środa, 9 października 2013

Rozdział 6

"Tell me a anything but don't you say he's what you're missing baby
If he's the reason that you're leaving me tonight
Spare me what you think and

Tell me a lie"
One Direction-Tell me a lie


-Wstawaj!-próbowałam już go obudzić od 5 minut, ale nic nie było skuteczne
-No, czego ty nie wiesz?-zapytał, w końcu przynajmniej się odezwał, już połowa sukcesu
-Nie wiem czy mnie zawieziesz
-Gdzie cie znowu poniesie-powiedział i wtulił głowę w poduszkę
-Do Eda-odpowiedziałam, no bo zgodnie z prawdą 
-Ale daleko, nie możesz pieszo???-zdenerwował się-Tylko po to mnie budziłaś???
-Ale leje,od paru minut, i nie wygląda jakby miało przestać
-Duża różnica, dobranoc-po tych słowach zasłonił się kołdrą
-No weź, potem będziesz miał cały dzień spokój, beze mnie
-Nie-powiedział.Okey nie chcesz to nie, ale może obędziesz się bez kołderki...
-Oddawaj-krzyknął, ale ja pobiegłam już na dół. Ciężko było mu ją wyrwać, ale skapnął się dopiero po i teraz leciał za mną.
-Młoda oddawaj koca!-wybiegł na dół.-O pachnie goframi...Odłożysz na górę? Tam gdzie zabrałaś.-poszedł po gofra. Jest szansa
-A zawieziesz???-zapytałam
-A dasz mi spokój???-powiedział i zapchał się gofrem. Zawiezie mnie, czyli cel osiągnięty. Jupii. Poszłam na górę po telefon i torebkę, potem zeszłam do kuchni.
-Gotowa?-zapytał, gdy skończył jeść
-Aha-odpowiedziałam wesołym głosem. I poszłam do garażu.
***
-Dziękuję-powiedziałam wysiadając z auta.
-Pamiętaj idziesz ze mną, i udajesz moją dziewczynę, chociaż próbuj.
-Okey-powiedziałam. Jakoś to przeżyję, w sumie będę musiała, wyjścia innego nie mam już.
Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam
-Chwila-usłyszałam głos starszego brata Eda, z którym mieszka, Georga

-Heeej, wreszcie zauważyłaś że mamy dzwonek-nie no gościu fajne powitanie. Też ciebie dawno nie widziałam, miło mi cię znów zobaczyc.
-No wiesz, dawno tu nie byłam.
-Taa dawno, serio? Wchodź-te dawno, serio powiedział z sarkazmem. I się dziwić czemu niezbyt go lubię

-Ja do Eda.-powiedziałam
-No co ty? A już myślałem że do mnie. Śpi, zaraz go obudzę.
-Edwardzie wstawaj przyszła Bella-krzyknął, taa znów oglądał zmierzch, czemu mu Ed nie zabrania oglądać TAKICH filmów -Chcesz śniadania?
-Nie jadłam już.-powiedziałam. Poszedł do pokoju Eda
-Wstawaj młody. rusz się- tak rano nie jest. przychodziłam nawet wcześniej, a on był na nogach-A ty wyjdź
To nie było do mnie, mam przynajmniej taką nadzieję
-Kość wyjdź mi stąd!- czyli to do psa, już myślałam...
-A soku?-przyszedł i nalał mi, nawet nie odpowiedziałam
-Yhmm dziękuję.-powiedziałam
-Chwila, zaraz wstanie. Już ja o to zadbam-znów poszedł, z pokoju tym razem wyszedł Kość. Wzięłam łyka
Dali mu fajne imię, nie ma co. Jak tak można nazwać psa. Upiłam łyk soku. Podbiegł do mnie, nie przejęłam się tym zna przecież mnie. Ale skoczył na stół, a potem na mnie, wylał sok prosto na moją sukienkę. Po prostu cudownie. Dobrze że szklanka się nie pobiła, bo bym była  na dodatek cała we krwi i szkle.
-Kość!-krzyknął George
-George zamknij się w końcu-wrzasnął Ed z pokoju.
-Żyjesz?-zapytał
-Ja tak-powiedziałam wstając. Jak taki mały kundel potrafi skoczyć z taką siłą???
-Ale twoja sukienka chyba nie. Zapierz ją, zaraz znajdę jakąś koszule Eda. Może być?
-Mmmhm, dzięki.
Skierowałam sie do łazienki. George dał mi koszulę, Ed miał ją wczoraj na sobie. Była fajna, czarna w niebieską kratę.
Zamknęłam się w łazience. Zdjęłam sukienkę, zaprałam ją i założyłam koszulę, była długaaa i duża. Powiesiłam mokrą sukienkę na grzejnik, był ciepły. Dziwne bo było lato,ale nie wnikałam, u nich zawsze w domu jest ciepło
-Czyli co-usłyszałam Freda wychodząc z łazienki. Czyli Ed wstał.
Wyszłam z łazienki, George na mnie spojrzał i posłał mi słaby uśmiech.
-Co ona tu robi!?-matko tylko nie ona, nie tutaj, i nie taraz. Wywnioskowałam jedno to nie był Ed, mogłam postać jeszcze i posłuchać, ale nie musiałam wyjść... Trzasnęły drzwi, Ed wyszedł, cały rozczochrany
-Hej Alice-powiedział śpiącym głosem
-Nie no teraz to się obudził-narzekał George
-Hej, myślałam że ciebie nie ma-powiedziała i spojrzała na mnie. Ed też-Twój brat tak sądził. Tym bardziej jej się tutaj nie spodziewałam.Ładna koszula-dodała, och nie ma to jak nasza najmilsza ukochana Alice. W sumie to, że nie lubię jej to mało powiedziane, ale zazdrosna nie jestem, tylko boję się że skrzywdzi Eda.
-Dziękuję, też ją lubię.-matko, co ja palnęłam, co ona pomyślała. Chyba wie skąd ją mam, widziała wczoraj w niej Eda, ale może nie zwróciła uwagi
-Skądś ją znam-tak Ed znasz ją... Proszę nie mów skąd...
-Ja też, wiesz może z twojej szafy-powiedział George. Dziękuję ci bardzo, co ona sobie o mnie pomyśli, ale w sumie nie lubi mnie od początku. Bo nieśmiała to ona nie jest.
-to może ja już pójdę. -powiedziałam, chce jak najszybciej stąd wyjść. Wiem, ze uciekam tylko od problemu, ale cóż. Tak bywa.
-nie zostań-powiedział George-dawno już ciebie tu nie było. Ed przemalował sobie pokój, w sumie to już wiesz-zaproponował George. teraz na pewno sobie pomyśli. dzięki wielkie!!!
-wiem. Ale chyba sobie jednak pójdę- po jaką cholerę powiedziałam wiem???!!!! Co się ze mną dzieje???!!!
-Bells zostań-powiedział Ed.-Ładnie wyglądasz-szepnął przechodząc koło mnie. Mimowolnie się uśmiechnęłam, a on poszedł sobie do łazienki. Poczułam spojrzenia Alice, nie byle jakie, patrzyła na mnie z nienawiścią.
Podbiegł do mnie Kość, zaczął się łasić, pogłaskałam go, zauważył i zaczął szczekać na Alice, podbiegł do niej i zaczął na nią skakać, moja krew...
-Kość przestań, nie gryziemy gości, pamiętaj Bella gosciem nie jest, więc ją możesz Zjemy może śniadanie.-zaproponował George,Ed wyszedł z łazienki, szybko wrócił, i dobrze
-Już jadłam-powiedziałam-jak to nie może mnie gryźć???
-bo za często tu bywasz
-a ja chętnie zjem, porozmawiamy-skierowała się z tymi słowami do mnie, -Ed, porozmawiamy?
-Yhmm
-W cztery oczy
-Mój brat nie ma przede mną tajemnic, przed Bells też nie-powiedział George. Debil, on coś kombinuje, nie lubi Alice, ale niech nie robi tego moim kosztem. Już i tak nie wiadomo jak o mnie myśli
-Jednak wolałabym...
-Nic tu nie zaszło, rozumiesz!? -krzyknęłam. Oparłam się o blat kuchenny, zauważyłam Eda idącego w... moją stronę. Gościu, nie rób tego, stracisz dziewczynę, przeze mnie. Kolejną już pewnie.
-Hej, spokojnie, nie denerwuj się, wszystko wytłumaczymy.-powiedział i mnie przytulił.-Alice chodź pogadamy.
Poszli do jego pokoju, a ja wzięłam sukienkę z łazienki i poszłam do domu.


2 komentarze:

  1. Omggg Super.... Brak mi słów dosłownie !!!
    Nie wiem co mam więcej powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam że tak dobrze piszesz *.*. Szybko kolejną część pisz <3

    OdpowiedzUsuń