niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 28

To, ze się uśmiecham nie znaczy wcale że cię lubie. Mogę ma przykład wyobrażać sobie ze stoisz właśnei w płomieniach~Muminki


-Kogo?-zapytałam, chciało mi się śmiać, chociaż wiem,że w tej chwili to najbardziej nieodpowiednia reakcja. No coż...
-No siostry, ciebie-odpowiedziała jakby mi trzeba było przypominać
-wiesz, że on jest jedynakiem?-zapytałam
-Nie, nie jest. Jesteś jego siostrą-nadal była przekonana o swoim zdaniu, widać jak go dobrze zna...
-Nie nie jestem, tak jak ty niby jesteś tylko koleżanką z pracy
-No można powiedzieć, że jestem kimś więcej-powiedziała z uśmiechem, sądziła że jest lepsza ode mnie. Jak słodko.
"No, można tez wspomnieć", ze nie jestem jego soistrą
No dzięki, wiem już to.
Nie odzywałam się dalej.
Max wyszedł, a nadal nie było Kendalla... chciałam żeby wrócił
Zaczęłam się bać
-Masz to?-zapytał mnie
-Yhmm
-Możesz sie do mnie normalnie odezwać?!-zapytał
-Czego oczekujesz? Że po tym co mi zrobiłeś nadal będę normalnie cię traktować? Wiesz co? Nie
-Ej, no jesteś jego siostra-jeszcze jej mi brakowało
-nie wtrącaj się-powiedział do niej, cieszyłam się że na nią wrzanął
-Uuu siostrą? O jak słodko!-wykrzyknęłam, nie wiem czemu ale byłam zazdrosna. Cholernie zazdrosna
 -Przestań.
-Okłamujesz swoją dziewczynę. Skarbie to normalne-nie wiem skąd miałam ten przypływ odwagi. Nie bałam się go...
-Ze co?-zapytała Jenna
-Nie o ciebie mi chodzi, o tą drugą
Ok, nie wiedziałam czy ma inną, ale co mi tam. Jak szaleć to szaleć!
-Proszę cię przestań.Jena nie jest tak jak myślisz. Chodź na chwilkę

*Rozmowa*
-Co jest?Tłumacz!-jenna
-Mówiłem ci, ze jest stuknięta? Nie martw się, niedługo sie jej pozbędziemy

*Bella*
Poszli, ale zaraz wrócili. Jenna z taką jakoś przewagą, oj ciekawe co jej nagadał. Pewnie coś że ja kłamie itp. Skąd ja to znam?
Max wrócił do śpiewania, a ja byłam zadowolona że Jenna siedzi cicho, skupiłam sie na pracy
A Kendall gdzieś zniknął. Zaczęłam się o niego martwić, czemu go tak długo nie ma.
Ale to może mi się tak dłuży...
-Max często ciebie okłamywał?-zapytała mnie Jenna
-Dość.
-Aha, wiem, że z nim byłaś. Nawet wtedy kiedy ja z nim byłam-o czyli coś innego jej nagadał
-Byłam z nim prawie rok... A znamy się od późniejszego dzieciństwa
Nie wiem po co jej to powiedziałam.
-Och, a nie jesteś zła, ze teraz z nim jestem?
OJEJCIU tak bo ciebie obchodzi moje zdanie. I tak z nim będziesz.
Taa markowe ciuchy, perfekcyjny makijaż... Czemu ją wolał?
-Nie, ciesze się
-Yyy cieszysz się? jest twoim przyjacielem. A ty powinnaś być mu wdzięczna-nie dowierzała.Jak słodko, sądzi, że zwariowałam. Ups, nie ona jedna


-Oczywiście powinnam.
-Sarkazm? jesteście parą,najlepszymi przyjaciółmi...
-Nie nie jest.  Już nie jest "mój" Możesz z nim być. Gówno mnie to obchodzi. Mogę ci nawet powiedzieć jaki będzie wobec ciebie.Chcesz? Będzie niby kochał, zacznie kłamac i znajdzie inną. A nie sorka już to zrobił. Sama to odkryjesz. Powodzenia
Zatkało ją. Taa sama nie wiem jak to z siebie wycisnęłam. To zabrzmiało dziwnie..
-Yyy dziękuję-palnęła
Za co niby? Jaka idiotka...
-Nie no, nie. Tak mi się wymsknęło. Co ty sobie wyobrażasz?!-o teraz jest prawidłowa reakcje. Odwalało mi, jakbym coś brała. Chciałam się tylko śmiać
- Że był taki dla ciebie. On ciebie nie kochał. Jesteś psychiczna. jestem 1000 razy lepsza od ciebie
-Bo ja nie chodzę w markowych ciuchach, nie spędzam połowy dnia przed lustrem, Nie zapierdalam po mieście w metrowych obcasach. Ale ja nawet bez tego: Bez makijażu, w zwykłych jeansach i topie, w schodzonych trampkach jestem lepsza.
-Taa jasne
-Jeszcze jedna zasada
-jaka?-zapytała z pogardą
-Zajętych się nie tyka
Przyszedł kendall. Wreszcie.
-Cześć-powiedział do Jenny, ale ta wielka paniusia obrażona na cały świat nie odezwała sie do takiego zwykłego człowieka jakim był mój współpracownik
Jeszcze by oświetliła go blaskiem....swych żółtych od papierosów zębów, wielokrotnie próbowanych wybielać. Bezskutecznie...
Upss
Uśmiechnęłam się sama do siebie
-I jak idzie?
-Hmm dobrze
-To fajnie.
Zaczął mnie wypytywać czy zrobiłam to i tamto. czy to włączyłam, czy tamto wyłączyłam. tylko odpowiadała  tak.
-O cudownie. Nie wiem po co przyszedłem
Gościu jeżeli teraz wyjdziesz ja cie zatłukę. Osobiście. Przyjdę do ciebie do domu z kijem bejsbolowym...
Nie, no najpierw muszę go kupić...XD
-Hej Bella-zaglądnął Justin
-Cześć Jus-odpowiedziałam-jak tam po?
-A weź facetka okazała się totalną desperatką. Nie interesują mnie takie. Kendall dajesz radę?
-No, wiesz jak fajnie jest nic nie robić. Przejąłem to po tobie
-O jak słodko!-powiedział
-Jus...ona jest twoją żoną-powiedziałam
-A o nią ci chodzi. Taak jest cudowna... Nawet nie wiesz jak bardzo.A dzień dobry-powiedział do Jenny-nie zauważyłem cie
Odwróciła się i spojrzała na niego z pogardą.
A on...
Zrobił podobną minę do tej... :D
Zaczynam kochać tą pracę
Kendall spojrzał na niego z wyrzutami
-No, co ja już tutaj nie pracuje. Mam wolne. Przeszedłem na zasłużoną od lat emeryturę. I tak w późniejszym czasie
Max wyszedł.
-Dzień dobry-powiedział do niego Justin
-A dzień dobry-odpowiedział-Mamy wszystko?
Max jest genialnym aktorem, potrafi udawać, jakbyśmy się nigdy nie poznali...
-Bells?-zapytał Kendall.
-Tak-powiedziałam już z trudem
-Czyli już koniec?
-Tak- odpowiedział Jus-dla ciebie tak, ale Ken i Bella sobie jeszcze popracują. Przyjdzie jeszcze jeden zespół, czy osoba. Nie wiem , nie ogarniam. a potem wolność. Weenend ludzie!
Jenna i Max spojrzeli na Jusa jak na kosmite. Nie dziwię się im.
-Ok, Kendall chodź ze mną. Bella wydasz?
-Co? A tak-dałam coś tam im. Próbowałam nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z Maxem, ale nie dałam rady
Jego oczy... przepełnione bólem, zielone... takie jak zawsze... Piękne. Kiedyś były tylko moje.Nie ma nic bardziej idealnego od nich, od niego...
Miałam ochotę cofnąć czas, żeby to wszystko wróciło.
Może to głupie, ale tylko o tym teraz marzyłam
Serce mi zaczęło szybciej bić.

Mam ich jeszcze chyba odprowadzić. Upss nie zrobię tego. Nie dam rady
-Jak tam George?-zapytała Jenna
Uśmiechałam się tylko.
-Do widzenia-powiedziałam
-Oj, juz nas wyganiasz? Jaka szkoda
-Za kolejna godzinę, państwo będzie musiało dopłacić-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem
-Ups Max nie chcą nas tutaj. Pa! Do zobaczenie niedługo!
Wyszli. Niedługo???
***
-Ok, pa-powiedziałam do Kendalla, gdy wychodziliśmy.
Na dworze było już ciemno, bo pewna osoba strasznie wybrzydzała(czytaj: facetka(plastik) nie umiała śpiewać i nie podobała się jej wyczyszczona wersja piosenki, bo sądzi że w realu lepiej śpiewa)
I musieliśmy zostać dłużej
Skierowałam się w stronę domu Georga.

Byłam już w połowie drogi, nagle wszystko ucichło. Lub do mnie dotarło, ze jest już późno.
Spojrzałam na godzinę, było po 23.
Jej, aż tak długo siedziałam w pracy. Przynajmniej mi zapłacą za nadgodziny.
A dziś jest piątek! Nie ma się co martwić.
W sumie zaraz sobota, ale coś. Trzeba się cieszyć

Ktoś mnie złapał za ramię. Wystraszyłam się.
Poczułam ból w głowie. W coś się uderzyłam.
I...
____________________________________________________________________
Pamiętajcie, ze was kocham.
Jak ktoś umrze to nie moja wina...
Kocham was.
Czytacie dalej?
Nadal was kocham
I będę, nie przestane.
Nie obchodzi mnie kim jesteś, i tak cię kocham.
Pamiętaj o tym
Na zawsze....
Zawsze będę was kochać.
Wspominałam o tym, że was kocham?

1 komentarz:

  1. Jakie to wspaniałe !
    Ale tak mnie ciekawi, kto to uderzył i dochodzę do wniosku że Max lub Jenna.
    Wspaniały !

    OdpowiedzUsuń