lepiej?-zapytał mnie George gdy zjedliśmy
-Wiesz, że chyba tak-powiedziałam z uśmiechem
-to powiedz, że dasz radę dziś sama
-a co jest?
-wyjeżdżam, wrócę w nocy, nie wystrasz sie jak w nocy ktoś będzie łaził po domu. I obiecaj mi że nei będziesz już tego robić-wskazał wzrokiem na moje ręce
-spróbuję
-jak będziesz chciała to dzwoń, jasne?
-ok, a gdzie jedziesz
-do kolegi..przyjaciela
-czy kogoś więcej?-zapytałam i się zaśmiałam, wszystko było jak dawniej
-może...
Nie no chyba nie mówi poważnie.Mam taką nadzieję
Sceny jak z prawdziwego życia ;D/Rozdział mega.Bella go kocha Bella go kocha :D.Odwala mi już xd
OdpowiedzUsuń-Ej, płaczesz-zapytał znów, po jakimś czasie
OdpowiedzUsuń-Nie kroję cebulę-odpowiedziałam z sarkazmem, nie wiem jak udało mi się cos powiedzieć
to nie odpowiednie ale to mnie śmieszy !