środa, 25 września 2013

Rozdział 3

-Co tu panienka robi?-zapytał... OPIEKUN, jakim cudem go tutaj spotkałam???!!!zawsze o tej porze był w internacie i pilnował. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Ale on nie był sam, obok niego była jakaś kobieta, około 30. Ładna.Nawet bardzo.Czego jak czego, ale nie spodziewałabym się że może mieć dziewczynę. On nie miał żony, ale miał za to świra na punkcie punktualności, dyscypliny oraz wojskowego wychowania, które wprowadzał, a w sumie próbował i nadal próbuje wprowadzać
.-Słucham odpowiedzi.-Powiedział jakoś spokojniej niż zwykle. Nic mi już nie zrobi, jutro zakończenie, mam nawet dobre oceny. Ale bałam się, bo nie powinnam wychodzić, nie powinnam już późno jest, jakąś godzinę temu powinnam grzecznie siedzieć w internacie.
- I to jeszcze z chłopakiem. Odezwiesz się czy nie???-zapytał już ostrzej.
 -Przestań, nie widzisz, ze płakała-Jego dziewczyna mnie broniła. Wydawała się spoko.
-Nie chcę się teraz kłócić-zwrócił się do niej, patrzył na nią tak, tak dziwnie, tak z uczuciem jakby była dla niego ważna, najważniejsza. Nie to, że nie spodziewałam się że ma uczucia, wiedziałam o tym, tylko zdziwiłam się jak on to okazuje, jak na nią z czułością patrzy.
-Wracasz do szkoły, z nami. Temu panu już dziękujemy.-I że ja mam z nimi jechać, zostawić Maxa, który przyjechał to dla mnie, którego zobaczyłam pierwszy raz od bardzo dawna? Nie odzywałam się, stałam tam cicho, jeszcze lekko obejmowana przez Maxa, bałam się że zaraz wybuchnę płaczem.-Chodź-opiekun złapał mnie za ramię.Spojrzałam na Maxa, stał tam,  jakby nie wiedział o co chodzi, nie rozumiał. Ja po prostu poszłam. Gdy dojedziemy, to po prostu do niego zadzwonię. Doszliśmy do auta, audi a6. Opiekun otworzył mi drzwi. Wsiadłam na tył, zaraz dosiadła się obok mnie jego dziewczyna. Nie mam pojęcia czemu usiadła koło mnie, na środku.
Dojechaliśmy, wysiadłam z samochodu i od razu skierowałam się do internatu.Chce jak najszybciej zadzwonić do Maxa. Spojrzałam w tył, super, idą za mną. Wreszcie jestem przy drzwiach, były zamknięte. Poczekałam na nich, zanim mi otworzyli, nie miałam zamiaru wyjmować wsuwki z włosów i otwierać, codziennie ją nosze. Mam je w torebce, plecaku, wszędzie się walają, ale by się wszystko wydało, wszystkie imprezy, wyjścia z przyjaciółmi.
Przyszli, opiekun otworzył drzwi, a ja prosto poszłam do pokoju. Próbowałam zapalić światło, ale się nie dało. Poszłam po ciemku, na schodach tylko świeciłam telefonem. Już byłam przy drzwiach gdy mnie zaczepiła jego dziewczyna. Super o niczym innym nie marzyłam, jak o tym żeby z nią pogadać.
-Co się stało?-zapytała. Nie obchodziło mnie nic, jak tylko wejście do pokoju by w spokoju zadzwonić do Maxa. O niczym innym nie myślałam.
-Nic-po prostu odpowiedziałam. Odwróciłam się od niej i weszłam do pokoju. Zobaczyłam świecące świeczki a obok Claudię, rysowała coś.
-Hej-powiedziałam słabo
-Hej, co tak szybko?-zapytała podnosząc głowę znad kartki.
-Złapał nas.-odpowiedziałam i wybrałam numer Maxa.
-Ale że na terenie szkoły czy tam internatu?-zapytała zdziwiona- Już teraz nic ci nie zrobią, nie martw się
-Nie, przed restauracją. Był z dziewczyną.-usłyszałam głos Maxa w telefonie, taaa zostaw wiadomość po sygnale. Super. Pewnie mu się telefon rozładował. Rzuciłam telefon na łóżko.
-Z dziewczyną???!!!-zdziwiła się.
-Yeep-potwierdziłam
Opowiedziałam jej wszystko, a zaraz potem zasnęłam.

***
-Hej , wstawaj-potrząsałam Claudią. Budzik nie zadzwonił, bo nie było światła. Już 9. Mamy godzinę, ale będzie trzeba być z pół godziny wcześniej, żeby się nie czepiali.
-Już, co jest?-zapytała półprzytomna.
-No, zaspałyśmy, a trzeba jeszcze się spakować.-zaczęłam panikować. Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam wrzucać do niej wszystkie moje rzeczy. Claudia wyszła z łóżka i poszła prosto do łazienki. Super, nie zmieściło mi się do 2 walizek, wzięłam reklamówki i tam wszystko powrzucałam.
-Łazienka wolna, leć bo się spóźnimy.-rzuciła sobie spokojnie Claudia, wyjmując spod łóżka walizkę.
-Nie widziałaś mojej sukienki?-zapytałam
-W walizce, tej czarnej.-dodała, nie rozumiem jak mogła zachować spokój. Przeszukałam walizkę, nie znalazłam jej. Potem dopiero się skapnęłam, że przeszukiwałam walizkę Claudii. Nie no co tam... A ona siedziała na podłodze i się ze mnie śmiała


Chyba po prysznicu zaczęłam racjonalnie myśleć i upchnęłam wszystko do 2 walizek. Udało się!!! cudem, ale jednak. 

***Apel***
-Ile jeszcze można stać?-zapytała szeptem Claudia
-Będę miała odciski-odpowiedziałam. Chemiczka na nas spojrzała
-A teraz zapraszamy po odbiory dyplomów-usłyszałam dyrektora, zaraz będę musiała iść.
Wypowiedział parę nazwisk, zaraz potem usłyszałam swoje
-Isabella Black-parę osób zabuczało, uśmiechnęłam się do nich. Spojrzeli na mnie jak na idiotkę, nie mylili się. Dziś miałam dobry humor,  rodzice przyjadą po mnie ok 15, więc pewnie zostanę na pożegnalnej "imprezie". Wreszcie ich zobaczę! Odebrałam dyplom, dyrektor i opiekun uścisnęli mi rękę. Usłyszałam nazwisko jednej dziewczyny , która buczała. Musiałam ją wyminąć. Gdy wracałam, oczywiście nie mogła przejść obojętnie popchnęła mnie, zachwiałam się, ale na szczęście nie upadłam. Nawet w ostatnim dniu, nie mogła zostawić mnie w spokoju, chociaż ostatnie dni były cicho.Wróciłam do szeregu, i po prostu stałam tak, aż skończy się apel. 
-Dyplomy rozdane, więc czas się zabawić- taa jasne, ja wracam się dokończyć pakować.
Wyszłam z sali, zwróciłam sie do internatu. 
-Gdzie panienka idzie?-usłyszałam znajomy głos. Tylko nie on.
-Dokończyć się pakować.-odpowiedziałam, nie zatrzymując się. Odszedł chyba, nie chciałam się odwracać.
Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam pakującą się Claudię.
-Więc dlatego wtedy byłaś spokojna-wykrzyknęłam, gdybym odkryła nowy pierwiastek, albo lek na raka.
-Noo, ja tylko się z ciebie nabijałam. normalne-odpowiedziała-Twoi rodzice przyjechali? Nie widziałam ich.
-Nie, mają przyjechać po mnie o 15. A twoi już są.
-Tak i zaraz z nimi jadę.-czyli będę sama czekać, pewnie będę siedzieć w pokoju na laptopie. Co tam...
***
Claudia już pojechała, pożegnałam się z nią. Wiem ze niedługo ją zobaczę, ale i tak będę tęsknić.Zadzwonił telefon, mama. Cóż miała zrobić jak nie odebrać
-Tak..-powiedziałam do słuchawki
-hej, przepraszamy, ale nie damy rady po ciebie przyjechać. Zabierzesz się z Claudią, prawda? Pa-tylko to usłyszałam, a potem nic, cicho, rozłączyła się. Nie mam czym wracać.
Dzwonię do Maxa, może po mnie przyjedzie. Dzisiaj też nie odbiera. Padłam na łóżko, spróbowałam jeszcze raz, jak nei odbierze, dzwonie do Eda. I nie odebrał. Ale Ed odebrał
-Hej, masz może ochotę, na przejażdżkę?
-Yyyy że co???-zapytał zdziwiony
-Przyjechałbyś po mnie do internatu? Moi rodzice nie przyjadą.
-A Caudii...
-Pojechali już-odpowiedziałam
-No pewnie, zaraz będę skarbie, 10 minut wyjdziesz przed szkołę?
-Ok, dziękuję.-rozłączyłam się. Skarbie??? Okeyyy, nie skomentowałam tego.
Przebrałam się
Wyniosłam walizki na dół. I poszłam wziąć coś do jedzenia. W kuchni nikogo nie było. I nic nie było. No tak,koniec roku. Pobuszowałam jeszcze w szafkach i znalazłam batonika zbożowego. Eureka. Wyszłam z walizkami przed szkołę.

1 komentarz:

  1. Ymmmmm nie wiem co powiedzieć ....
    Po prostu boskie !!!!
    Zakochałam się w tym opowiadaniu...
    Naprawdę
    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń