-Weź śpiewaj normalnie ok?-zapytał ja, widocznie się znali
-Ok, widziałam że macie świeże mięsko i nie mogłam sie powstrzymać, musiałam.-zaśmiała się
-Weź. Justin ci kazał?-zapytał Kendall.
Siedziałam cicho i lekko się uśmiechałam.
Pewnie wyglądałam jak idiotka, taa chora umysłowo idiotka, ale nie przejmowałam się tym zbytnio
Słuchałam w ciszy ich konwersacji, mało z niej rozumiałam, ale cóż..
-Yhmm, zaczyna mnie denerwować. Ej, nie martw się idzie ci dobrze-zwróciła się do mnie-Pierwszy dzień?
-Tak-odpowiedziałam
-Nie martw się, Jus cię polubił, ale wracam do śpiewania. Sorry za tamto
-Ok-powiedziałam, bo co innego mogłam powiedzieć
-Nie gniewasz się-zapytała, pomyliłam się co do niej, ale wcześniej na serio była wredna
Już wszystko ogarnęłam
Justina niby nie obchodziło, kogo zatrudnił, ale jednak nasyłał na mnie ludzi
***
-Jak poszło-przyszedł Justin, na sam koniec. Było jeszcze parę osób, ale z nimi problemów nie było. Zaśpiewali, podziękowali i poszli.
-Ok-powiedziałam
-Ken, jak się spisała?-taa mi nie wierzy. Miły(oczywiście w tym miejscu znajduje się sarkazm, ironia, szyderstwo. Kto co woli)
-Miałeś nie mówić na mnie Ken
-Jakie problemy ma młodzież w XXI wieku!? Jak się spisała Bella Kendallu
Położył nacisk na słowo Kendall, jeju miałam dość Jusa, ale był spoko. Pomimo tego miałam go dość
-A bardzo dobrze-odpowiedział.
Nie ogarniałam całej tej szopki.
-Ok, to zostało wam iść do domu i odpocząć przed kolejnym pięknym dniu spędzonym w pracy
-Dzięki Jus potrafisz pocieszyć-Kendall
-Weź idź, Barbie czeka
-Hahaha nie.-powiedział poważnie
-Cześć wam, jak zadzwonię wam o 3 to odbierzcie,wtedy będę pijany i nie będzie mnie jutro bo będę miał kaca.-pożegnał się
Cudownie, ze ostrzega
-Fajne plany, wyciszę telefon-powiedziałam-dzięki za info. Cześć
-Narka szanownej młodzieży-pożegbnał się znów, nei wiadomo który już raz. Jak Kendall z nim wytrzymuje?
On coś bierze i to coś poważnego, twarde narkotyki się kłaniają...
Ten facet jest mega rąbnięty
-On tak zawsze?-zapytałam
-Nomć, niestety. Jus słyszałem!
Nie ogarniałam dziś już nic.
Kurde gościu, mówisz do mnie czy do niego?
Macie coś z głowami, czy to ja
-Podsłuchuje, stary, ale słuch ma dobry, jeszcze....
-A co powiedział?
-Nazwał mnie Ken
-Czemu?
-Tak mu się wymsknęło
-Nie, czemu nie lubisz jak mówią na ciebie Ken, jest krócej
-Uwerz mi, nie chcesz mieć imienia lalki dla dziewczyn rodzaju męskiego, bez...no wiesz
-Ahaa-doszliśmy do wyjścia-Pa
-Papa-powiedział i poszłam do domu.
-Hej, jak tam pierwszy raz?-zapytał George-wiesz no dzień w pracy-dodał po chwili
-Haha, nawet ok-powiedziałam spokojnie
-To zapraszam pewnie jesteś głodna, opowiedz mi wszystko-powiedział i przepuścił mnie w drzwiach do jadalni
Na stole były rozstawione przepyszne potrawy, pięknie zastawiony stół.
-Czekasz na kogoś? Mogę iść, lub siedzieć cicho w pokoju...
-tak, czekam-przerwał mi
Ten ktoś musi być wielkim szczęściarzem...Ktoś o niego dba, i do tego tym kimś jest George. Potrafi się zaoppiekować, więc będzie mieć cudowne życie... z Georgem...
-Aha, to idę-powiedziałam i odwróciłam się
-Nie, czekałem, na ciebie. Już jesteś, więc chodź
-Że ja?
-nie Kubuś Puchatek. No pewnie że ty. Myślisz, że dla kogoś innego bym się tak wysilił?
-Nie mam pojęcia
-To teraz już masz-odsunął mi krzesło.
***
Czyli to było dla mnie. Powiedział, ze dla nikogo innego by sie tak nie wysilił.
A naprawdę się wysilił. Tyle jedzenia przyrządzonego w najlepszy sposób. Jeszcze takiego nie jadłam
Zapalone świece, i George siedzący naprzeciwko mnie. Najpierw przepuścił mnie w drzwiach, później odsunął krzesło...
Atmosfera była cudowna, a zarazem swobodna.
Jeszcze nikt dla mnie czegoś takiego nie zrobił. Wcześniej martwił się o mnie. Jedno słowo wystarczyło, aby zły humor odszedł, przestałam sie ciąć, ale zaczęłam znów gdy mi go brakowało. Nie miał mi za złe tego, ze się pocięłam, ale w jego oczach widziałam smutek. I wtedy miałam ochotę pozbyć się przeszłości, żałowałam, ze go doprowadziłam do takiego stanu. Potrafił rozbawić nawet w najgorszym momencie. Można z nim pogadać o wszystkim, on pomoże, nawet jak nie wie jak to wysłucha. I tyle wystarczy.
Zawsze pomoże...
Ostatnio uśmiecha się inaczej do mnie. Nie wiem czemu, ale wiem, że jeszcze piękniej.Chociaż to niemożliwe tak jest.
Dba o mnie jak nikt inny. czuję ze mogę mu ufać, że się na nim nie zawiodę. Że zawsze będzie przy mnie, blisko.
Też ostatnio, i ja czułam do niego coś innego, przyjaźń, ale i coś też innego. Jestem do niego przywiązana, mocniej niż do kogokolwiek.
Zrozumiałam że go kocham....
*George*
Napracowałem, ale warto było. Dla niej. Dla jej uśmiechu.
Zrobiłbym dla niej wszystko. Dosłownie.
Czuje się przy mnie bezpiecznie, ale nie mogę jej tego zapewnić...
Nie wiem czy odwzajemnia moje uczucia, ale chyba warto zaryzykować.
Nie chce stracić przyjaźni z nią. Ale chce czegoś więcej
Kocham ją...
Może być?
Wielce wyczekiwany rozdział. Zrobiłam to dla was <3
Dziękuję, ze jesteście i czytacie ten badziew
♥♥♥

To wcale nie jest badziew!
OdpowiedzUsuńJaram się :D. Rozdział mógłby być dłuższy. Oni będą razem :D!