-Już jedziesz?-zapytałam Georga, brał torbę
-Nom, tak, ale wrócę
-To miała być groźba?-zapytałam z uśmiechem
-Tak, zdecydowanie-powiedział poważnie
Pojechał, pomachałam mu jeszcze z okna.
Nie miałam co robić, położyłam się na chwilę
Wstałam w dennym humorze.smutna.
Przez Maxa, ale nie mogłam go obwiniać. Przecież tylko mi się śnił.
Lunatykowałam chyba,bo byłam do innego pokoju. Stało tam pianino. Nie byłam jeszcze tam
Dawno nie grałam...
Było nastrojone, postanowiłam spróbować, i wykrzyczeć, wyśpiewać wszystko
*George*
Wróciłem od Johna szybko. Nie mogliśmy się dogadać i chciałem jak najszybciej być obok Belli.
Weszłem do domu, usłyszałem pianino, Bella grała
Chwilę później usłyszałem śpiew, to było piękne *-*
Nie chciałem, aby zobaczyła mnie, że słyszałem jak gra i śpiewa. O NIM
Poszedłem cicho do pokoju, zamknąłem się i rysowałem, dawno tego nie robiłem...
Natchnęła mnie
NASTĘPNEGO DNIA
*Bella*
Nie słyszałam, żeby Gorge wrócił,
przebrałam się, zaraz miałam iść po pracy
-O, cześć Ken-powiedział-Witaj Jus-powiedział młody chłopak, nie powiem przystojny-To jest Bella, zastąpi mnie, no wiesz kiedy-hej, mam nadzieję że będzie się nam fajnie współpracowało. Jestem Kendall-Miło mi-Nomć mi też-powiedział
Poszedłem cicho do pokoju, zamknąłem się i rysowałem, dawno tego nie robiłem...
Natchnęła mnie
NASTĘPNEGO DNIA
*Bella*
Nie słyszałam, żeby Gorge wrócił,
przebrałam się, zaraz miałam iść po pracy
-Hej jak tam-usłyszałam Georga
-Dobrze, coś przypaliłeś?-zapytałam
-Cholera, śniadanie!-podbiegł i próbował je ratować
-Fajnie, co tam u cb?
-Nic nowego-odpowiedział nadal próbując coś zrobić ze spalonego...czegoś
-Co na śniadanie?
-Nie wiem co to, ale na pewno nie jest surowe
-Czuć
***
-O Bella już jesteś, całe pięć minut przed czasem
-Nie chciałam się spóźnić
-To dobrze nawet bardzo, chodź oprowadzę cię, w sumie i tak muszę, ale chodź. A i mów mi Justin, nie per pan. Wiesz nadal czuję się młodo
-Widać-powiedziałam
-Ok, dosyć romansowania. Bella idziemy!-powiedział Justin, a ja tylko się uśmiechnęłam, weszliśmy do studia
-To tak przychodzą do nas ludzie i nagrywają. My mamy robić tak, aby głos był czysty i takie tam. Jak ktoś fałszuje i jest na tej liście-wyjął kartkę z biurka na którym było paręnaście nazwisk, niektóre kojarzyłam, ale większości i tak nie zobaczyłam-to wtedy tuszujemy. Ogarniasz?
-Czyli te osoby śpiewają z playbacku?
-Dokładnie. Brawo załapałaś. Dużo płacą, dużo wymagają. No i załóżmy, że przychodzi ktoś kogo nie ma tutaj-pomachał listą-i fałszuje, co robisz?
-Pokazuje mu jak wyszedł i się pytam czy zatuszować?
-Nie do końca, ale blisko,bo on sam ma ci powiedzieć
-A ok.
-Sprzęt ogarniasz?
-No tak-był taki sam jak u brata, więc wystarczy tylko przypomnieć
-Fajnie, to ja spadam, mam randkę. Wiem, że w moim wieku nie wypada, no wiedz ma się te 70 lat
-Nie wygląda pan na tyle-powiedziałam zgodnie z prawdą
-Miałaś mówić mi Justin
-Ok, sorry Justin
-No to pa, zaraz przyjdzie Ken i ci powie jeszcze czy coś. Nara roboto, witaj fajna laseczko
-Z kim się ty umawiasz?-zapytałam
-Z żoną. Jest ode mnie młodsza, skubana, całe pół roku. I jeszcze nazywa mnie starym. Och, czasem jest nie do zniesienia
Zaśmiałam się. Co za człowiek tu pracuje, i czy jest normalny? Nie chyba nie...
Wszedł Kendall.
-Ajajaj rozgadałem się. Siemka-pobiegł. Jak na swoją siedemdziesiątkę na karku to szybko
-hej-powiedziałam dziwnie
-Hehs, zostawił ciebie samą i jeszcze obgaduje żone
-Yhmm dokładnie
-Tylko ciebie sprawdza nie martw się
-Ta, teraz jeszcze bardziej. Dzięki
Wszedł szef do sali i przyprowadził kogoś
-Okey, idziemy im szybciej nagramy tym szybciej stąd wyjdziemy i mniej zapłacimy-powiedział jakiś facet
-Płacą tu za godziny-szepął Kendall, pokiwałam głową
-A gdzie Justin-zapytał szef
-na randce-odpowiedziałam, bo chyba miałam nie wiedzieć o tym, że mnie sprawdza
-aha-powiedział, ale wyczułam, ze wie o co chodzi
***
-I co teraz?-zapytałam nie mając pojęcia
-No nic-odpowiedział Kendall
-No to mówiłam
-No to cię nie słuchałem-odpowiedział, wydawał się miły, miał poczucie humoru. Był ogólnie spoko, polubiłam go
-Fajnie wiedzieć
-Hehs, sorry, odbiorę, jak będą się czepiać to...nie... musisz sobie poradzić sama
Zaraz miał ktoś inny przyjść
-Ok, trzeba mieć nadzieję, że będą spiewać
Przyszła, dziewczyna. Ładna
Poszedł, długo już coś go nei było. Na razie nic nei chciała.Oby było tak dalej
Ale niestety nie...
Usłyszałam wołanie w słuchawce
-Tak?-zapytałam
-Chciałam wodę mineralną a tutaj jest źródlana-o matko, jaki problemy mają ludzie...
-I?-zapytałam, wiedziałam co będzie dalej...
-Proszę mi przynieść?!
-Nie mogę opuścić stanowiska, jestem sama i na dodatek czyszczę
-Nie obchodzi mnie to chce wodę! Co sprzątaczką jesteś?
-Jesteśmy na ty? hmm ok. Nie czyszczę głos, tyle ludzi am talent ale nic nie osiąga. Przychodzi taka jedna i śpiewa z playbacku i co? sława
-Wodę! Czekam!
-Proszę iść do automatu, ja za panią płacić nie będę
-Bo zgłoszę skargę!
-hej co jest?-zapytał Kendall
-babce nie podoba się woda źródlana
-10...9-zaczęła odliczać, odwróciła głowę
-Tylko wody źródlane są sponsorowane przez te wytwórnie, jak nie to proszę przynosić swoje-powiedziałam. Miałam jej dosyć
-Weź coś jej powiedz, ja do niej nei mam siły, zawsze tak jest. Możesz nawet obrazić, szef nic nie powie. Jus też nic.
-Masz zastępstwo to leć po wodę-rozkazała.
-Leć po talent-powiedział wnerwiony Kendall-znów ty? Zmieniłaś wytwórnie wczoraj
-Przedwczoraj-odpowiedziała z uśmiechem-a co?
była ładna, brunetka, ciemne oczy, szczupła
Pięknie się uśmiechała, każdy chłopak by na nią leciał
-Weź zaśpiewaj normalnie, ok?-teraz już nie wiem o co chodzi
Nie ogarniam tej roboty...

super super i jeszcze raz super :D
OdpowiedzUsuńZaje !!
OdpowiedzUsuńNie mam co więcej powiedzieć !