środa, 18 września 2013

Rozdział 2

Zadzwonił budzik.Nie chciało mi się wstawać. Po prostu nie mam siły,cały wolny czas wczoraj spędziłam na odpoczynku, a ja po prostu nie miałam siły i ochoty wyjść spod kołderki, ale jakimś cudem mi się udało. Claudii nie było w pokoju. Już pewnie wyszła, albo w łazience. To drugie się sprawdziło. Zaraz wyszła
-Hej, jak tam było wczoraj?-zapytałam
-Cudownie, ale teraz przepraszam, ale musisz się śpieszyć. Wiesz która godzina? a ty jeszcze w piżamach!
-Dobra już, powiesz mi na lekcji.-po tych słowach poszłam pod prysznic i przebrałam się w mundurek. Ostatni dzień!
A potem papa szkolny ubiorze!
Zaraz poleciałam jak szalona do szkoły. Już powinien być dzwonek.Nikogo po drodze nie spotkałam, wszyscy siedzieli  pewnie w klasach, korytarze były puste, tak jak zawsze gdy się spóźniałam. Zdążyłam, nauczycielki nie było. Claudia siedziała w ławce. Dosiadłam się.
-Opowiadaj-zaczęłam
-Ale o czym-próbowała się wymigać- No już mówię...
***
-Która to lekcja?-zapytałam, normalnie straciłam rachubę czasu.
-Dopiero trzecia, chemiaaa-powiedziała Claudia zmęczonym głosem i zaraz weszła nauczycielka
-Ostatni dzień tutaj, co?-zapytała z wielkim uśmiechem na twarzy. Co jej jest? Ona jest uśmiechnięta. okey rozumiem że na koniec roku są nauczyciele do niesienia, ale nie ona- i jeszcze ostatnia lekcja.
-Pani może i tak.-powiedział chłopak siedzący przede mną.
- I pani i wasza-Powróciła. Zawsze nas denerwowała, że już kończy. Tak kobieto, znęcaj się nad nami, zawsze bardzo dobrze ci idzie. Nie masz już nic do roboty. Położyłam głowę na ławce.
-My jeszcze w szkole gnijemy do 4.
-Nie, kończycie swą edukację tą lekcją, nie słyszeliście jeszcze?-Albo babka żartuje i chce z nas się ponabijać albo nie wiem co.-Albo ogólnie idźcie już. Ale jak coś to chemia była już. I macie wolną godzinę ok?
-taak-odpowiedziała cała klasa

-Co tą babkę wzięło!?-zapytałam.-Ona i łamanie regulaminu?!
-Nie mam pojęcia, może porwali ją kosmici i podmienili?-zasugerowano
-No pewnie,to co robimy przez wolne popołudnie?
-Kino? Jakaś komedia jest.-zaproponowała mi Claudia, która jakoś siedziała cicho, nie wiem co sie stało- A potem na zakupy!
-Ok.-bo niby co mamy robić.-Ale najpierw, trzeba się pozbyć szkolnych bardzooo modnych ubrań.
Wybrałam jakąś bokserkę i krótkie spodenki, bo pogoda dopisywała
 ***
-Jak jasno-zmrużyłam oczy wychodząc z kina.Muszę spytać ją czemu była taka cicha, nie mówiła nic prawi dziś oprócz relacji z randki.
-Tak jak zawsze-odpowiedziała Claudia wzruszając ramionami-A teraz chodź.-Ożywiła się. Złapała mnie za rękę i zaczęła mnie prowadzić nie mam pojęcia gdzie i po co.Weszłyśmy w jakąś uliczkę. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie się znajdowaliśmy, nie znam tych miejsc, nigdy tutaj nie byłam
-Gdzie my idziemy?-szła pewnym krokiem, więc pewnie kojarzyła te strony. Jakieś stare budynki. Ale zaraz się ta uliczka chyba kończy. Widzę zieleń
-Zobaczysz-nie no fajna odpowiedz. Zwolniła. Gdzie my jesteśmy? Widać jakiś park , pusty, ale zadbany. Claudia, a ta zasłoniła mi oczy, odwróciła mnie. Niespodzianka, czy coś. Nie lubię niespodzianek. Zawsze można się spodziewać czegoś złego, zawsze można się wymigać i powiedzieć "to będzie niespodzianka". A po prostu czasem niespodzianka nie jest przyjemna, za dużo miałam tych złych.
-Tadaaam!-zabrała ręce. OMG! To był ON! Przyjechał! Nie poznałam go. Zmienił sie, ubrany był cało na czarno, tylko koszulkę miał białą.

-Max!-wykrzyknęłam. Przytulił mnie. Łzy napłynęły mi do oczu, na szczęście się nie malowałam, bo bym wyglądała okropnie. Nie zdawałam sobie sprawy jak mi go brakowało.
-Tęskniłem-powiedział.-Dlatego przyleciałem.
-Hej-przywitała się Claudia. To ona za tym stała. Jest cudowna!!!
-Idziemy?-zapytał Max i wziął mnie za rękę.
-Ale gdzie?-zapytałam
-Zabieram cię na kolację, jeśli oczywiście zechcesz.-Spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczyma
-Pewnie.
Poszliśmy odprowadzić Claudię. Przy samym internacie wyszeptałam do niej dziękuję. Uśmiechnęła się.
-Pójdziemy pieszo czy wolisz jechać?-zapytał? Zmienił się, nie tylko z wyglądu, był taki bardziej oschły. NIe uśmiechał się tak często jak dawniej
-Chodź, przejdziemy się. A daleko?-zapytałam
-Niezbyt. Co tam się u ciebie działo?
-Nic takiego-odpowiedziałam spuszczając oczy. Nie chciałam mu o tym mówić,to by wszystko zepsuło, cały spacer. Nagle Max złapał mnie za drugą rękę, odwrócił się do mnie, podwinął rękawy mojej bluzki. Tak były wszystkie blizny, które jeszcze się nie zagoiły. Nie było ich dużo, większość zeszła.
-Na prawdę?-zapytał, złapał mnie za podbródek i uniósł do góry, spojrzał mi w oczy. -Nie okłamuj mnie.
Super, teraz będzie bardzo fajna rozmowa o tym, że nie powinnam, żebym zadzwoniła, powiedziała.
Max mnie przytulił. Zaczęłam płakać, znów, po prostu nie mogłam powstrzymać łez. Ktoś mnie klepnął w ramię. Max wypuścił mnie z uścisku. Otarłam oczy i postanowiłam się odwrócić.
-Co tu panienka robi?-zapytał... 

3 komentarze: